Aleteia

Baszak: Macierzyństwo jest moim powołaniem [wywiad]

fot. Anna Mioduszewska
Udostępnij
Komentuj

Jeśli w życiu można kierować się tym, co powie gwiazda muzyki pop albo „ekspert” w śniadaniówce, to zdecydowanie wolę zastanowić się nad tym, co powiedziałby Bóg o moim zachowaniu.

O tym, czym jest dla niej doświadczenie macierzyństwa, o kobiecości i akceptacji siebie, ale także o wierze i roli Maryi – z Karoliną Baszak, znaną blogerką lifestylową, właścicielką marki odzieżowej Aetrie, a także wokalistką rozmawia Marta Brzezińska-Waleszczyk.

 

Marta Brzezińska-Waleszczyk: Jest Pani świeżo upieczoną mamą. Czym jest dla Pani doświadczenie macierzyństwa?

Karolina Baszak: Spełnieniem. Jestem pewna, że to moje powołanie, przeznaczenie. Nigdy wcześniej nie czułam się bardziej sobą, niż teraz. Dodało mi to pewności siebie, stanowczości, pogody ducha, siły i poczucia, że żyję naprawdę. Potrafię się nawet rozpłakać ze szczęścia kiedy patrzę na syna.

 

Macierzyństwo rozwija kobietę

„Odkąd urodziłam dziecko wszystkim się jeszcze bardziej ekscytuję, nabrałam jakiegoś nieopisanego dystansu do życia…” – pisała Pani. Czego jeszcze dowiedziała się Pani sobie?

Odkryłam prawdziwe znaczenie tego dystansu. Wątpię, by bez dzieci dało się to poznać. Mówię to świadomie, jako kobieta, której życie zawodowe funkcjonowało na pełnych obrotach. Macierzyństwo rozwija kobietę, żadna najlepsza posada czy własna firma tego nie zapewnią. Spot o kobiecie, która nie zdążyła zostać matką, wzbudził u niektórych śmiech, a moim zdaniem był trafny. Gdyby popracować nad formą, mógłby być naprawdę dobry. Idea była słuszna.

fot. Anna Mioduszewska

 

Skąd się bierze straszenie macierzyństwem? Może to nie wynik złej woli, tylko dzielenie się doświadczeniem, które bywa gorzkie?

Dzielenie się żalem wymaga odpowiedniego momentu, sytuacji i przede wszystkim relacji. Ostrzeganie innych przed macierzyństwem jest dziwne w kontekście tego, co powiedziałam o byciu mamą. Oczywiście, pomijam przypadki trudniejsze. Na blogu pisałam o zdziwionych wstaniem w nocy, całodobową opieką i innymi, oczywistymi kwestiami. Robienie z dziecka kuli u nogi, która przeszkadza w cieszeniu się życiem i poświęcaniu pasjom czy karierze, jest przykre. Żadna z bliskich mi kobiet (prababcia, babcia, mama) nie narzekały na swój los, a ich życie nie było usłane różami.

 

Kobiety odgrywają za dużo ról

Świat wiele wymaga od matek – mają szybko wrócić do formy, pracy, a jednocześnie być najlepszymi mamami na świecie. Jak nie zatracić siebie pomiędzy rolami, które odgrywamy?

To prawda. Matka, która nie wraca do zawodu, kojarzy się z zacofaniem. Mam wrażenie, że wymaga się od matki wszystkiego, tylko nie tego, czym naprawdę powinna się zająć – dzieckiem i sobą. Żyjemy w XXI wieku, wierzymy, że kobieta w końcu jest wolna, może być kim chce, robić co chce. Pytanie, czego tak naprawdę chcemy? Czym innym jest nasza prawdziwa wizja i potrzeba, a czym innym to, co od dzieciństwa pakuje się nam do głów. Bez przerwy sugeruje się nam, jakie mamy być, jak wyglądać, co robić, aby poczuć się szczęśliwą. Prawdziwy problem polega na tym, że jako kobiety odgrywamy dziś zbyt dużo ról i nie da się pogodzić wszystkiego.

Multitasking nie działa?

Nie da się robić kilku rzeczy naraz tak samo dobrze. Zawsze coś lub ktoś na tym traci. Jako kobiety musimy pracować, rozwijać się, wychowywać dzieci, zajmować się domem, powinniśmy wyglądać jak gwiazdy filmowe, mieć talię osy i potrafić perfekcyjnie wykonturować twarz. To wszystko rodzi frustrację, niezadowolenie. Z drugiej strony, nie zawsze możemy sobie pozwolić na rezygnację z pracy, bo nie wszyscy mężowie mogą samodzielnie utrzymać rodziny. Świadomość tego, w jakich czasach żyjemy, pozwala mi złapać balans pomiędzy tym, co muszę robić, a tym, do czego jestem powołana. Dużą rolę odgrywa mój mąż, który przypomina mi, że jestem wartościową osobą. Nie muszę być odpowiedzią na obecne normy, oczekiwania i kanony piękna. Wystarczy mi to, że On mnie docenia. To piękne w małżeństwie, warto szukać takiego męża, który będzie dla nas opoką.

 

Maryja wzorem czułej matki i żony

Maryja jest dla Pani wzorem? Przez doświadczenie macierzyństwa stała się Pani bliższa?

Maryja to piękny wzór, nie tylko czułej matki, ale też czułej żony. Media i pewne środowiska utożsamiają życie w patriarchacie jako karę dla kobiet. Tymczasem, warto pamiętać, że w Piśmie Świętym mamy mnóstwo drogowskazów, także dla kobiet, żon, matek. Maryja, mimo niepodważalnej wyjątkowości, jest dla nas przykładem radzenia sobie z codziennością rodzica. Dzięki Niej w zwyczajnej codzienności potrafię znaleźć wyjątkowość.

Czym są dla Pani życiu wartości chrześcijańskie?

To absolutne podstawy prawego życia i sprawiedliwego postępowania, korzenie. Uważam, że jeśli nie mamy punktu odniesienia, pogubimy się. Modne hasło „bądź sobą” uważam za zgubne, a nawet niebezpieczne. Jeśli w życiu możemy wybrać, czy będziemy kierować się tym, co powie gwiazda muzyki pop albo „ekspert” w śniadaniówce, zdecydowanie wolę zastanowić się nad tym, co powiedziałby Bóg o moim zachowaniu.

fot. Anna Mioduszewska

 

Mama – moje źródło inspiracji

Ma Pani zaledwie 28 lat, na koncie płytę, markę odzieżową, blog. Jak znajduje Pani równowagę między życiem online i offline? Z każdego Pani filmu emanuje wielki SPOKÓJ. Jak to się Pani udaje?

Z równowagą jest tak, że nie muszę jej szukać. Po prostu, wolę rzeczywistość od świata wirtualnego. Sieć wykorzystuję do pokazywania tego, co dla mnie ważne, w co wierzę, że jest dobre. Lubię siebie spokojną. Czuję się wtedy bardziej stanowcza. Coraz rzadziej bywam rozemocjonowana, ale nawet gdy to się dzieje, dzieje się tu i teraz. W sieci, gdzie można wszystko przemyśleć zanim się napisze, spokój jest bardziej uwydatniony.

Stawia Pani na podkreślanie tego, co nas wyróżnia, a nie bycie, jak inni. Gdzie szuka Pani inspiracji?

Zawdzięczam to mojej mamie, która zawsze miała wyjątkowy styl i była w tym bardzo konsekwentna. Nie zabraniała mi malowania się, była dla mnie przykładem. Nigdy sama nie była mocno umalowana. Potrafiła zrobić sobie piękną fryzurę, jej makijaż był delikatny, chodziła w sukienkach w groszki. Cieszyłam się, że mam w domu taki wzór, bo poza całą otoczką, była bardzo dobrym człowiekiem. To dla mnie także ziemski symbol nadstawiania policzka. Jak na nią patrzę, wszystko w niej jest spójne, niewymuszone, naturalne. Jest źródłem moich inspiracji.

Oglądając Pani zdjęcia ma się wrażenie, że lubi Pani do nich pozować. To dziś wśród kobiet rzadkość! Chcemy ukryć to, co nam się nie podoba, widzimy niedoskonałości. Chce Pani pomóc kobietom w polubieniu siebie?

Mam nadzieję, że tak! Sama przeszłam długą drogę. Mimo wspaniałego przykładu mamy, mnie również zdarzały się potknięcia. Gdy jesteśmy młode, eksperymentujemy z wyglądem. Wydaje nam się, że jak coś poprawimy, będziemy szczęśliwsze. Gdy dorastałam, YouTube blogosfera nie była rozwinięta, nie było Instagrama. Mogłam inspirować się tym, co widziałam w telewizji, prasie. Swój kanał zaczęłam rozwijać w dobrym momencie. Uważam, że mogę to wykorzystać dobrze lub źle i oczywiście chcę to zrobić dobrze. W sieci codziennie jestem oceniana. Ktoś wpadnie na bloga, skrytykuje mnie, czasem obrazi. Dla mnie nie jest to powód do zmian, bo nie potrzebuję poklasku. Nie walczę o widza. Jeśli komuś się podoba to, jaka jestem, może się u mnie rozgościć. Jeśli nie – może zachować to dla siebie. Niektórzy uznają to za nieumiejętność przyjmowania krytyki, dla mnie to poczucie własnej wartości. Jeśli efektem ubocznym mojej postawy jest wzbudzanie w innej kobiecie chęci, by robić swoje, mogę tylko się cieszyć.

fot. Anna Mioduszewska
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail