Aleteia

Św. Augustyn nie wiązał nadziei z państwem, tylko z Ewangelią

Philippe de Champaigne/Los Angeles County Museum of Art
Udostępnij
Komentuj

Z o. dr. Wiesławem Dawidowskim OSA, prowincjałem Polskiej Prowincji Augustianów, rozmawia Małgorzata Bilska.

Małgorzata Bilska: Jak wyglądał św. Augustyn? W serialu emitowanym w jednej ze stacji telewizyjnych jest ciemnym blondynem o jasnej cerze. Inni zaliczają go do tzw. „Black Saints”.

O. dr Wiesław Dawidowski OSA: Prawdopodobnie mają rację ci drudzy. Augustyn był raczej śniadym mężczyzną. Jego matka była Berberyską, ojciec – rzymskim obywatelem, co nie znaczy, że blondynem. Można śmiało mówić o ciemnoskórym, aczkolwiek nie czarnoskórym Augustynie – ze względu na rysy jego matki. Tyle możemy sobie wyobrazić.

Nie zachował się żaden wizerunek?

Na starożytnej mozaice na Lateranie, pochodzącej z V-VI w., św. Augustyn jest przedstawiony jako człowiek o stosunkowo jasnej karnacji, ale bez włosów. Więc tak naprawdę nie znamy jego koloru skóry. Zresztą to rzecz drugorzędna. Był chrześcijaninem. I był Afrykańczykiem. O głębokiej, subsaharyjskiej Afryce nikt wtedy szerszej wiedzy nie posiadał. Pochodził z prowincji Cesarstwa Rzymskiego w Afryce Północnej (Africa Proconsularis), która wcześniej należała do imperium kartagińskiego. Był obywatelem rzymskim. Człowiekiem swojej kultury. Na pewno nie chodził w przepasce biodrowej. (śmiech)

Chrześcijaństwo rozwinęło na terenach dzisiejszego Bliskiego Wschodu i Egiptu. Większość świętych z pierwszych wieków wyglądała jak dzisiejsi uchodźcy.

Chrześcijaństwo ma korzenie judeo-helleńskie. Z tego czerpie swoje żywotne soki. Helleńskie w kwestiach epistemologii i filozofii, judaistyczne w kwestii etyki i religii. Choć z tym też jest różnie, bo przecież wiele koncepcji etyki stoickiej zostało wprzęgniętych w myśl chrześcijańską. Wystarczy wspomnieć chociażby naukę o doskonałości pojmowanej jako apatheia.

Europę chrystianizowano i nadawano jej nowe rysy kulturowe w długim, trwającym 10 wieków procesie. Nie w pełni poznanym – myślę o okresach nazywanych ciemnymi wiekami, saeculum obscurum (nie mylić z epoką średniowiecza).

W czasach Augustyna wszyscy czuli się częścią Imperium Romanum. Augustyn jako jeden z nielicznych był głęboko świadomy, że imperia posiadają swój kres i nie wiązał nadziei z państwem, tylko z Ewangelią. W przeciwieństwie do niego taki św. Hieronim, gdy Rzym został zalany wojskami Alaryka, zadrżał i pomyślał, że koniec imperium, to już koniec świat.

Ostatnia kapituła Waszego zakonu odbyła się w Nigerii. Czyżby św. Augustyn chciał podbić dzisiaj własny kontynent?

Podstawowe trzy projekty realizowane przez nas w Afryce to prowincja nigeryjska, którą na początku XX w. założyło trzech braci: dwóch Irlandczyków i Anglik. Prowincja Kongo-Tanzania założona przez prowincje niemiecką i belgijską. I wreszcie trzeci, również rozpoczęty przez braci z Irlandii, przy współudziale Kurii Generalnej i prowincji niemieckiej – w Kenii.

Nasza działalność jest głównie misyjna. Polega na byciu z ludźmi, tworzeniu małych wspólnot, edukacji. Są takie miejsca w dżungli, do których nie da się dojechać bez samochodu terenowego z napędem na 4 koła. Prowincja w Nigerii działa na terenie dość niebezpiecznym. Dwie diecezje, w których nasi bracia są biskupami, są w zasięgu działań Boko Haram. Te obszary przewodzą w Kościele męczenników…

Warto też wspomnieć o projekcie „Hippona”. Dawna Hippona nazywa się teraz Souk Ahras i leży w Algierii. W klasztorze, położonym w sąsiedztwie ruin pamiętających czasy Augustyna, mieszka 5 braci. Są cichymi świadkami Chrystusa w wielkim morzu islamu. Nie chodzą na co dzień w habitach, nie ewangelizują na zewnątrz, ponieważ wystawiliby się na niebezpieczeństwo utraty życia. Jednak żaden nie myśli o odejściu.

Porzucenie islamu może oznaczać wyrok śmierci. Wolno wam nawracać?

Wiadomo, że w przypadku konwersji na chrześcijaństwo na ogół wydaje się fatwę, czyli nakaz zabicia w wypadku braku powrotu do islamu. Nasi bracia ewangelizują więc tajnie i tak samo chrzczą. Ci, którzy zostają chrześcijanami, pozostają nimi w tajemnicy.

Dlaczego tam jesteśmy? Trzeba pamiętać, że wprawdzie dziś są to kraje muzułmańskie, ale chrześcijaństwo jest tam obecne od 2 tysięcy lat. I trzeba to mieć w tyle głowy. Nasze roszczenie do bycia w Hipponie polega na tym, że św. Augustyn mieszkał w niej i pracował – przed islamem. Bracia pracują tam w fundacjach na rzecz dialogu, w tym – dialogu z islamem. Jedną z wielkich postaci chrześcijańskich, jakie Algierczycy tolerują i akceptują w swojej historii, jest właśnie Augustyn. Uważają go za kogoś, kto przygotował ten kraj na islam.

Za co go docenili?

Za to, że tam mieszkał (śmiech). Chcą podkreślić, że był Algierczykiem. Ale przecież Augustyn nie znał pojęcia narodowości, był przedstawicielem wielonarodowego Imperium. We współczesnej mentalności muzułmańskiej narracja historyczna nie istnieje albo jest ona tak konstruowana, by wykazać docelowość islamu. My tego nie rozumiemy, ale w ich mentalności tak to funkcjonuje. I ciekawostką jest to, że właśnie my, z naszą filozofią augustyńską, jesteśmy w stanie nawiązać jakąś formę dialogu z tamtejszymi muzułmanami. Oczywiście z tymi, którzy cokolwiek czytają, a nie z fundamentalistami.

Do Krakowa „ściągnął” was król Kazimierz Wielki, tworząc Akademię Krakowską (UJ). Solidna formacja intelektualna przyda się wszędzie?

W styczniu spędziłem 10 fascynujących dni w Kenii, w naszej misji Ishiara, gdzie wikariuszem jest młody ojciec z licencjatem z patrystyki. Urodził się w buszu, zna grekę, płynnie mówi po łacinie. Mszę odprawia w języku suahili, a głosi bardzo proste kazania, w których co 2 minuty pojawia się „Chwała Jezusowi!”. Poruszamy się na dwóch skrzydłach: wiary i rozumu, a wiara szuka rozumienia na tyle, na ile możemy coś w ogóle pojąć.  To są przestrzenie komplementarne.

Trudno prostych rolników uczyć o teoriach Augustyna krytykującego filozofię manichejską z punktu widzenia konfliktu nauki o eonach z ontologią chrześcijańską (śmiech). Nikt tego nie zrozumie. Ale już próba mówienia o Trójcy Świętej, o konsekwencjach wcielenia dla naszego życia, o problemach społecznych z perspektywy teologii pochodzącej z dawnych wieków jest zasadna.

Najprostszym i najczystszym językiem mówią często ludzie, którzy są doskonale wykształceni. Ci, którzy coś tam liznęli, chcą się popisać, błysnąć znajomością wielkiej teologii, najczęściej są niekomunikatywni. A przecież chodzi o to, żeby dotrzeć do serca i umysłu z przesłaniem podstawowym: Chrystus po to stał się człowiekiem, żeby człowiek odkrył, że jego celem jest zjednoczenie z Bogiem. Jednak tu na ziemi to zawsze pozostanie zagadką i kwestią wiary.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail