Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Patriotyzm czy nacjonalizm, czyli spór nad dokumentem biskupów

Eliza Bartkiewicz/BP KEP
Udostępnij

Obie strony konfliktu, który toczy się w Polsce, powołują się dziś na to samo stanowisko Kościoła! Jak to możliwe?

Dokument Konferencji Episkopatu Polski przygotowany przez Radę ds. Społecznych „Chrześcijański kształt patriotyzmu”, który został opublikowany 27 kwietnia, wzbudził wiele kontrowersji. Już to pokazuje, jak ważnego problemu społecznego dotknął i jak bardzo jest potrzebny. Opinie na jego temat są jednak tak skrajne, że trudno przejść nad tym faktem do porządku dziennego.

Jedni podkreślają, że to tekst jednoznaczny, inni, że wyważony, dla jeszcze innych najbardziej istotne wydaje się pytanie o jego skutki praktyczne. Przedstawiciele Kościoła otwartego zachwycają się określeniem „patriotyzm otwarty” i krytyką nacjonalizmu. Członkowie ruchu narodowego dziękują biskupom za afirmowanie patriotyzmu, czyli rzekome docenienie ich działalności. Dla nich patriotyzm i nacjonalizm to jedno, więc nacjonalizm ma wydźwięk pozytywny, choć to niezgodne z Katolicką Nauką Społeczną, nie mówiąc o nauczaniu patrioty Jana Pawła II.

Kłopot polega na tym, że spory o interpretację są subiektywne, gdyż toczą je głównie publicyści i ideologowie. Dokument przygotowali natomiast znakomici fachowcy w dziedzinie Katolickiej Nauki Społecznej, dla których pewne kwestie są oczywiste (księża biskupi zatwierdzili go 14 marca br. na Zebraniu Plenarnym KEP).

Być może mamy do czynienia z socjologicznym skrótem myślowym, który doprowadził do „narodowego” zamieszania. Może się ono stać twórcze, owocne i konstruktywne, jeśli zapoczątkuje rzeczową debatę publiczną opartą na merytorycznych argumentach. Zresztą taki jest chyba cel dokumentu, który wzywa do pojednania, nakazuje powściągnięcie emocji i z mocą krytykuje wykorzystywanie Boga i Kościoła do egoistycznych (nie tylko politycznych) interesów. Jest on świadectwem troski o dobro wspólne, niszczone przez konflikt narodowy. A także szacunku dla jedności w różnorodności.

Inne wyjaśnienie to próba wypracowania kompromisowego brzmienia tekstu, uzgodnienia sprzecznych stanowisk, co prowadzi do pomijania sedna sprawy. Faktem jest, że obie strony konfliktu, który toczy się w Polsce, powołują się dziś na to samo stanowisko Kościoła! Jak to możliwe?

Próba strzeszczenia dokumentu siłą rzeczy prowadzi do wyrwania wątków czy cytatów z kontekstu. Zamiast tego proponuję rzecz odwrotną, a mianowicie poszerzenie pesrpektywy o kontekst… definicji narodu. To jest – według mnie – brakujący element, który prowadzi do nieporozumień. Zachęcam przy tym czytelników do lektury całości dokumentu. Tekst jest napisany przystępnym, komunikatywnym językiem, a jego znajomość to po prostu obowiązek katolika, zarówno księdza, jak i osoby świeckiej. Biorąc pod uwagę owo dobro wspólne – także obowiązek każdej Polki i Polaka.

Autorzy wyraźnie odróżnili patriotyzm od nacjonalizmu, operując kategorią otwartości. Patriotyzm jest otwarty na inne narodowości, społeczności etniczne i wyznania, nacjonalizm – przeciwnie:

“nacjonalizm, kultywujący poczucie własnej wyższości, zamykający się na inne wspólnoty narodowe oraz na wspólnotę ogólnoludzką. Patriotyzm bowiem zawsze musi być postawą otwartą”.

Jeszcze ważniejszą kategorią jest egoizm w opozycji do… poświęcenia. Patriotyzm jest ofiarny, służebny, podczas gdy nacjonalizm pozostaje formą zbiorowego egoizmu. Czyli – patriotyzm polega na tworzeniu wspólnoty narodowej przez włączanie, tworzenie pozytywnych więzi (jako socjolog dodam, że więzi społeczne to na przykład solidarność, lojalność i zaufanie), na miłości, podczas gdy nacjonalizm – poprzez wykluczanie – budowanie więzi opartych na wrogości wobec „obcych”, nienawiści, pogardzie, poczuciu wyższości i ostatecznie – przemocy.

Są to – wbrew twierdzeniom członków ruchu narodowego – cechy nie do pogodzenia z Ewangelią. Egoizm nie jest i nigdy nie będzie wartością chrześcijańską, bo symbolem tej religii jest krzyż. Ofiara Chrystusa natomiast wynika z miłości do każdego człowieka, a nie z walki o tożsamość narodową. Patrioci oczywiście walczyli za ojczyznę – w jej obronie oddawali nawet życie. Nauczanie Kościoła wyklucza natomiast wojnę agresywną, wynikającą z chęci podporządkowania sobie innych. To wynika z koncepcji wojny sprawiedliwej i obrony uprawnionej, zawartych choćby w Katechizmie Kościoła katolickiego. Nie ma podziału na nacjonalizm zdrowy czy chory. Zdrowy egoizm zbiorowy członków narodu i obywateli nosi nazwę patriotyzm.

Czego w tekście brakuje? Definicji narodu, mowa jest tylko o miłości ojczyzny. W punkcie 5 czytamy: „W świetle zasady pomocniczości warto też dostrzec, że naturalnym wsparciem patriotyzmu narodowego jest patriotyzm lokalny”. Patriotyzm narodowy jest jednak miłością i do ojczyzny, i do narodu.

W dokumencie są piękne fragmenty o patriotyzmie obywatelskim, co zaskoczyło „postępowością” komentatorów uważających Kościół za domenę archaizmu. Przedmiotem sporu w Polsce nie jest jednak społeczeństwo obywatelskie (to z definicji nie budzi emocji, jest kategorią racjonalną, społeczeństwa się nie kocha…), lecz koncepcja narodu. Kto jest prawdziwym Polakiem, a kto nie? Kto zdrajcą bez honoru, a kto honorowo troszczy się dziś o państwo? O dumę narodu? Dopóki nie określimy, co rozumiemy przez naród, obie strony zdefiniują go według własnych potrzeb. Egoistycznych, na użytek doraźnych celów ideologicznych. A czemu to jest tak ważne? Bo w punkcie 3 znalazł się niezbyt fortunny fragment:

„Historia i tożsamość naszej ojczyzny szczególnie ściśle związała się z łacińską tradycją Kościoła katolickiego. Niemniej, obok katolickiej większości, dobrze służyli naszej wspólnej ojczyźnie i nadal jej służą Polacy prawosławni i protestanci, a także wyznający judaizm, islam i inne wyznania oraz ci, którzy nie odnajdują się w żadnej tradycji religijnej. I choć dokonany przez niemieckich nazistów zbrodniczy Holokaust, a także inne tragiczne wydarzenia II wojny światowej oraz ich następstwa sprawiły, że wielu z nich niestety między nami zabrakło, to ich wkład na zawsze pozostanie wpisany w naszą kulturę, a ich potomkowie nadal wzbogacają nasze życie publiczne” [podkr. MB].

Można to odczytać, przy braku dobrej woli wobec intencji autorów, jako potwierdzenie własnych wyobrażeń o istnieniu narodu katolickiego, do którego ewentualnie zostaną włączeni przedstawiciele innych wyznań. Pod warunkiem, że zaakceptują tradycję, doktrynę i credo katolików jako fundament narodowej tożsamości. Jeśli zechcą, mogą zostać Polakami – na naszych, polsko-katolickich warunkach. Podział na my-oni, swoi-obcy oraz nasze-ich stanowi przecież oś konfliktu i główny powód wykluczania z polskiej wspólnoty.

Polską kulturę i tradycję tworzyli przez wieki ludzie wielu wyznań, narodowości i grup etnicznych, wszyscy mamy do niej takie samo prawo jako dziedzice. Na początku dokumentu znalazo się zdanie: „Mając na uwadze ów renesans polskiego patriotyzmu, ale także i realne jego zagrożenia, pasterze Kościoła w Polsce pragną spojrzeć na te zjawiska z perspektywy nauczania Kościoła katolickiego”. Konflikt nie jest zagrożeniem, które wydarzy się w przyszłości. Dzieje się tu i teraz. Dlatego otwarte pozostaje pytanie: Jak połączyć, a nie podzielić?

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail