Aleteia

Syndrom DDK, czyli „dorosłe dzieci katolików”

Philippe Lissac / Godong / Leemage
Udostępnij
Komentuj

Kiedy – publicznie walcząc o prawa dzieci – naruszamy prawa własnych pociech? Kiedy – ukazując w Kościele piękno małżeństwa – zaczynamy zaniedbywać naszego współmałżonka?

Kolega podwoził mnie kiedyś do pracy. Rozmawialiśmy o rodzinie, życiu i Kościele. Obydwaj jesteśmy w jakiś sposób zaangażowani, więc nad tym wątkiem się zatrzymaliśmy.

Padło hasło „syndrom DDK”. I opowieść o pewnym małżeństwie, które po latach zrozumiało, że ich zaangażowanie w kościelną wspólnotę doprowadziło do kryzysu w ich własnej rodzinie, a także do kryzysu wiary ich dzieci.

 

Za bardzo zaangażowani?

Myślałem o tym przez kilka następnych miesięcy. Zacząłem zadawać sobie pytania o granice mojej aktywności. Kiedy publicznie walcząc o prawa dzieci naruszamy prawa naszych własnych pociech? Kiedy ukazując w Kościele piękno małżeństwa, zaczynamy zaniedbywać naszego współmałżonka?

W dyskusjach medialnych często powraca temat księży. Zwłaszcza tych, którzy żyją trochę jak świeccy. Są kościelnymi pracownikami, urzędnikami, którzy wykonują określone usługi. Rzadziej jednak mowa o świeckich, którzy żyją jak księża. Podobnie niewiele uwagi poświęca się małżeństwom, które prowadzą niemal zakonne życie, w centrum którego stoi działalność duszpasterska. Ich życie płynie od rekolekcji, do rekolekcji. Prowadzą koła różańcowe, są nadzwyczajnymi szafarzami, udzielają się w chórze i radach parafialnych.

Być może nieco przerysowuję. Znam jednak takie pary. Czy coś w tym złego? Nie chcę stawiać generalnych diagnoz, które nie uwzględniają złożonych sytuacji. Poza tym, powyższe pytanie pociąga za sobą kolejne. Ile w rodzinie jest dzieci? Ile mają lat? Co na to małżonek, czy także jest tak aktywny w Kościele?

 

Dezercja od bliskich

Jednego jestem pewien – jeśli rodzinę zamieniłem na Kościół, to kiepsko, zarówno dla rodziny, jak i dla Kościoła. Łatwo dawać nauki powołując się na Pismo Święte czy Kościół, trudniej dawać świadectwo. Jak mówić o pięknie rodziny, kiedy zapominam, jak ona wygląda? Niespójność najwcześniej diagnozują nasze dzieci. Są najlepszymi psychologami, którzy odczytują nasze zachowania, jak kolejne zdania w książce.

Dorosłe dzieci katolików to termin, który wprost odnosi się do pojęcia dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Ich zestawienie może szokować. Katolicyzm i alkoholizm – jak to porównywać?! Katolicyzm jednak, nie jako droga spotkania z Bogiem, ale jako ucieczka w zaangażowanie, może stać się także uzależnieniem. Jego skutki promieniują na dzieci, które z czasem mogą nie chcieć mieć z Kościołem nic wspólnego.

Sprawa nie jest prosta. Można powiedzieć: „Ludzie, nie angażujcie się społecznie, zajmijcie się rodzinami!”. Mąż ma być przecież przy żonie i dzieciach. Miałem zakończyć na tym moje refleksje, gdy nagle córka zapytała: „Tatku, co byś zrobił, gdyby wybuchła wojna? Poszedł do wojska?”. Tu mam prościej. Dawno temu komisja wojskowa orzekła, że nie nadaję się do włożenia munduru. Jednak w obliczu wojny mogłoby być inaczej, bo każdy człowiek jest na wagę złota. Córce jednak opowiedziałem, że nie wiem, co bym zrobił. Trudno mi przewidzieć, jak zachowałbym się w chwili takiej, jak 1 wrześniu 1939 roku. Myśląc jednak o wojnie przypomniałem sobie postać wojującą w czasie pokoju.

Strony: 1 2

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail