Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ksiądz pytał na ulicy, czy może zrobić coś dobrego. Takiej reakcji się nie spodziewał…

PODZIEL SIĘ DOBREM
Udostępnij

Jak zareagują ludzie na księdza, który na ulicy chce coś dla nich zrobić?

Wtorkowe przedpołudnie, zwykły dzień. Wychodzę na ulice Lublina spytać napotkanych ludzi, czy mogę zrobić dla nich coś dobrego, w czymś pomóc. Idę w sutannie. Na początku nie mam pojęcia czego się spodziewać. Generalnie nie zaczepiam ludzi na ulicy, więc muszę trochę się przełamać. Jak zareagują ludzie na księdza, który na ulicy chce coś dla nich zrobić?

Zobaczcie wideo i udostępnijcie je znajomym! ⬇️ Na końcu artykułu druga część nagrania! ⬇️

 

Życzliwy ksiądz zaskakuje

Zaczynam pod dworcem głównym PKP. Tu okazja znajduje się sama. Przy dworcu kręci się dwóch bezdomnych. Widzę, że jeden z nich chodzi od człowieka do człowieka i nic. Podchodzę do niego i pytam, czy mogę jakoś mu pomóc. „Może mi ksiądz kupić jedzenie?” – pyta. Mogę. „To zaraz, tylko zawołam kolegę, bo bez niego nie pójdę”. Wzruszyłem się. Trzymają się razem, w tej swojej biedzie. Kiedy jednemu coś się trafi, to dzieli się z drugim, choć przecież byłoby więcej dla niego. Solidarność ubogich. Chwilę rozmawiamy. Za każdą bezdomnością stoi jakaś historia.

Idę dalej. Zaczepiam różnych ludzi, starszych i młodszych, idących chodnikiem, stojących na przystanku, czasem przysiadam się do kogoś na ławce. Trafiłem nawet na obcokrajowców. Zadaje ciągle to samo pytanie. Prawie wszyscy są zaskoczeni tą zaczepką, ale budzi ona w nich bardzo pozytywne reakcje, nawet jeśli niczego nie potrzebują.

Dwie panie pytają mnie, co to za dzień. Odpowiadam, że zwykły. Nie ma dzisiaj dnia pomocy, czy czegoś tam, zwykły wtorek. Wybuchają entuzjazmem, że można w zwykły wtorek tak po prostu iść ulicą i pytać ludzi o to, co można zrobić dla nich coś dobrego. Zaczepiam panią przy parkomacie, a ona śmieje się, że musi wyglądać bardzo nieporadnie, skoro podchodzę z pytaniem o pomoc. Tłumaczę jej, że ja dzisiaj pytam o to różnych ludzi. Odpowiada mi, że nic w tym momencie nie potrzebuje, ale już samo okazanie życzliwości jest naprawdę świetne.

 

Dobro zawsze wraca

Przysiadam się do kobiety na przystanku autobusowym, a ona chce tylko jednego – dobrego uśmiechu. Więc uśmiecham się do niej z całego serca. Kilka osób prosi mnie o modlitwę, m.in. dziewczyna, z którą pogadałem na ławce przed szkołą. Była między jedną, a drugą maturą próbną. Pogadaliśmy chwilę. Być może pojawienie się dziwnego gościa pytającego, co może dla niej zrobić, pomogło jej trochę się odstresować.

Przy kiosku spotykam starszego pana, który właśnie idzie do urzędu wziąć dla kogoś papiery, więc sam w tym momencie robi coś dobrego dla innych. Chwilę później pytam dwóch chłopaków, uczniów, i okazuje się, że popołudniu idą na szkolną akcję charytatywną. A więc tego dnia po ulicach Lublina kręci się więcej ludzi robiących dobro!

Na sam koniec trafia się coś niesamowitego. Podchodzę do grupki dziewczyn, one zaskoczone jak większość, ale po chwili jedna z nich pyta mnie: „A czy ja mogę poczęstować księdza kanapką?”. Serio? „Tak, mam kanapkę, której nie zjadłam w szkole i chciałabym ją komuś dać”. No pewnie. Myślę sobie, że to fajne zwieńczenie chodzenia i pytania o to, co mogę zrobić dla innych. Ktoś na koniec chce zrobić coś dla mnie. Dobro wraca.

 

Spowiedź na ulicy

Stoimy rozmawiamy, a tu nagle pytanie: „A czy mógłby mnie ksiądz wyspowiadać?”. Teraz? Teraz. No i wyspowiadałem. Tego na pewno nie spodziewałem się, kiedy wychodziłem na ulice. Nie zrobiłem tego dnia nic wielkiego, nic spektakularnego, większość ludzi nie potrzebowała pomocy, a jednak miałem poczucie, że to wyjście miało wielki sens. Samo pytanie robiło na ludziach pozytywne wrażenie. Po chwili zaskoczenia na ich twarzach pojawiał się uśmiech, dawało się wyczuć dobrą atmosferę. Rozmawialiśmy przez chwilę mimo, że się nie znaliśmy, bardzo życzliwie, na koniec życzyłem im dobrego dnia. Być może tylko i aż tyle potrzebowali tego dnia.

Prosta życzliwość ma naprawdę moc. Myślę, że ludzie, których spotkałem szli dalej, wsiadali do autobusu, wracali do domu, do szkoły poruszeni tym, że ktoś chciał zrobić dla nich coś dobrego, tak po prostu. Być może ktoś z nich spróbuje zrobić to samo. Wychodząc na ulice nie miałem pojęcia z jakim odbiorem się spotkam. Czułem się na początku jak dziwak, ale po kilku spotkaniach z ludźmi chciałem kontynuować to dziwactwo, bo ludzie reagowali niesamowicie pozytywnie. Tak naprawdę nie chodziło o to, żeby zrobić coś wielkiego. Chodziło o to, żeby stworzyć na ulicy miasta przestrzeń dobra, wśród ludzi, którzy idą właśnie do sklepu, do domu, do szkoły, czekając na autobus, w zwykły dzień. Większość przyznawała, że nie spodziewała się, że ktoś akurat będzie chciał zrobić dla nich coś dobrego i że można tak w ogóle podejść i zapytać o to nieznajomego człowieka na ulicy.

I to jest w tym fajne: zaskoczyć kogoś dobrem i uświadomić sobie, że naprawdę można je robić zawsze i wszędzie. To był taki uliczny eksperyment, do którego zaprosiła mnie Aleteia Polska. Przetestowałem to i całym sercem polecam jako pomysł na adwentowe dobro. Każdy może spróbować wyjść na ulice i zadawać ludziom pytanie: „Co dobrego mogę dla Ciebie zrobić?”. Sami się przekonajcie, że to jest niesamowicie fajne doświadczenie. Lublin reklamuje się jako „Miasto inspiracji”, no więc niech idzie stąd inspiracja do tworzenia przestrzeni dobra na ulicach innych miast i miejscowości.

Zobaczcie drugą część tego nagrania❗️⬇️⬇️

https://youtu.be/hkDE4AVFu4A

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail