Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czy Francja zamknie portale pro-life?

Maciej Luczniewski/REPORTER
Udostępnij

Przekonywanie kobiet w sieci, by nie dokonywały aborcji może zostać uznane za „przestępstwo internetowe”. Episkopat Francji apeluje do rządu: Przynajmniej o tym porozmawiajmy!

Francuskie Zgromadzenie Narodowe ponownie rozpatrzyło odrzucony przed kilkoma tygodniami przez Senat projekt w ramach ustawy Egalité et Citoyenneté (Równość i Obywatelstwo) dotyczący „przestępstwa nakłaniania” do odstąpienia od aborcji. Większością głosów, po burzliwej debacie, projekt przyjęto. Senat ma teraz siedem dni by po raz kolejny się mu przyjrzeć.

Zdaniem Laurence Rossignol – minister ds. rodziny, praw dzieci i kobiet, która chce by uznać działalność niektórych portali pro-life za przestępczą – bez względu na decyzję Senatu sprawa jest już i tak przesądzona. Jak to możliwe?

W wywiadzie telewizyjnym cytowanym przez dziennik „Le Figaro” minister Rossignol zdradziła, że francuski rząd poczynił już kilka kroków, by ograniczyć działania pro-life nad Sekwaną. Po pierwsze „dogadał się” z Google, by osoby wpisujące we Francji hasło „aborcja” (w skrócie w języku francuskim „IVG”) na pierwszych pozycjach wyszukiwania widziały portal rządowy.

W nim zaś można przeczytać m.in., że :„co 9 minut po nielegalnej aborcji ginie kobieta” (nie ma słowa o jednoczesnej śmierci dziecka); że „zabieg ten jest prawie bezbolesny”; że „syndrom post-aborcyjny nie istnieje” i „dawno jest to udowodnione przez naukowców”; że kobieta „nie odczuje skutków usunięcia ciąży” w czym będzie ją wspierać cały sztab „wykwalifikowanego personelu”.

Po wtóre, w trybie przyspieszonym, wprowadzono różne narzędzia prawne. Trwają właśnie prace nad rozszerzeniem ustawy o zdrowiu publicznym z 1983 roku. Chodzi o zapis wedle którego próba „powstrzymania kobiety przed dostępem do szpitala, gdzie może dokonać aborcji lub zasięgnąć na ten temat informacji” jest wykroczeniem karanym mandatem 30 tys. euro lub więzieniem do dwóch lat.

Zapis ten wprowadzono by walczyć z tzw. „komandosami anty-aborcyjnymi”, którzy w latach 80. manifestowali przed klinikami i przedostawali się na korytarze szpitali ginekologicznych. Teraz odpowiedni paragraf ma być rozszerzony o „przestępstwo internetowe”. Co może dotyczyć francuskich portali pro-life, które naturalnie mają na celu odwiedzenie od aborcji.

Francja musi się zmierzyć tu z podwójnym problemem, jeśli chodzi o rozumienie kwestii „przestępstwa internetowego”. Bowiem w chwili wprowadzania stanu wyjątkowego po ostatnich zamachach nad Sekwaną realnie myślano o kontroli i zamknięciu portali dżihadystów. Jean-Frédéric Poisson, były kandydat prawicy na fotel prezydenta, sam apelował wtedy o taki zapis. Dziś na łamach „Le Figaro” mówi, że socjaliści podchwycili tę taktykę względem portali pro-life. Po raz pierwszy od dekad francuskie gazety w kontekście realnej możliwości zamknięcia portali pro-life piszą o niebezpieczeństwie „zniewolenia umysłów” w kraju Napoleona.

Francuski Episkopat niemal codziennie apeluje o przynajmniej dopuszczenie do publicznej debaty na ten temat. W liście do rządu biskupi napisali o „poważnym zagrożeniu demokracji”. Przewodniczący Episkopatu, abp Pontier zadał pytanie: „Czy naprawdę, by być uważanym za uczciwego obywatela, konieczne trzeba wykluczać alternatywy do aborcji? Czy naprawdę najmniejsza zachęta, by ochronić życie swojego dziecka może być zakwalifikowana jako psychologiczna czy moralna presja?”

Minister Rossignol przekonuje, że portale pro-life „manipulują, oszukują i wpływają na decyzje kobiet w sprawie aborcji”. Retoryce tej sprzeciwiają się nie tylko katolicy. Marsze protestacyjne zapowiadają różne środowiska.

Co ciekawe, gazety przypominają słynne przemówienie Simone Veil z listopada 1974 r. wygłoszone w Zgromadzeniu Narodowym. Ówczesna minister zdrowia, która doprowadziła wtedy do legalizacji aborcji nad Sekwaną, w myśl nowego projektu obecnego rządu za to przemówienie musiałaby dziś zapłacić mandat…

Mówiła wtedy: „Podkreślam z całym przekonaniem (…) żadna kobieta nie ucieka się do aborcji z radością. Wystarczy ich posłuchać. To jest za każdym razem dramat. Jeśli więc proponuję dopuszczenie go w sytuacjach wyjątkowych, to tylko dlatego byśmy mieli nad tym całkowitą kontrolę i byśmy mogli zdążyć z odwiedzeniem kobiety od aborcji”.  W wywiadzie, jakiego udzieliła potem francuskiej telewizji dodała: „Oczekuję, że środowiska i organizacje nadal będą kontynuowały swoją pracę i przyjmowały kobiety, słuchały ich i robiły wszystko by je odwieźć od aborcji”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail