Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Żonaty proboszcz i biskup odnoszący talerze

Fr Lawrence Lew O.P./Flickr
Udostępnij

Choć Kościół w Szkocji jest zupełnie inny niż w Polsce, możemy się od niego wiele nauczyć. Przede wszystkim otwartości i bycia dla ludzi.

Podczas Wielkiego Postu głosiłem rekolekcje dla Polonii w Szkocji. Przez tydzień obserwowałem tamtejszy Kościół. To ciekawe doświadczenie, kiedy przyjeżdżasz na parafię i dowiadujesz się, że proboszcz ma żonę. I nie jest to lokalna plotka. On naprawdę ma żonę, bo jest konwertytą, który przeszedł z Kościoła anglikańskiego do Kościoła rzymskokatolickiego.

Normalny biskup

Żonaty proboszcz? Nie ma problemu. Kiedy gościłem w tej parafii, przyjechał też emerytowany arcybiskup Glasgow, który na kilka dni zatrzymał się na plebanii. Siedzieliśmy przy śniadaniu, jedliśmy razem grzanki i jajka na miękko popijając polskim zsiadłym mlekiem. Przy stole toczyły się normalne poranne rozmowy. Tak po prostu.

Pewnego dnia pojechaliśmy do Aberdeen na lunch, do biskupa tamtejszej diecezji. Czekaliśmy w salonie, po chwili wszedł uśmiechnięty pan w koszuli koloratkowej, pulowerku, ubrany zwyczajnie. Gdyby nie pierścień biskupi na palcu, pomyślałbym, że to „zwykły” ksiądz. Przy stole rozmawialiśmy trochę o Brexicie, trochę żartowaliśmy.

Biskup opowiedział mi o specyfice pracy w Szkocji. Jego diecezja jest wielkości Belgii, ale pracuje w niej tylko ok. 30 księży. „Nie mógłbym pracować u Was, bo Wasze diecezje mają setki księży. Ja się cieszę, że mogę znać wszystkich moich księży i utrzymywać z nimi relacje. Przy takiej ilości, jak u Was nie mógłbym” – powiedział hierarcha. Biskup, któremu nie zależy na wielkich liczbach.

Małe wspólnoty

Zależy mu na ludziach, co miałem okazję zobaczyć. Byliśmy na wspólnym lunchu, podczas którego biskup pytał o ludzi, których kiedyś poznał, co u nich słychać, jaka jest ich sytuacja dzisiaj. Był zainteresowany prostymi ludźmi, ich historią. Ujęło mnie to! Kiedy zjedliśmy drugie danie, biskup wstał i wyniósł talerze. W czasie tego spotkania znów wszystko było proste, naturalne, szczere.

Kościół rzymskokatolicki nie jest dominującym wyznaniem Szkocji. Po reformacji stracił główną pozycję i wiele ucierpiał. Szkoda tych kościołów, które stracił, bo są naprawdę piękne. Odniosłem jednak wrażenie, że ta strata wyszła ostatecznie na dobre. Posiadanie pozycji często nie sprzyja prostocie, naturalności i tworzeniu autentycznych relacji. Zepchnięcie w dół pomaga stanąć na równi z ludźmi, być pośród nich, a nie nad nimi.

Jestem przekonany, że dla Kościoła ważniejsze niż posiadanie pięknych budowli i pozycji społecznej jest tworzenie wspólnoty. U początków Kościoła stały małe wspólnoty i był to najbardziej dynamiczny okres w jego dziejach. Małe wspólnoty są też przyszłością Kościoła.

Ksiądz dla ludzi

W ciągu pięciu ostatnich lat liczba seminarzystów w mojej diecezji spadła o połowę. 50 proc. – to może robić wrażenie, ale z drugiej strony – w diecezji nadal jest ok. 900 księży (włączając w to oczywiście emerytów. W diecezji Aberdeen jest ich zaledwie 30, w tym także wielu w wieku emerytalnym. Być może tendencja będzie się utrzymywać i liczby stopnieją także u nas. Dlatego trzeba się pogodzić z faktem, że liczby nie muszą być imponujące, bo nie o liczby chodzi.

Jeśli 30 księży na terenie wielkości Belgii daje radę, to czemu my mielibyśmy nie dać? Oczywiście, to wymaga reorganizacji już na poziomie myślenia o Kościele. Być może nasze parafie za jakiś czas będą wyglądać inaczej. Może wraz z mniejszą liczbą księży bardziej otworzymy się na ludzi świeckich i poważniej potraktujemy ich rolę w parafii. Może nie trzeba wielkiej armii księży, ale księży, którzy będą dla ludzi.

U siebie

Mój znajomy ksiądz, który zaprosił mnie do Szkocji na rekolekcje, posługuje tam Polakom, ale i Szkotom. Po niedzielnej mszy w kościele parafialnym jechaliśmy trzy godziny w jedną stronę na mszę do innego kościoła dla dwunastu Polaków. Później trzy godziny wracaliśmy. Zrobiło to na mnie wrażenie!

Parafie są przestrzenią dla ludzi. Wierni organizują różnego rodzaju spotkania, wydarzenia. To bardzo ważne, by Kościół był przestrzenią otwartą i nie mam tu na myśli jedynie otwartego budynku. Myślę, że warto nieustannie stawiać sobie za cel takie przekształcanie Kościoła, by coraz bardziej mogło się realizować hasło „Kościół naszym domem”. Domem, w którym panują proste, naturalne relacje, w którym czujesz się jak u siebie. To naprawdę możliwe!

Kościół w Szkocji ma trochę inne doświadczenie od Kościoła w Polsce. Stoi przed innymi wyzwaniami, ale możemy się też od niego wiele nauczyć. Dobrze jest czasem wyjść poza własne ramki i zobaczyć Kościół w nieco innym odcieniu niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce.

Czytaj także: „Wy tak chodzicie do kościoła, a księża kradną i oszukują…”

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail