Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Tata jak z filmu. 3 wizerunki ojca w kinowych produkcjach

Udostępnij

Czy nie chciałbyś czasem być jak Steven Seagal, który dzielnie, mężnie, a przede wszystkim skutecznie broni w kolejnych filmach swojej rodziny?

Gdy byłem dzieckiem, w telewizji odbierały tylko dwa kanały. W momencie, w którym pojawiały się jakieś filmy akcji, żyło tym całe podwórko. Nie mówię już o kultowym „Wejściu smoka”, „Commando”, czy też „Rambo” w kolejnych swoich odsłonach. Mówię raczej o chwilach, gdy coraz więcej rodzin zaczęło korzystać z filmów dostępnych w wypożyczalniach kaset wideo.

 

Ojciec walczący

Z wypiekami na twarzy patrzyłem, jak Steven Seagal jednym palcem rzuca przeciwnika na łopatki, łamiąc mu przy tym parę kości. Co ciekawe, zarówno w tym filmie, jak i w kolejnych produkcjach dość mocno nawiązywał do rodziny, do konieczności jej ochrony, walki o nią za wszelką cenę.

Ale dajmy już spokój temu herosowi aikido. Warto bowiem przypomnieć sobie co Szaweł z Tarsu niegdyś stwierdził. Napisał w swoim słynnym hymnie: „Gdy byłem dzieckiem, myślałem jak dziecko i czułem jak dziecko. Gdy stałem się mężem, wyzbyłem się tego co dziecięce”. Idąc tą drogą, czas porzucić Seagala na rzecz Liana Neesona.

 

Tata nieco smutny

Lian Neeson to aktor, który w ostatnich latach bardzo mnie interesuje. Pamiętam jego rolę w „Nędznikach” wg powieści Victora Hugo. Nagle, w sposób zupełnie niespodziewany zaczyna on pełnić rolę ojca w stosunku do Cosette, a więc córki, Fantine, która została wyrzucona z prowadzonej przez niego fabryki. Chroni ją wielokrotnie, samemu narażając się na niebezpieczeństwo powrotu do więzienia.

Neeson wraca do ojcowskich klimatów jeszcze kilka razy. Wpierw, w kultowym „Love Actually”. Ponownie, niespodziewanie zostaje samotnym, nota bene przybranym ojcem dla Samuela. Jest on synem jego zmarłej żony.

W filmie jest kapitalna scena, gdy Neeson namawia Samuela, by ten, nie bacząc na wszystko, przebiegł (całkiem bezprawnie) przez bramki na lotnisku „tylko po to”, by wyznać miłość swojej koleżance z klasy. Scena mocno chwytająca za serce pokazuje, że ojciec to ten, który ma pokazać czasem dziecku piękno ryzyka, pewnego szaleństwa, które może zmienić tak wiele.

I ostatni film, a w zasadzie seria, pokazująca ojca. Trylogia „Uprowadzona” to produkcja, w której Lian Neeson zaskoczył wielu widzów. Gra ojca, twardziela, kogoś, kogo można się bać. Połączenie racjonalności i spokoju z chartem ducha, wytrwałością, odwagą i całkowitym poświęceniem. Tytułowa uprowadzona to córka Neesona, który w filmie gra byłego agenta CIA.

 

Ojciec nieidealny

Popatrzmy na „Interstellar”, gdzie Matthew McConaughey wcielił się w rolę ojca, a zarazem kapitalnego pilota poproszonego o… uratowanie Ziemi. Ma wyruszyć w kosmos na wiele lat, w celu poszukiwania schronienia dla ludzi. Gdy wróci, będzie nadal młody. Jego dzieci będą starsze od niego, jeśli w ogóle będą jeszcze żyły.

Co zrobić? Kogo ratować? Jaką decyzja będzie najlepsza? Pewnie nikt z nas w kosmos się nie wybiera. Zastanówmy się jednak: Jaką pracę wybrać, tę superpłatną, wymagającą totalnego zaangażowania? A może lepiej tą „gorszą”, która zapewni czas na dostrzeżenie, że u dziecka wyrósł kolejny ząb? Może to nie kosmos, ale to także konkretny dylemat, a niejednokrotnie również podróż w rodzinnym czasie.

Popatrzmy także na takie produkcje, jak „Odważni” lub ostatnio wyprodukowana „Chata”. Jasno pokazane są błędy: agresja, przemoc. Widzimy, jak facet reaguje na tragedię. Zaszywa się, ucieka do jakiejś skorupy, w której tylko pozornie czuje się bezpieczny. I  nagle, by nie oszaleć, by nie stracić tego, co ma musi rzucić się w ramiona innego Ojca.

Kinowy banał? Ale to właśnie po filmie część mężczyzn ma możliwość zadania sobie pytania, czy ja bym tak umiał? Czy jako facet potrafię wybaczyć mojemu ojcu?

Kapitalnie pokazuje to ostatnia produkcja Mella Gibsona, „Przełęcz ocalonych”, gniew taty, podszyty alkoholem niszczy unikalność dziecka. Ale jest też druga strona. Gibson nie bał się pokazać, że ten zły i okrutny ojciec potrafi zawalczyć o syna, wbrew wszystkiemu, a zwłaszcza wbrew swojemu nałogowi. Podobnie jest we wspomnianej „Chacie”, okazuje się, że najlepszą bronią na skrywaną nienawiść jest wybaczenie i pojednanie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail