Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Patrick Ney: Anglik zakochany w Polsce. Jaką ma misję?

Udostępnij

Anglik zakochany w Polsce? Pytamy, za co tak kocha nasz kraj i w czym tkwi tajemnica vloga, którego tak chętnie oglądają tysiące Polaków!

Anna Malec: Przyszedłeś na nasze spotkanie w czapce Legii! Jesteś kibicem?

Patrick Ney*: Tak, chodzę regularnie na mecze. Pierwszy raz byłem na Żylecie, kiedy jeszcze nie znałem języka polskiego. Stałem na stadionie z Belgiem i Polakiem, nic zupełnie nie wiedziałem i założyłem zieloną, a nie białą koszulkę, w kolorze obcej drużyny – to był pierwszy błąd! Drugi był taki, że nie znałem piosenek. Podszedł do mnie taki rasowy kibic i mówi: „Śpiewaj!”. A ja ze wstydem powiedziałem, że nie mogę, bo nie umiem. A on na to: „Następnym razem albo śpiewaj, albo Cię zabiję”. Takie były moje początki na Legii.

 

To mocny początek! Nie przestraszyłeś się? Następnym razem nie wolałeś jednak zostać w domu?

Nie, na stadionie jest dobry doping. W porównaniu do brytyjskich meczów, na których ludzie śpiewają tak sobie, to jest coś niesamowitego! Bez porównania.

 

Postanowiłeś zostać nie tylko Polakiem, ale też Warszawiakiem z krwi i kości.

Zdecydowanie! Śmieję się, że jak przyjechałem do Warszawy pierwszy raz, to przysiągłem sobie, że nigdy nie będę tu mieszkał! Zatrzymaliśmy się wtedy w mało ciekawym hotelu w okolicach Dworca Centralnego, i to było tak koszmarne, że nie chciałem tam wracać! A dziś kocham Warszawę, uważam, że jest idealnym miastem.

Najbardziej podoba mi się w Warszawie to, że nie jest, tak jak np. Kraków, przepiękna na pierwszy rzut oka. Wymaga czasu, żeby ją odkryć, żeby dostrzec jej urodę.

Z Warszawą jest jak z dziewczyną. Ja osobiście wolę taką, która nie jest ideałem piękności, którą mogę odkrywać powoli, i przez to bardziej ją kochać za te jej ukryte cechy, które są przepiękne tylko dla mnie.

 

Założyłeś tu rodzinę. Polska jest lepszym miejscem do wychowania dzieci niż Wielka Brytania?

To proste. Statystycznie tu jest mniej przemocy, mniej gangów, narkotyków, system edukacyjny jest na dobrym poziomie – teraz wg badań jest jednym z 10 najlepszych na świecie.

Jeżeli chodzi o jakość życia to dla młodych rodzin tu jest wszystko, czego potrzebujemy. Wiem, jaki jest koszt życia w Warszawie i w np. w Londynie; może tutaj mniej mogę oszczędzić, ale wiem, że moje dziecko będzie miało tu lepszy start w życie niż w Wielkiej Brytanii.

Bo życie nie jest kwestią ani pieniądza, ani systemów, ani procesów. To kwestia tego, gdzie czujesz się dobrze. A to jest kraj, w którym szanuje się dzieci i rodziny, o wiele bardziej, niż w Wielkiej Brytanii.

 

Uważasz, że Polska jest dobrym miejscem dla imigrantów? Dziś z różnych środowisk płyną na ten temat różne opinie; są tacy, którzy twierdzą, że Polska jest tylko dla Polaków. Jak się czujesz, kiedy słyszysz takie hasła?

A kim jest dzisiaj Polak? Czy Polakiem może być ten, którego rodzina została wysłana na Syberię, mieszka całe życie w Turkmenistanie czy Uzbekistanie, i wróci tu po latach z dziwnym akcentem – czy to jest Polak? Czy Polakiem może być wnuczek polskich Żydów, którzy zostali zasymilowani i musieli wyemigrować z Polski? Czy to jest Polak? Czy ja jestem Polakiem, kiedy mam koszulkę z kotwicą, czy kiedy pomagam swojemu krajowi? Czy jestem Polakiem, kiedy wyemigrowałem z Polski do USA? Czy znaczenie ma obywatelstwo, czy stan myślenia?

 

Jesteś Polakiem?

Tak, w sercu jestem. Nawet jak mówię o tym kraju, to mówię o nas, a nie o nich, o naszych cechach – to nie jest sztuczne i celowe, tak czuję.

Kiedy zostanę już polskim obywatelem, będę miał zgodnie z konstytucją obowiązki wobec swojego nowego narodu. Jednym z nich jest to, że masz w razie czego ochronić ten kraj, a kraj ma chronić ciebie. Staram się to robić. Więc tak, czuję się Polakiem, choć wiem, że są osoby, które będą mi mówiły, że tak nie jest.

Myślę, że nieważny jest kolor skóry i to, skąd pochodzisz, ważny jest stan myślenia. Jesteśmy tak unikalni, że bez problemu da się zdefiniować, co znaczy być Polakiem.

W Wielkiej Brytanii jest z tym problem, bo mamy bardzo słabą definicję narodu, to cztery kraje w jednym – ja nigdy nie mówiłem, że jestem Brytyjczykiem, ale Anglikiem. A Polska, nawet jak była wielokulturowa, była jasno określona. W ogóle uważam, że II Rzeczpospolita była przepięknym krajem, który byłby w niesamowitym stanie, gdyby oczywiście nie było II wojny światowej.

 

Twoje mówienie o Polsce jest z jednej strony bardzo emocjonalne, a z drugiej poparte ogromną wiedzą historyczną. Mam wrażenie, że wiesz o tym kraju więcej niż niejeden Polak!

Nie wiem! (śmiech) Przez pięć lat pomagałem zagranicznym firmom wejść na polski rynek, więc trochę poznałem ten kraj. Znam też mniejsze miejscowości. Nie jestem typowym imigrantem, który osiedlił się w dużym mieście i nigdzie dalej nie jeździ. Siedziałem przy stole ze starszymi osobami, które mówiły mi, na co je stać za emeryturę…

Byłem w każdym województwie, spotkałem się z każdym urzędem, dodatkowo grałem w zespole muzycznym, z którym podróżowaliśmy po całej Polsce. Wtedy spotkałem wielu młodych – w Kołobrzegu, Cieszynie, Białymstoku, Radomiu, Bytomiu… Bardzo chciałem poznać Polaków, zobaczyć jak żyją. Wiem, że Warszawa to nie Polska, tak jak Londyn to nie Wielka Brytania.

Bardzo dużo czytam o Polsce. Myślę, że to obowiązek imigrantów, by poznać ten kraj. Wiem, że mam jeszcze bardzo dużo do odkrycia. Ale to dla mnie przyjemność. Mam na półce „Quo Vadis” – trudno się za nią zabrać, ale przeczytam ją, obiecuję Ci! (śmiech)

 

Załóżmy, że spotykasz się ze swoim przyjacielem z dzieciństwa, który nigdy nie był w Polsce i generalnie zakończył edukację dość wcześnie, więc niewiele o tym kraju wie. Masz minutę, żeby przedstawić mu portret psychologiczny Polaków. Co mówisz?

O nie! Prawie wszyscy moi znajomi już tu byli! (śmiech) To jest ciężkie, bo to jest po prostu miłość, mógłby cały dzień mówić o cechach Polaków!

W Polsce jesteśmy bardziej zamknięci – dziwimy się, kiedy ktoś nas bez przyczyny zagaduje. Zastanawiamy się, czego on ode mnie chce, najpierw sprawdzamy, czy to nie jest jakieś zagrożenie. Widzę, że mam już bardziej polskie podejście. Kiedy wracam do Anglii, myślę sobie – oni są dziwni, dlaczego oni tak rozmawiają ze wszystkimi?

Polacy są też kłótliwi, ale wiadomo, że gdyby była wojna, to każdy walczyłby za swój kraj, mamy na to dowody. Polacy walczyli jak lwy.

Prawdziwy Polak chce na maksa napierać na wroga! To widać nawet po tym, jak jeździmy samochodami, ile mamy emocji, jak Ułani! To ten polski smak, to, co jest głęboko w nas.

Kiedyś jeden mój znajomy z zagranicy powiedział: „Nie wiem, co się dzieje z tymi Polakami, że tak źle mówią o tak wspaniałym kraju!”. Naprawdę nie musimy mieć kompleksów!

 

Z drugiej strony podkreślasz, że całego życia by Ci nie starczyło, żeby Polaków zrozumieć.

Tak, bo mam świadomość, że wcale nie mamy nieskończenie wiele czasu na tej ziemi, więc nie uda nam się odkryć i zrozumieć wszystkiego. Ale w moim odrywaniu Polaków chodzi też o to, że chcę zobaczyć, kim ja jestem w tym nowym kraju.

Kiedy miałem na swoim weselu 50 Anglików, bardzo chciałem, żeby dobrze myśleli o Polsce, chciałem pokazać im, że Warszawa jest dobrym miastem. Jestem bardzo wrażliwy na opinie innych o Polsce, szczególnie swoich bliskich.

 

Czujesz, że masz do spełnienia jakąś misję?

Tak. Chcę pomagać Polakom zrozumieć, kim są, a przez to pomagać im się rozwijać. Dużo osiągnęliśmy w ostatnich 20 latach, ale nie możemy osiąść na laurach, musimy iść do przodu.

Musimy się nauczyć dialogować. Uważam, że poziom dialogu w dzisiejszej Polsce jest słaby. Jeżeli więc mogę odegrać moją małą rolę swoimi filmikami, ale też książkami, które chciałbym pisać w przyszłości, m.in. o polskich bohaterach, to chcę to zrobić.

Kilka lat temu zostałem w Polsce pobity przez obcych ludzi, miałem krwiaka na mózgu, byłem operowany. Leżałem w szpitalu 20 dni (swoją drogą uważam, że nasz system opieki zdrowotnej wcale nie jest taki zły). Od tamtego momentu jestem przekonany, że mamy mało czasu!

Kiedy leżałem w szpitalu z realnym zagrożeniem życia, czułem, że jedyne, co jest ważne, to miłość – do siebie, do rodziny, ale też do nieznajomych. I to chcę robić. Ten kraj może zmienić tylko miłość. Czas leci, codziennie się budzę i wiem, że muszę działać! Nie interesuje mnie slow life czy slow food, nie stać mnie na to! Musimy działać dzisiaj!

Pracuję, mam rodzinę, żeby robić filmy, wstaję nad ranem, czasem o 3.00, by dobrze się przygotować. Film o tym, dlaczego jako Polacy jesteśmy kłótliwi, przygotowywałem przez prawie 6 miesięcy. Strasznie się martwiłem o ten tekst, zmieniałem go, konsultowałem. Dzisiaj ten filmik ma ponad 4 mln wyświetleń, to całkiem duży zasięg.

Może drugim Sienkiewiczem nie będę, ale wiem, że mogę pomagać innym zrozumieć, że życie wcale nie jest takie straszne, że jako kraj całkiem sporo już osiągnęliśmy. Pracujmy razem, pomagajmy innym, dzisiaj. Zanim kupisz sobie jakąś kawę, daj tyle samo pieniędzy jakiejś fundacji, każdy mały klocek może być elementem jednej, wielkiej i pięknej budowli!

*Patrick Ney – Anglik od ośmiu lat mieszkający w Polsce. Bloger i vloger, znany jako Paddislaw Wędrowniczek. Główną bohaterką jego filmów jest… Polska. Mieszka w Warszawie z żoną i córką. 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail