Aleteia

Dziecka nie będzie. Choćbyście się leczyli czterdzieści lat

Ludmiła, Łucyjka i Mieczysław, fot. archiwum prywatne
Udostępnij
Komentuj

Kiedy Ludmiła zobaczyła na teście ciążowym dwie kreski, nie mogła w to uwierzyć. Lekarze już dawno pozbawili ją złudzeń.

Lekarz zapytał o imię dziecka. „Łucja – odpowiedziałam. – Bo była męczennicą z Syrakuz, która miała przepiękne oczy, a malutka ma przepiękne oczy. Ale jest i druga patronka, Łucja z Fatimy, bo to dziecko wymodlone na różańcu. Wymodlone. Nikt nie wierzył, że się uda. Gdy powiedziałam lekarzowi, że jestem w ciąży, nie uwierzył. Wcześniej jego kolega powiedział nam wprost: Możecie czterdzieści lat się leczyć, a dziecka nie będzie”.

Ludmiła Jaskułowska rozkłada albumy, bo chce pokazać, jak wyglądała córeczka tuż po urodzeniu, gdy była maleńką kruszynką, pachnącą i cudną… „A tu wygląda jak mnich buddyjski pogrążony w kontemplacji – komentuje. – Pan Bóg musi mieć do człowieka ogromne zaufanie, skoro powierza mu taką kruszynkę…”.

 

Jak się poznaliśmy? Historia o miłości

To romantyczna historia, choć musiało upłynąć trochę czasu, nim „zatrybiła”. Ludmiła urodziła się w Samborze na Ukrainie, pochodzi z polskiej rodziny, która przekazała jej wiarę, język, kulturę. Na studia przyjechała do Krakowa, korzystając ze stypendium polonijnego. Kraków był świadomym wyborem – chciała uczyć się i mieszkać w tak wyjątkowym mieście. Wybrała psychologię na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Mietek też studiował psychologię i mieszkał w mieszkaniu babci po drugiej stronie ulicy, niemal naprzeciwko jej akademika. Na zajęcia jechali tym samym tramwajem, więc spotykali się na przystanku, czekali, on zawsze mówił jej „cześć”. A Ludmiła się odkłaniała i dalej nic się nie działo. Aż na trzecim roku koledzy wystawiali „Małego Księcia”. Na pierwszą próbę jej przyszły mąż wszedł do sali i na nikogo nie zważając, podszedł prosto do niej i zapytał: „A ty kogo tu grasz?”.

Dopiero teraz zaczęła się ich wspólna opowieść. Dziewczyna zorientowała się, że on już dawno jej wypatrywał, bo mu się bardzo podobała, mówił „cześć” z nadzieją na ciąg dalszy. Pobrali się w św. Annie w Krakowie, jej ulubionym kościele. Ludmiła skończyła jeszcze dziennikarstwo w Warszawie. On pracuje jako psycholog, ona pracowała w TVP2, obecnie prowadzi firmę reklamową. Mieszkają na nowoczesnym osiedlu, na weekendy wyjeżdżają nad morze lub zagranicę, mogą mówić o sukcesie zawodowym i finansowym.

 

Hiperprolaktynemia. Dlaczego nie mamy dziecka?

Najpierw jest wyczekiwanie. Mija rok po ślubie, drugi, jest wypatrywanie, wsłuchiwanie się we własny organizm. Zaczynają się wątpliwości i pytania. Szukanie informacji w Internecie. Trzy lata, cztery po ślubie… Wizyty u lekarzy i badania, nieskończona ilość badań, jego i jej. I kolejne pytania, badania. I od nowa wyczekiwanie.

W końcu diagnoza. Hiperprolaktynemia – tym chłodnym medycznym terminem określa się przyczynę, z powodu której nie mogła zajść w ciążę. W końcu ustalili – Ludmiła ma guza, mikrogruczolaka w przysadce mózgowej, która odpowiedzialna jest także za produkcję prolaktyny w organizmie. W efekcie jej poziom jest znacznie wyższy niż normalnie, a to działa jak środek antykoncepcyjny.

Wiedzą już rodzina i znajomi, nie wszyscy znają szczegóły, ale wiadomo, że się coś dzieje. „Szukaliśmy specjalisty, ale nikt nie dawał szansy…” – wspomina Ludmiła. To na tym etapie padły słowa wbijające w fotel. „Możecie przychodzić nawet czterdzieści lat… i dziecka nie będzie”. In vitro? Nie wchodziło w rachubę, było poza horyzontem ich myślenia.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail