Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ratunku! Myślę o kimś, kto nie jest moim mężem

KOBIETA
Steven Aguilar/Unsplash | CC0
Udostępnij

Może się zdarzyć, że po ślubie zauroczymy się kimś, kto nie jest naszym współmałżonkiem. Czasami nawet budzi się w nas pożądanie względem tej osoby i wydaje nam się, że się w niej zakochaliśmy. Targają nami wątpliwości i zaczynają nas trawić od środka. Jak reagować, kiedy znajdziemy się w takiej sytuacji?

Czy jesteśmy odpowiedzialni za nasze emocje? W danym momencie oczywiście nie. W obliczu jakiejś trudnej sytuacji, której musimy stawić czoła, możemy mieć ochotę tchórzliwie uciec. Na agresję możemy mieć ochotę odpowiedzieć wybuchem jeszcze większej agresji.

Na widok osoby, od której wprost bije urok, na który jesteśmy szczególnie wrażliwi, możemy się rozmarzyć. Takie uczucia istnieją. Mogą być gwałtowne, napierać na nas niczym morska nawałnica. Kiedy indziej są ledwie zauważalne i dopiero po jakimś czasie uświadamiamy sobie, że coś dziwnego kiełkuje w naszym wnętrzu. To wywołuje niepokój, gdyż nie poznajemy sami siebie.

 

Co się ze mną dzieje?

Takie pytanie powinno nam dać do myślenia. Sygnalizuje bowiem, że istnieje rozdźwięk pomiędzy uczuciem, które zauważamy i które nas opanowuje, może nawet w obsesyjnym stopniu, a naszą wolą. To uczucie jest w nas, ale to nie jesteśmy my. Przynajmniej do momentu, kiedy nie udzielimy mu naszego przyzwolenia. Warto w tym miejscu przypomnieć podstawową, jakże prostą, zasadę. A mianowicie, że pokusa to nie grzech. Dopóki nie zgadzamy się na nią (ani czynem, ani myślą), pozostajemy wierni, nie grzeszymy.

Zatem na pytanie: „Czy to wybaczalne?”, należy odpowiedzieć, że nie podlega przebaczeniu myśl lub uczucie pojawiające się w nas mimo woli. Na uczucie wstydu („Wydaje mi się to obrzydliwe”), odpowiadamy za Jezusem: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym” (Mk 7, 15).

W rzeczywistości jednak rzadko kiedy sprawy są aż tak klarowne. Pomiędzy ewidentnym i zwyczajnym odrzuceniem pokusy a oficjalnym krokiem w niewierność istnieje obszar pełen dwuznaczności, lepiej lub gorzej utrzymany. Oczywiście, na tym mglistym terenie drzwi do zła stoją otworem. Pozostaje tam do rozegrania pojedynek, w którym najpierw będziemy zmuszeni stanowczo odrzucić pokusę „zobaczenia jak daleko damy radę dojść, zanim upadniemy”. W naszych zmaganiach musimy zawalczyć o czystość myśli i intencji. Nawet jeżeli bitwa sama w sobie nie będzie wspaniała, jej wynik trudny do przewidzenia a przebieg momentami wyjątkowo bolesny, gdyż będziemy mieli wrażenie, że walce nie ma końca.

 

Pokusa, która stawia nas przed pytaniami

Być może warto zgłębić tutaj problem braku przyzwolenia. Powiedzmy otwarcie: przyzwolenie nie polega tylko na przejściu do czynu. Istnieje również przyzwolenie na poziomie myśli. W Kazaniu na górze Jezus wzywa swoich uczniów do sprawiedliwości, które nie wyraża się tylko na zewnątrz, ale opiera na prawdzie wewnętrznej.

Te słabości czy też niepożądane reakcje skłaniają nas do refleksji nad naszą przeszłością oraz przyszłością. Mamy wrażenie, że pojawiają się nagle i z niewiadomych powodów lub też w wyniku okoliczności zewnętrznych. Ale czy na pewno są one aż tak zaskakujące, jak się wydają? Być może mają związek z jakimiś nieostrożnymi posunięciami, brakiem czujności, albo jeszcze prawdziwymi upadkami z bliższej bądź dalszej przeszłości, które odcisnęły w nas swój ślad i uczyniły nas bardziej podatnymi na taką czy inną pokusę. Tutaj jest pole do działania dla Ducha Świętego w naszym wnętrzu – działania, które oczyszcza, uzdrawia i wyzwala.

Z drugiej strony chwile kryzysu i wahania zmuszają nas do przemyślenia naszych wyborów i zobowiązań. Sprawy, które wydawały się oczywiste i już osiągnięte pozostają zakwestionowane. Może to być znakiem, że brakowało w nich autentyczności lub dojrzałości. Próba jest okazją do ponowienia swego świadomego wyboru. Zapewne bardziej pokornego, ale jednocześnie bardziej radykalnego i prawdziwego. To wszystko ma miejsce dlatego, że Pan pozwala, aby w naszym życiu były takie niebezpieczne zakręty. I boi się ich mniej niż my!

Ojciec Alain Bandelier

Czytaj także: Małżeńska miłość po zdradzie. Jest możliwa? [świadectwo]

Czytaj także: Wierność w czasach seksualnego szaleństwa. Zdrada rodzi się wcześniej niż myślisz

Czytaj także: Ratunku, zakochałam się w swoim księdzu! Co robić?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail