Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jola Szymańska: Czy tramwaj to miejsce na zaległe rozmowy telefoniczne?

Uśmiechnięta Jola Szymańska
fot. Marek Straszewski
Udostępnij

Uroczysty apel do osób rozmawiających przez telefon w tramwaju. I do tych, którzy mniej lub bardziej cierpliwie ich słuchają.

Blogerzy, dziennikarze i aktorzy są często twarzami kampanii społecznych. Drzewa w mieście, obiady na stołówkach, wolność słowa, festiwal w Opolu – każdy reprezentuje swoje priorytety sugestywną miną. I ja znalazłam więc swoje poletko, choć przyznaję, długo szukać nie musiałam.

 

Przystanek Bronowice Małe

Wystarczyło zaplanować podróż na Bagatelę i wartko wskoczyć do tramwaju. Usiąść, wyjąć kolejną część Jeżycjady, otworzyć stronę 156 i czytać. Jak się szybko okazało, w akompaniamencie rozmowy telefonicznej.

Dojrzały mezzosopran prowadził opowieść przekonany najpewniej, że nikt, absolutnie nikt nie zwraca na niego uwagi. Rzeczywiście, ani starsza pani obok, ani ja, ani reszta zapchanego po dwóch przystankach wagonu nie dała po sobie poznać zniecierpliwienia. I był to nasz błąd.

 

Wzdychanie, przesiadanie, gadanie

Sprawa szczęśliwie nie rozwinęła się w ogólnotramwajową wojnę, ale faktem jest, że każdy, kto regularnie korzysta z komunikacji miejskiej, co najmniej raz w tygodniu słucha cudzych rozmów telefonicznych. Jakimś cudem w roku pańskim 2017, zamiast spragnionych stacji końcowej pasażerów, jeżdżą z nami rozwlekłe opowieści o miłości, zdradzie i zakupach.

Co gorsza, środek lokomocji i czas uciążliwej podróży nie mają znaczenia. I w tramwaju i w pociągu relacji Kraków-Kołobrzeg można spotkać osoby swobodnie i bez skrępowania omawiające przez telefon plan swojego dnia, umowy biznesowe lub, co gorsza, miłosne podboje i rozczarowania.

Przy tym tylko raz jeden byłam świadkiem, kiedy starsza pani nie wytrzymała i wybuchnęła w kierunku autobusowej sąsiadki: „Nie interesuje mnie pani życie prywatne!”. Na ogół kończy się bowiem na przesiadce lub głośnym wzdychaniu.

 

Waga subiektywna

Głośne rozmawianie pasażerów przez telefon w komunikacji miejskiej boli mnie jak mało co, więc w ramach mojej kampanii społecznej (dotąd o zasięgu kręgu znajomych) często poruszam ten temat. Jakie jest moje zdziwienie, kiedy – z rzadka, bo z rzadka, ale jednak – zdarzy się, że współbiesiadnik nie ma pojęcia o wadze problemu.

Moje liczone już w życiowych kilogodzinach katusze cierpliwej wściekłości układają się wtedy w wielki znak zapytania. Z wykrzyknikiem. Czy naprawdę tylko mnie brak kultury tak bardzo irytuje? Czy tylko ja mam ochotę popatrzeć na drzewa za oknem, skupić się na wydrukowanych literach, pomarzyć albo najzwyczajniej odmówić różaniec (modlitewny argument jest zadziwiająco skuteczny)?

 

Nie chcę słyszeć, co będzie na obiad

Dowodem na to, że nie jestem przewrażliwioną wariatką jest fakt, że trzy lata temu w kilku miastach w Polsce w autobusach można było znaleźć naklejki „Nie chcę słyszeć, co będzie na obiad”. Mieszkałam akurat w Warszawie i z dziką radością, wracając codziennie na Grochów, wpatrywałam się w kolorowe pouczenia dla pasażerów.

Wciąż jednak warto powtarzać, że pociąg, autokar ani tramwaj to nie miejsca na zaległe rozmowy. Że nawet, jeżeli wydaje nam się, że mówimy po cichu, prawdopodobnie słyszy nas pół autobusu. Wreszcie, że każdą rozmowę można po cichu i lakonicznie zakończyć.

W innym wypadku wystarczy delikatnie, ale wyraźnie zwrócić rozemocjonowanemu telefoniście uwagę albo blokując atak wściekłości przegryźć sobie język. Polecam pierwszą opcję. Oczywiście, o ile w danej sytuacji nie grozi ona życiu ani zdrowiu żadnej ze stron.

 

Odrobina życzliwości

Przyznaję się bez bicia, cisza to mój ulubiony dźwięk. Właściwie nieosiągalny. Nawet teraz słyszę biegające za zamkniętym oknem dzieci i świszczący wiatr. Nie łudzę się, że znajdę ją w komunikacji miejskiej. Tam wystarczy mi odrobina życzliwości.

Swoją drogą, mój narzeczony był szczerze rozbawiony, kiedy przerywałam rozmowę przez telefon cichym „Kończę, wsiadam do tramwaju”. Do czasu, kiedy przesiadł się z samochodu na komunikację miejską.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail