separateurCreated with Sketch.

Uratuje nas tylko kontakt – ze sobą samym i z drugim człowiekiem

SPACER
whatsappfacebooktwitter-xemailnative
whatsappfacebooktwitter-xemailnative

O ile pod względem fizycznym uratować nas teraz może izolacja, to pod każdym innym – pomoże nam kontakt. Mimo że druga fala pandemii to trochę „powtórka z wiosny”, jest czymś zupełnie innym. I nadal nowym.

Przekazując darowiznę, pomagasz Aletei kontynuować jej misję. Dzięki Tobie możemy wspólnie budować przyszłość tego wyjątkowego projektu.


Wesprzyj nasPrzekaż darowiznę za pomocą zaledwie 3 kliknięć

Raczej nie zdążyliśmy oswoić tematu jeszcze na tyle, by mieć niezawodne sposoby na przetrwanie zawsze trudniejszej jesieni i zimy. I jeśli nawet już ze spokojem kupujemy on-line, studiujemy on-line i uprawiamy sport także przed ekranem, pozostaje pytanie, jak uratować to, co trzyma człowieka przy zdrowych zmysłach: spotkanie, rozmowę, dotyk. Czyli kontakt.

 

Kontakt, który leczy

Kontakt jest tym, co według neurobiologów pozwala w ogóle dobrze funkcjonować. Poczucie połączenia z innymi ludźmi chroni przed nałogami i umożliwia leczenie się z nich, jak mówi i pisze Johann Hari. Wtóruje mu Gabor Maté, lekarz węgierskiego pochodzenia, który przez lata pracował z narkomanami w Kanadzie.

Człowiek od chwili narodzin znajduje ukojenie w kontakcie. I choć z wiekiem zmieniają się strategie na ten kontakt, nie przestaje on nigdy być potrzebny. Potrzebuje go i zbuntowany nastolatek, i dorosły po czterdziestce, i na emeryturze.

Jasne, że miewamy na ten temat wiele niewspierających przekonań. W czasach PRL-u odstawiano niemowlętom rychło butelkę i przesadzano co prędzej z pieluch na nocniki, by mogły być jak najszybciej „samodzielne”. Dziś także świętujemy pierwszy kroczek, pierwszy ząbek, nauczenie się jazdy na rowerze bez kółek, a potem osiemnastkę i egzamin „na prawko” – z myślą, ile nasze pociechy będą mogły zrobić same. I tylko nie wiadomo, jakim cudem powiązano zdolność ogarnięcia własnych sznurówek z tym, że odtąd ze wszystkim w ogóle powinniśmy radzić sobie sami. Bo jako gatunek – nie jesteśmy do tego zdolni.

 

Potrzeba więzi i kontaktu

Dlatego i dziś, gdy ograniczamy do minimum spotkania we wspólnej fizycznej przestrzeni, by chronić życie ludzi i funkcjonowanie służby zdrowia – nasza potrzeba więzi i kontaktu wcale się nie zmniejsza, ale przeciwnie, jest coraz bardziej sfrustrowana. A przecież to właśnie poczucie wspólnoty z innymi ludźmi najskuteczniej pomaga budować odporność psychiczną i radzić sobie z wyzwaniami tego czasu.

Co możemy więc w tej sytuacji zrobić? Po pierwsze, pamiętać, że mechanizmy, które podpowiadają nam wycofanie, schowanie się, zaniechanie kontaktu z innymi przynależą do pierwotnych, nie zaś rozwiniętych, sposobów na przetrwanie. Widziałam latem na trawniku u teściów jaszczurkę. Gdy już wiedziała, że odkryliśmy jej obecność, zamarła. Można było podejść do niej na odległość stopy, a ona nie była w stanie się ruszyć. To „zamarcie”, zwane przez Stephena Porgesa „zawieszeniem się”, to ewolucyjnie stary patent na uniknięcie zagrożenia.

Jak każdy jednak mechanizm obronny, służy ono przetrwaniu, a nie rozkwitowi, i wiąże się z kosztami ubocznymi, jakie ponosimy. Podobnie jak inny – walka, przyjmująca na przykład postać wykłócania się w sklepie czy choćby walki z wirtualnymi wrogami w sieci. Choć walka dodaje nam energii, by nie popaść w pełen lęku bezruch, najbardziej zaawansowanym sposobem poradzenia sobie z zagrożeniem jest sięganie po obecność innych ludzi.

 

Podzielić się kawałkiem siebie

Dlatego warto sprawdzić, czy naprawdę niemożliwe jest dla nas tyle, ile się wydaje. I jeśli nie da się spotkać w domu, może da się umówić z kimś na spacer po lesie. Zrobić wspólne ognisko na działce, chociaż w kilka osób, gdzie każdy przyniesie własne jedzenie i zachowamy bezpieczną odległość. Może dobrze będzie docenić wartość tego, co do tej pory uznawaliśmy za „wirtualne” – wideoczatów, telefonu czy zwykłego SMS-a. Młode pokolenie może nam pomóc odkryć radość z gry online w chińczyka, na którą możemy się umówić z ludźmi, których znamy w realu.

Być może do łask mogłyby wrócić papierowe listy. W których nie tylko piszemy, co u nas słychać, ale mamy przestrzeń, by wyrazić wdzięczność, wrócić wspomnieniem do ważnych momentów wspólnej historii, podzielić się kawałkiem siebie. Opowiedzieć o marzeniach – o tym, co zrobimy jeszcze razem, gdy ten trudny czas się skończy. „Połączenie” to także podrzucenie komuś zakupów i wyjście z psem. Albo napisanie SMS-a ze słowami „pomocy!”.


TECHNOLOGY
Czytaj także:
Kontakt z człowiekiem lepszy niż smartfon. Filozof tłumaczy, dlaczego


WDOWIEC
Czytaj także:
Kiedy umiera ktoś, z kim żyliśmy lata… Wdowcy-seniorzy bardzo potrzebują naszej obecności! [wywiad]

Newsletter

Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail.

Wesprzyj Aleteię!

Jeśli czytasz ten artykuł, to właśnie dlatego, że tysiące takich jak Ty wsparło nas swoją modlitwą i ofiarą. Hojność naszych czytelników umożliwia stałe prowadzenie tego ewangelizacyjnego dzieła. Poniżej znajdziesz kilka ważnych danych:

  • 20 milionów czytelników korzysta z portalu Aleteia każdego miesiąca na całym świecie.
  • Aleteia ukazuje się w siedmiu językach: angielskim, francuskim, włoskim, hiszpańskim, portugalskim, polskim i słoweńskim.
  • Każdego miesiąca nasi czytelnicy odwiedzają ponad 50 milionów stron Aletei.
  • Prawie 4 miliony użytkowników śledzą nasze serwisy w social mediach.
  • W każdym miesiącu publikujemy średnio 2 450 artykułów oraz około 40 wideo.
  • Cała ta praca jest wykonywana przez 60 osób pracujących w pełnym wymiarze czasu na kilku kontynentach, a około 400 osób to nasi współpracownicy (autorzy, dziennikarze, tłumacze, fotografowie).

Jak zapewne się domyślacie, za tymi cyframi stoi ogromny wysiłek wielu ludzi. Potrzebujemy Twojego wsparcia, byśmy mogli kontynuować tę służbę w dziele ewangelizacji wobec każdego, niezależnie od tego, gdzie mieszka, kim jest i w jaki sposób jest w stanie nas wspomóc.

Wesprzyj nas nawet drobną kwotą kilku złotych - zajmie to tylko chwilę. Dziękujemy!