Aleteia

„Gram całą noc, potem kawa, energetyk i jakoś daję radę”. Dlaczego gry tak wciągają?

Lopolo/Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Jacek czasem nie je posiłków z rodziną, bo akurat musi przejść kolejny level. Gdzie jest granica, za którą świat wirtualny wciąga za bardzo? I jak wrócić do realu?

Zaczyna się zwykle niewinnie. Są formą rozrywki, sposobem odreagowania ciężkiego dnia. Gry komputerowe jednak uzależniają. Chorobą jest patologiczne korzystanie z komputera, które ogranicza jego aktywność.

Hobby czy uzależnienie?    

Jeśli czas korzystania z komputera koliduje z innymi formami działalności, powoduje izolację, nadpobudliwość, problemy ze snem oraz przeznaczanie znacznych środków finansowych na zakup nowych gier, konsoli można zacząć mówić o problemie uzależnienia od gier komputerowych.

Osoba uzależniona nie kontroluje czasu spędzanego w wirtualnym świecie. Nie potrafi się wylogować, nawet mimo piętrzących się obowiązków dnia codziennego. Gry przyciągają atrakcyjnością, wciągają zamykając gracza w świecie wirtualnej fascynacji. Mogą też sprzyjać agresywnym zachowaniom (zwłaszcza te brutalne, w których przelewa się wirtualna krew).     

„Moje małżeństwo to od dwóch lat życie w czwórkę – ja, mąż, syn oraz gry komputerowe” – mówi z bólem Alina. Jej małżonek po powrocie z pracy zasiada przed komputerem i znika. Czasem nie je posiłków z rodziną, bo akurat musi przejść kolejny level. Najgorzej jest w dni wolne od pracy. Jacek potrafi spędzać całe weekendy grając. „Krzyczy, że właśnie wszedł na kolejny poziom i ma w sobie niesamowitą moc. Mąż zamknął się w wirtualnym świecie. Nie obchodzi go to, co się dzieje w domu. Nie pomagają rozmowy, łzy, prośby. Chciałabym, żeby poszedł na terapię. Nie wiem, jak długo wytrzymam, jeśli nic się nie zmieni” – opowiada kobieta.

Możliwość kreacji

„Moje uzależnienie trwa trzy lata. Uwielbiam World of Warcraft. W grach tworzę idealną wizję siebie” – przyznaje szczerze 28-letni Michał. Jest raczej nieśmiałym mężczyzną. Na co dzień pracuje w sklepie z akcesoriami telefonicznymi. Zdarza się, że do wirtualnego świata ucieka także w pracy.

W grach Michał czuje, że panuje nad sytuacją, ma kontrolę, w prawdziwym życiu tak nie jest. Kiedy pytam go, czy mógłby przestać grać, odpowiada, że w żadnym wypadku. „Jestem uzależniony, ale dobrze mi z tym. Nie potrzebuję leczenia” – deklaruje z dużą pewnością siebie. Jego rodzice mają na ten temat inne zdanie. Uważają, że to najwyższy czas, by się usamodzielnić i założyć rodzinę.

Dwudziestoletniej Mai świat wirtualnych gier daje możliwość odreagowania rzeczywistości. Zdarza się, że opuszcza zajęcia, bo ma ochotę pograć. „One dają mi możliwość kreacji rzeczywistości. Opracowywanie strategii mnie fascynuje” – tłumaczy mi, jakby chciała się nieco usprawiedliwić.

Mama Mai niepokoi się o córkę. Dochodzi do spięć. „Matka każe mi brać się za naukę albo się wyprowadzić. Jak się zepnę, to zarobię na wynajem i to zrobię” – zapowiada. Kiedy mama jest w szpitalu na dyżurze, Maja gra całą noc. Potem kawa, napój energetyczny i może przeżyć dzień.

Trudny powrót

„Uzależnienie rozwija się stopniowo, wypierając dotychczasowe zainteresowania i obowiązki – najpierw drugorzędne, potem podstawowe, stając się wreszcie jedynym sposobem na życie. Uzależnieniu sprzyja brak dezaprobaty społecznej i znikoma świadomość” – zauważa w rozmowie z Aleteią dr Anna Andrzejewska z Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej. Im młodsze osoby, tym większe zagrożenie. Terapia uzależnionych prowadzona jest w specjalistycznych ośrodkach i organizacjach pomocy. Ma jeden cel – ukształtowanie umiejętności kontrolowania czasu spędzanego na graniu.

„Po etapie uświadomienia nadchodzi okres poznawania i identyfikowania przyczyn. Potem przychodzi kolejny: opracowanie i – co najważniejsze – realizacja planu usunięcia problemów, które poprzedzają konkretne działania w celu leczenia uzależnionego” – tłumaczy dr Andrzejewska.

Łukasz po zdradzie żony i rozwodzie wpadł w uzależnienie od gier. Przed komputerem spędzał całe dnie. W końcu stracił pracę. Najchętniej grał w Diablo, pełną przemocy i rozlewu krwi grę. „Narastała we mnie coraz większa agresja, zwłaszcza gdy przegrywałem” – wspomina. Udało mu się przezwyciężyć ten problem głównie dzięki pomocy przyjaciół i modlitwie. „Dziś jestem wolnym człowiekiem, dostrzegam piękno świata” – dodaje.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail