Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Czym grozi chwila ciszy i jak się przed nią obronić?

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Dramatyczna historia, która grozi w tym sezonie każdemu z nas.

Wróciłam ostatnio do kryminałów i czytam „Kamienną noc” Gai Grzegorzewskiej. Główna bohaterka książki, Julia Dobrowolska, to brutalnie czarny charakter. Do tego stopnia, że po przeczytaniu „Betonowego pałacu”, poprzedniej części cyklu z jej udziałem, nie ciągnęło mnie do mrocznych klimatów przez prawie dwa lata.

W tym czasie zdążyłam zapomnieć, jak wstrząsające może być czytanie. Bo że może być inspirujące, uspokajające, poszerzające horyzonty i zmuszające do myślenia, doświadczałam cały czas. Mimo to, zatęskniłam za przyśpieszonym oddechem i nerwowym przewracaniem szybko kończących się stron.

Ale groza to nie tylko historie morderstw i zwyrodniałych romansów. Czasem jeszcze większe przerażenie może w nas budzić ryzyko… ciszy.

Ja się nie boję

Ciekawym zbiegiem okoliczności zdarzyło mi się i to. Z dnia na dzień przestałam biegać i jeździć szybkimi pociągami, ubrałam różowy dres, zaparzyłam karmelową herbatę. Dalej potoczyło się jak z płatka.

Podobno wielu ludzi boi się ciszy. Rozumiem ich. Kiedy biegnę przez życie, czuję się bezpieczniej. Dobry refleks i zdecydowane reakcje sprawiają wrażenie kontroli. Tym razem jednak byłam tak zmęczona, że ciszy się nie bałam. I to był błąd.

Dramat postoju

Miałam nadzieję, że zatrzymanie się w życiowym wyścigu będzie emocjonującą medytacją, podczas której doświadczę orzeźwiającego przełomu. Zamiast tego miałam wrażenie, że wysiadłam z pędzącego pociągu życia i nigdy nie nadrobię straconego dystansu. Byłam zdezorientowana, ale nic nie mogłam zrobić. Poza zagryzaniem warg.

Sytuacja zmieniła się, kiedy udało mi się odespać ostatnie tygodnie i zjeść pierwszy od dawna ciepły posiłek. Wtedy i instynkt samozachowawczy i chęć szybkiego powrotu do intensywnej pracy zniknęły na dobre. Pozostałam sama. Ja, łóżko, talerz, lampka, którą zapalałam, chcąc poczytać wieczorem książkę i obawa, że już nigdy nie wyjdę z domu. Zbuduję sobie w nim namiot, jedzenie będę zamawiać przez internet, kupię psa, który odstraszy wszystkich człekokształtnych.

Po kilku dniach zaczęłam odzyskiwać przytomność. Ból głowy pulsował coraz mniej, z ciekawością wyglądałam za okno, wracał apetyt. I wtedy stało się. Zobaczyłam moje życie z dystansu. A co gorsza, przestałam je rozumieć. Straciłam z oczu coś, za czym dotąd biegłam. Pojawiły się we mnie pytania o sens wszystkiego, co mnie zajmowało. I zrozumiałam, jak często się mylę.

To nie była miła przygoda. To był przejechany z pełnym żołądkiem rollercoaster.

Ocean na życzenie

Dlaczego o tym piszę? Chcę was ostrzec. Rozpoczyna się sezon, w którym znów będziemy bezlitośnie namawiani do wyciszenia i zdystansowania się. Nikt nie zajmie się naszą traumą, rozczarowaniem prawdą o naszym życiu. Postój, wbrew temu, co się nam wmawia, to nie kuracja zdrowotna. To szok termiczny i weryfikacja życiowego napędu, skutkująca świdrującymi w głowie pytaniami o sens. To kąpiel w lodowatym oceanie. W środku zimy. Gdzieś pod biegunem południowym.

To dla takich emocji wielu z nas czyta kryminały.

Jeżeli chcecie ich uniknąć, polecam szczerze – dbajcie o swoją kondycję. Nie wkręcajcie się w życiowe maratony. Systematycznie wietrzcie głowę, choćby małymi dawkami. I pamiętajcie, że poza poranną kawą, nie ma w życiu nic cenniejszego, niż kawałek ciszy na każdy dzień.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail