Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Kasia Olubińska: Wcale nie jestem aniołem

fot. Tola Martyna Piotrowska
Udostępnij

Z autorką książki „Bóg w wielkim mieście” rozmawia Jola Szymańska.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Jola Szymańska: Kasiu, spotykamy się w czasie warszawskiej premiery Twojej książki „Bóg w wielkim mieście” (21  marca). Właśnie skończyła się konferencja prasowa. Jak się z tym wszystkim czujesz?

Katarzyna Olubińska: Jestem przeszczęśliwa. Czuję się, jakbym miała dziś urodziny albo jakieś święto i tak się cieszę, że nam się udało! Że ta książka jest taka piękna, że jest ze mną tylu przyjaciół, że przyszły gwiazdy. Bo stres był, jak to wszystko wyjdzie.

Czego się bałaś?

Takich technicznych rzeczy – że ktoś nie dojedzie, że się rozchoruje. A przyszła nawet Kamila Schuchardt, mama trzymiesięcznego maleństwa. Pojawili się wszyscy, którzy mieli być. Bardzo się z tego cieszę.

Niektóre z tych osób poznałaś dopiero robiąc z nimi wywiady. Dziś widać, że się zaprzyjaźniliście.

Tak, to niesamowite. Tak było na przykład z Modestem Amaro i jego żoną, Agnieszką. Modest sam dzisiaj przyznał, że nie wierzył w ten wywiad, ale jednak mi zaufał i odważył się opowiedzieć swoją historię. Tak samo z Kamilem Pawelskim, czyli Ekskluzywnym Menelem i jego żoną, Vicky. Spotykamy się, lubimy, chodzimy na kawki i spacerki z pieskiem. Tak naprawdę z każdą z tych gwiazd zawiązała się relacja.

Historia wywiadu z Modestem Amaro to taki sprawdzian ufności?

Bardzo zależało mi na tej rozmowie. Czułam opór materii, ale oddawałam to Bogu. Wierzyłam, że jeżeli On będzie chciał tego wywiadu, to znajdzie sposób. I wszystkie problemy się rozwiązywały. Wywiad był emitowany w Dzień Dobry TVN, w bardzo dobrym paśmie i super się obejrzał.

Jesteś doświadczoną dziennikarką, która założyła bloga. Spotykasz się z tym, że ktoś nazywa cię teraz „blogerką katolicką”?

Tak, w ogóle z różnymi nazwami się spotykam. Jedni mówią „blogerka katolicka”, drudzy: „jesteś aniołem”. Nie przepadam za takimi określeniami. Jestem po prostu dziennikarką. Spisałam historie ludzi, których poznałam. Historie, które mnie dotknęły osobiście. I tyle. A to, że osobiście wierzę? Nie wstydzę się tego, nie ukrywam, ale nie mam potrzeby wychodzenia na ulicę ze sztandarami. Nie lubię etykiet. Najlepszym świadectwem jest dla mnie życie – to, jacy jesteśmy dla najbliższych.

Czym dziś jest dla Ciebie dziennikarstwo?

To na pewno otwartość i uważność na to, co dzieje się wokół. Szczere zapisywanie tego, czego doświadczam i co widzę, ale też odpowiedzialność za to, jak daną historię opowiadam. Sama wiesz, że tę samą historię można opowiedzieć w różny sposób. Ja chciałabym nie stracić w niej tego, co piękne i ważne. Nawet, jeżeli nie trafi potem na pierwsze strony gazet. Szukam piękna, dobra i prawdy.

Na szczęście one też mogą się „sprzedać”.

Okazuje się, że tak! Odzew na „Boga w wielkim mieście” jest niesamowity. Dostaję wiele wiadomości na blogu i na Facebooku, wiele osób fotografuje się z książką. Dla mnie świadczy to o tęsknocie za prostym byciem z drugim człowiekiem. Za delikatnością i dobrem. Za wartościami, które na co dzień są zakrzyczane, których się wstydzimy. A jest w nas przecież dużo piękna.

Robisz wywiady z gwiazdami o wierze. Napisałaś książkę o „Bogu w wielkim mieście”. Spotykasz się z oczekiwaniami, że powinnaś być teraz idealna?

Tak, ludzie piszą, że jestem „aniołem”. Bardzo tego nie lubię. Wcale nie jestem aniołem. Ja po prostu spisałam te historie. Ale ludzie mają skłonność do przypinania łatek. Ja się na to nie zgadzam, żadnych łatek nie chcę.

A gdybyś miała sobie wymarzyć łatkę, z którą mogłabyś się utożsamić, to…?

Byłoby to określenie, którego autorem jest o. Krzysztof Pałys. On żartuje, że jestem agentką Pana Boga. Na „agentkę” ewentualnie mogę się zgodzić! (śmiech)

Wywiady przeplatają w książce Twoją własną historię. Historię dziewczyny, która marzyła o byciu dziennikarką, o sukcesie. Gdybyś miała jeszcze raz zacząć karierę w wielkim mieście, zmieniłabyś coś?

Zdecydowanie nie. Wszystkie moje porażki, wtopy i głupie decyzje zbudowały mnie taką, jaką jestem dzisiaj. Są częścią mnie i zawsze będą, nie będę się od tego odcinać. Jestem ciągle tą samą osobą, mam takie same słabości. Może mam lepszy PR, ale wiele się we mnie nie zmieniło, poza tym, że patrzę w kierunku Pana Boga, a On wyciąga mnie czasem w stronę światła.

Zaskoczyło mnie to, ile miałam przygód i spotkań, z ilu niebezpiecznych sytuacji wyszłam obronną ręką. W książce opisuję imprezy, które kończyły się w miejscach, do których nie chciałabym wracać, do tego sztorm na jeziorze. Kiedy spojrzałam na te wszystkie historie, zrozumiałam, że miałam dużo szczęścia. One nie musiały się dobrze skończyć. Inaczej spojrzałam też na mój dom rodzinny, na proste gesty mojej mamy. Na nowo odkryłam i doceniłam moje korzenie.

Ale gdybym dzisiaj zaczęła pisać książkę o Bogu w wielkim mieście, byłaby to zupełnie inna historia. Proces chodzenia z Nim i dorastania to ciągły rozwój i mierzenie się z nowymi sytuacjami.

Podziwiam to, jak Twoje teksty, wpisy są zawsze spokojne, pełne ciepła i pozytywne. Wydajesz się oazą spokoju i nadziei.

No nie, nie jestem taka. Uwierz mi. Mam choleryczny charakter, naprawdę potrafię dzielić włos na czworo. Jestem zwyczajną dziewczyną, która ma swoje humory, lepsze i gorsze dni. Nie jestem oazą spokoju. Po prostu w trakcie wywiadów byłam wyczulona na rzeczy dobre, piękne, takie które wnoszą pokój, które łączą, a nie dzielą. Te wywiady, historie i ludzie tacy byli.

Często pytasz swoich rozmówców, o co się modlą. A o co modlisz się Ty?

Codziennie o coś innego. Za bliskich mi ludzi, za przyjaciół, za tych, którzy potrzebują modlitwy. Ale też o Jego prowadzenie, o autentyczną wiarę, o Ducha Świętego na co dzień. I o to, żeby podniósł mnie, kiedy upadnę. Bo kiedy mam Jego – mam wiarę, nadzieję i miłość. Czyli wszystko. I wtedy jest dobrze.

Modlę się też o pokorę, bo dużo się dzieje. O to, żebym w tym nie zgłupiała, nie straciła siebie. Dlatego za chwilę zakładam dżinsy, wyłączam telefon i idę z przyjaciółką na lunch.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail