Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Żebrał przed kościołem. Potem nagle wszedł i zaczął odprawiać mszę świętą

BEZDOMNY NA ULICY
Shutterstock
Udostępnij

„Rozpoznaję wasze buty. Pani w drugiej ławce dała mi 5 zł. Dziękuję” - powiedział. I podszedł do ołtarza.

Żebrak w ornacie

Ksiądz zebrał w niedzielę wszystkich ministrantów, lektorów i powiedział im: „Panowie, obojętnie, czy będę w zakrystii, wy macie wyjść do ołtarza, gdy zacznie się msza. Weźcie mi albę, ornat i stułę”. Zaskoczeni młodzieńcy nie wiedzieli, co powiedzieć. Naszykowali szaty liturgiczne i czekali do 12.00, gdy miała rozpocząć się suma. Ksiądz zniknął. Chwilę później, przebrany w stare ubrania, z czapką z daszkiem na głowie siedział przy wejściu do kościoła. Na kartce miał napisane, że zbiera pieniądze na leczenie. Miał schyloną głowę. Siedział tak piętnaście minut.

Gdy ministranci weszli do Prezbiterium wstał, wziął ze sobą puszkę z drobniakami i kartonik z napisem, a następnie ruszył. W kościele ludzie zaczęli coś szeptać. Żebrak szedł wprost do ołtarza. Nagle kiwnął na najstarszego ministranta, który rozpoznał księdza, będącego jego katechetą. Brudną koszulę położył na ławce. Założył czystą albę, a na nią stułę i ornat.

Ciszę w kościele przerwało nagłe skrzypnięcie drzwiczek od konfesjonału, gdzie stał zamurowany proboszcz. Ksiądz – żebrak nagle ukucnął i powiedział. „O, rozpoznaję wasze buty. Np. Pani w drugiej ławce dała mi 5 zł. Dziękuję”. Po tych słowach zaczął odprawiać mszę świętą.

 

Pomaganie łatwe nie jest

Sytuacja ta zdarzyła się kilka lat temu. Mój kolega był wikarym na pewnej parafii i od czasu do czasu zaskakiwał wiernych swoimi pomysłami. W kazaniu przeprosił parafian za taki eksperyment. Chciał im jednak uzmysłowić, że codziennie mijając ubogich i cierpiących, naprawdę mijamy Kogoś jeszcze, Tego, który szczególnie nam błogosławi.

Gdy myślałem o tej scenie, przypomniała mi się ostatnia rozmowa ze znajomym. Na swoim profilu udostępnił zdjęcie mężczyzny, który żebrał pod naszym kościołem. Setki osób podało dalej ten post. Okazało się, że opowieści mężczyzny proszącego o wsparcie rodziny były nieprawdziwe. Ktoś naprawdę chciał mu pomóc i naprawdę się zawiódł.

Sam pamiętam inną sytuację pod naszą parafią. Pewna pani regularnie stała z metalową puszką odsłaniając fragment chorej skóry. Nagle zasłoniła ramię, rozejrzała się i zaczęła rozmawiać przez telefon. Po czym wstała, jakby kończąc pracę.

 

Dotknij tego, który cierpi

Kilka dni przed ingresem do łódzkiej katedry abp. Grzegorza Rysia, rekolekcje dla wszystkich kapłanów diecezji głosił Jałmużnik Papieski, abp Konrad Krajewski. Przypominał on swoją pierwszą rozmowę z Papieżem Franciszkiem na temat nominacji na wspomniany urząd. Papież kazał mu wyrzucić z biura biurko. Powiedział, że jak go za nim zobaczy w pracy, to go z niej wyrzuci. Powiedział jeszcze coś innego. Przypomniał, że pomoc biednym to nie tylko pieniądze i rzeczy. To także gesty, te najzwyklejsze. Franciszek podkreślał, że biednych i ubogich trzeba czasem dotknąć.

Jakiś czas temu biegłem na spotkanie z kolegami. Nagle zatrzymała mnie kobieta i poprosiła o pieniądze na jedzenie. Nie wiem czemu, ale pomimo spóźnienia stanąłem obok niej. Powiedziała, że chce sobie kupić coś do jedzenia. Dałem jej kilka złotych po czym powiedziałem, że będę pamiętać o niej w modlitwie. Nagle pomyślałem, że muszę jej dotknąć. Nie było we mnie obaw o jej stan skóry, brud, ewentualne choroby. Dotknąłem jej dłoni i wiem, że nie zapomnę jej wzroku, całkowitego, radosnego zaskoczenia.

 

Dobro wraca

Czasem boję się osób żebrzących na ulicy. Nie wiem, czy jestem w tym osamotniony, ale tak faktycznie mam. Myślę, że lęk ten wynika z głębszego strachu. Obawiam się „podskórnie”, iż kiedyś sam nie będę miał domu, że na ulicy zacznę szukać zimą czegoś do zjedzenia. Moje lęki ostatnio na łopatki rozłożyła pewna dama z wózeczkiem na zakupy.

Wyszedłem z piekarni z pięcioma cieplutkimi bułkami. Po jednej dla każdego w domu. Kupiłem do nich wędlinę i leciałem spóźniony do domu. Nagle pewna pani zaczęła machać kartonikiem, na którym coś napisała wcześniej.

Minąłem ją, ale po chwili wróciłem. Cofnął mnie zapach ciepłych bułek, które miałem w torbie papierowej – pachnące wyrzuty sumienia. Podszedłem do niej. I spotkałem się z uśmiechem. Powiedziałem wprost, że nie mam teraz pieniędzy, ale chętnie podzielę się z nią bułkami, które kupiłem, a ona na to: „Jak to cudownie. Przed chwilą pewna pani dała mi kiełbasę, to sobie zjem ją z bułką od Pana”. Gdy skończyła to mówić, z gracją dygnęła niczym dziewczynka. Oj, trudno mi nie uśmiechnąć się, myśląc o tej pani.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail