Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Oto Artysta. Spuścizna po Bracie Albercie nie jest zwykłą pamiątką. To relikwia

Udostępnij

Artysta odszedł od sztalug. Od malowania Chrystusa przeszedł do żywego człowieka. Rozpoczął inne życie, służąc – jak wcześniej malarstwu – drugiemu człowiekowi.

Małgorzata Bilska: Czy setna rocznica śmierci św. Brata Alberta to jedyny powód zorganizowania wystawy jego obrazów, którą od dziś można oglądać, czy też było jakieś szersze tło?

Ks. dr Andrzej Józef Nowobilski*: Pierwszą wystawę zrobiliśmy 25 lat temu, też jubileuszową. Trudno pominąć taką datę w przypadku wielkiej postaci, jaką był św. Brat Albert. Trzeba na niego popatrzeć w podwójnym wymiarze. Po pierwsze, jak na malarza, który miał znaczącą pozycję wśród współczesnych mu artystów, tak w kraju, jak i za granicą. Przez prawie 6 lat przebywał w Monachium. Środowisko monachijskie bardzo ceniło jego twórczość. Niektórzy nawet prosili o konsultacje u niego swoich dzieł. A po drugie, jest wymiar duchowy. Artysta decyduje się odejść od sztalug. Od malowania portretów, Chrystusa, scen religijnych i przejść do żywego człowieka. Rozpoczyna zupełnie inne życie, służąc – jak wcześniej malarstwu – drugiemu człowiekowi. Uważam, że zobaczył w swojej duszy Chrystusa umęczonego w drugim człowieku. Obraz Ecce Homo (Oto Człowiek) to był wstęp do jego późniejszej działalności.

dsc_0189

Zostało po nim niewiele, 61 obrazów olejnych, trochę akwarel i rysunków.

Na wystawie zgromadziliśmy wszystkie obiekty, jakie były możliwe do pokazania, które zachowały się po św. Bracie Albercie. Także i pamiątki z nim związane, które są pieczołowicie przechowywane u albertynów.

Część obrazów jest niedokończonych. Rzadko był zadowolony ze swoich dzieł…

Zwykle artysta nie jest zadowolony z tego, co robi. Jeszcze by coś chciał domalować, dodać. Spuścizna po Bracie Albercie nie jest jednak zwykłą pamiątką historyczną. To relikwia. We wrześniu zorganizowałem plener dla sześciu artystów krakowskich “W stulecie śmierci. Wokół świętego Brata Alberta”. Przez 8 dni malowali, prowadziliśmy długie dyskusje. Odwiedziliśmy dom rodzinny Alberta Chmielowskiego i kościół w Igołomi. To stało się inspiracją, powstało 15 pięknych obrazów. Będą prezentowane na wystawie w osobnym pomieszczeniu. W pewnym sensie uzupełniają spuściznę Brata Alberta, a równocześnie są spojrzeniem nowego pokolenia. Na wystawie mamy także obrazy namalowane już po jego śmierci przez innych malarzy, dotyczy to głównie portretów,  takich jak Wyczółkowski, Piotrowski i inni.

dsc_0197

Jak długo trwały prace nad przygotowaniem wystawy?

Ponad rok. Wydawnictwo naszego Muzeum wydaje też album z dziełami Brata Alberta, a także wkładkę z obrazami z pleneru. Album liczy prawie 200 stron i zawiera zdjęcia wszystkich obrazów i obiektów eksponowanych na wystawie.

To będzie pierwszy album z pracami Alberta Chmielowskiego. Jak to możliwe?

Był katalog z poprzedniej wystawy, piękny, doskonale opracowany przez Elżbietę Charazińską, ale albumu rzeczywiście nie było. Takie było nasze założenie od początku, żeby wydać album. Spojrzeć na świętego troszeczkę z innej strony.

Niektóre obrazy mają swoją historię. Ecce Homo zaginął po II wojnie światowej i odnalazł się na Ukrainie w latach siemdziesiątych XX wieku.

Tak, siostry albertynki odzyskały go na zasadzie wymiany z Muzeum Ukraińskim. Większość obrazów prezentowanych na wystawie wypożyczyliśmy z muzeów: Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Narodowego w Krakowie, Muzeum Czartoryskich. Pojedyncze – z Biblioteki Jagiellońskiej i od osób prywatnych, w tym od rodziny Chmielowskiego. Najwięcej, aż 11 (w tym portret Heleny Modrzejewskiej, z którą się przyjaźnił) pochodzi z muzeum braci albertynów. Oryginał Ecce Homo z kościoła sióstr albertynek będzie otwierał wystawę.

dsc_0199

Ksiądz jest pomysłodawcą wystawy i jej kuratorem?

Tak, opracowanie całego albumu też należało do mnie.

Rok 2017 został ogłoszony Rokiem Brata Alberta przez Konferencję Episkopatu Polski i przez Sejm RP. Jak długo potrwa wystawa?

Do końca marca. Trzy miesiące to jest i długo, i krótko. Wernisaż wystawy 22 grudnia poprzedzi uroczystości na Wawelu, które będą miały miejsce 25 grudnia.

Ma Ksiądz Dyrektor swój ulubiony obraz?

Ecce Homo.

dsc_0203

Dlaczego ten?

Kiedyś byłem duszpasterzem akademickim w parafii pw. Dobrego Pasterza w Krakowie ,do której należy sanktuarium Ecce Homo, w jego ołtarzu głównym znajduje się obraz – Ecce Homo. U sióstr albertynek zawsze robiliśmy dni skupienia, czuwania nocne itd. Przynajmniej od 40 lat jestem związany z tym obrazem. Ale ja w ogóle lubię w malartstwie okres monachijski, nie tylko obrazy Chmielowskiego.

Chmielowski uważał, że sztuka bywa bałwochwalcza, gdyż czcimy dzieła dla nich samych. Idzie pod prąd nie tylko świata sztuki, ale całej współczesnej, narcystycznej kultury. Można dziś chodzić jego drogami?

Naturalnie, że tak. Czytała pani jego artykuł “O istocie sztuki”?

Jeszcze nie. To teoria sztuki.

Nie bez powodu Jan Paweł II fascynował się św. Bratem Albertem. Kiedy połączy się sztukę z życiem Brata Alberta wśród ubogich, powstaje jedna całość. Kard. Wojtyła pamiętał o wszelkich rocznicach związanych z nim, wygłaszał okolicznościowe kazania, przemówienia. Piszę o tym we wstępie do albumu.

Jak zachęcić młodych ludzi do odwiedzenia wystawy?

Przede wszystkim samą sztuką św. Brata Alberta, którą rzadko mamy okazję obejrzeć, a w takiej ilości – nigdzie. Ostatnia część wystawy pokazuje jego dzieło życia. To pamiątki, rzeczy związane z nim, przez niego dotykane.

Na przykład?

Choćby prycza, na której leżał, drewniana i malutka. Taboret, który jednocześnie był nakastlikiem, zrobiony z prostej deski. Klęcznik, krzyż… To wzrusza i daje do myślenia.

Aby poznać Brata Alberta, warto zobaczyć na wystawie przemianę znanego malarza w sługę ubogich Jezusa?

Tylko nie “przejść” przez sale, ale wejść, zachwycić się. Przystanąć na chwilę, pokontemplować. Mieliśmy już tu Ecce Homo 25 lat temu i wiemy, co się wtedy działo. Ludzie potrafili przez bardzo długi okres czasu stać przed obrazem i się modlić. Myślę, że tak samo będzie teraz.

Zapraszamy wierzących. A niewierzący?

Zapraszamy wszystkich. Dla Brata Alberta ważny był człowiek.

*Ks. dr Andrzej Józef Nowobilski – dyrektor Muzeum Archidiecezjalnego w Krakowie

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail