Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Skoki, mecz, żona, rodzina… Czyli adwentowe pytanie o męskie priorytety

EAST NEWS
Udostępnij

Nasz męski świat naprawdę się nie zawali, jeśli o kolejnym sukcesie Kamila Stocha dowiemy się z pokonkursowej relacji, a czas poświęcimy rodzinie.

Pewien terapeuta opowiadał mi kiedyś o sposobie, jaki znalazł na przełamanie małżeńskiego kryzysu u jednej z par. Mąż był wprost fanatykiem Lecha Poznań, a żona doskonale wiedziała, że we wszelkich rodzinnych i małżeńskich planach trzeba uwzględniać mecze „Kolejorza”… Przestała walczyć już dawno. Był to nieodłączny element ich życia, a problemy, z którymi przyszli do terapeuty, pozornie leżały zupełnie gdzie indziej.

Terapeuta długo myśleć nie musiał. Poprosił tego mężczyznę, by w imię ratowania małżeństwa – dokładnie w czasie meczu Lecha – zorganizował romantyczną kolację i oczywiście w jej trakcie nawet nie poruszał tematów sportowych. Mury runęły i oboje mogli efektywnie pracować nad swoją relacją. On zobaczył, że bez Lecha Poznań da się żyć. Ona przekonała się, że jego ukochany adres to nie stadion przy ul. Bułgarskiej w Poznaniu, ale jednak dom.

Zmieniając dyscyplinę – do wielu polskich rodzin powróciły już pewnie niedziele, których nieodłącznym elementem, prócz Eucharystii i wspólnego obiadu, jest tzw. „Małysz”, czyli konkurs skoków w telewizji, oglądany przez całą rodzinę z wielkim napięciem i uzasadnioną nadzieją na zwycięstwo “naszego”.

Dawniej tę nadzieję wzbudzał tylko Adam Małysz, potem tylko Kamil Stoch, teraz wygląda na to, że mamy całą drużynę świetnych skoczków. Potwierdzili to w pierwszy weekend grudnia w niemieckim Klingenthal, gdy zdeklasowali w konkursie drużynowym etatowych zwycięzców tego typu zawodów i wygrali zespołowo pierwszy raz w naszej historii.

Wyłania się tu obraz iście sielankowy: mistrzowie skakania i kibicujące im całe rodziny. Sielanka kończy się jednak w momencie, gdy jedno z małżonków fanem sportu jest średnim albo wręcz żadnym, a drugiemu bez transmisji obejść się niezwykle trudno. To częsty obrazek. Nie chcę generalizować, ale z pewnością przytłaczająca większość tych „uzależnionych” od sportowych emocji to mężczyźni.

Zdaję sobie sprawę, że w opinii wielu być może przesadzam. W końcu konkurs skoków to tylko dwie godziny i każdy ma prawo do jakiejś formy relaksu. Jest to oczywiste. Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że mężczyzna, który nie wyobraża sobie zimowego weekendu bez skoków, najczęściej nie wyobraża go sobie też bez piłki nożnej i paru innych dyscyplin.

Z kapłańską odsieczą „kanapowym sportowcom” przychodzi fan Legii Warszawa, a zarazem proboszcz parafii katedralnej na warszawskiej Pradze, ks. Bogusław Kowalski, dla którego moment pójścia do seminarium musiał skutkować zerwaniem ścisłych więzów z ukochanym klubem. Było to tym trudniejsze, że ks. Bogusław grał w młodzieżowych drużynach obecnego mistrza Polski. Pan Bóg miał jednak dla niego inną taktykę, której efektem była gra w piłkarskiej reprezentacji Polski księży m.in. przeciwko „Orłom Górskiego”.

„Jeśli będziesz potrafił oddać Bogu swoją pasję, On będzie umiał się odwdzięczyć. Mnie wprost rozpieścił, bo gdybym wolał oglądanie meczów Legii od nauki w seminarium, nigdy nie zagrałbym przeciwko najlepszym w historii polskim piłkarzom” – przekonuje dziś młodych ludzi ks. Kowalski.

Swoją drogą, śledzenia występów Legii, choćby w bieżącej edycji Ligi Mistrzów, nikt księdzu z pewnością nie zabraniał. Chodzi jednak o właściwe ustawienie priorytetów. Bo czy wyobrażamy sobie odwołaną z powodu meczu mszę świętą lub spowiedź?

Ktoś kiedyś powiedział, że małżeństwo to najtrudniejszy zakon. Niestety, w tym „zakonie” często sport sprawia, że „odwołana” jest rozmowa między małżonkami czy zabawa ojca z dziećmi.

Myślę, że Adwent to dobry czas, by przyjrzeć się naszym priorytetom. W deklaracjach mało kto postawi pasje ponad Boga czy małżeństwo. Problem w tym, że prawdę na ten temat zdradzi nam dopiero codzienność. Nasz męski świat naprawdę się nie zawali, jeśli o kolejnym sukcesie Macieja Kota czy Kamila Stocha dowiemy się z pokonkursowej relacji, a czas poświęcimy sprawom naprawdę ważnym.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.