Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Cudowne zdanie, które może zażegnać małżeński spór

Kłótnia między kobietą i mężczyzną
Shutterstock
Udostępnij

To zdanie brzmi totalnie niewinnie. Należy go nadużywać, jak tylko zaczynamy podnosić głos. To metoda jednej z naszych angielskich koleżanek. Tak nam o niej opowiada…

Nie jestem najlepsza w kwestii porozumiewania się w związku – opowiada dziennikarka Anna O’Neil. Dziewięć na dziesięć razy wolę przemilczeć to, co mi przeszkadza, a moja krótka pamięć pozwala mi szybko zapomnieć. Jak na razie, wszyscy na tym wygrywają.

Pracuję jednak nad tym aspektem mojej osobowości. Kiedy czuję, że barykaduję emocje za murem, otwieram jedną z książek Brené Brown i to zawsze przywraca mi rozsądek. Ta autorka wielu książek psychologicznych, badaczka i nauczyciel akademicki, ma genialną misję, by pomagać ludziom w tym, by byli autentyczni  i podnosili się z upadków silniejsi.

To fantastyczna metoda. W tym tygodniu pochłonęłam jej ostatnią książkę „Rising strong”. Stać się silniejszym… Wpadłam na pomysł, który może kompletnie zmienić mój sposób porozumiewania się z mężem… na dobre.

Kiedy jesteśmy wściekli albo czujemy się zranieni czy zakłopotani, albo kiedy sami nie potrafimy nazwać emocji, które nami targają, Brené Brown poleca, by zacząć rozmowę od prostego zdania: „Myślę, że…”.

Dam przykład.

Któregoś dnia mój mąż był inaczej niż zwykle milczący i opryskliwy, nie rozumiałam dlaczego. Powiedziałam sobie: to prawdopodobnie dlatego, że nie poświęciłam mu dzisiaj wystarczająco dużo uwagi. I oczywiście, to mnie oburzyło. Mam swoją pracę i potrzebuję trochę wolnego czasu! Nie poświęciłam mu tego dnia wystarczająco dużo uwagi, przy tym wszystkim, co miałam jeszcze do zrobienia!

Już byłam gotowa się zdenerwować, ale pamiętam, że powiedziałam do niego: „Myślę, że jesteś niezadowolony, bo się zdystansowałam. Mylę się?”. Jak było do przewidzenia, myliłam się, ale potrzebowałam usłyszeć to od niego. A on był wdzięczny, że byłam w stanie odkryć przed nim moją niepewność, co samo w sobie jest gestem zaufania.

To, co jest w tym zdaniu wspaniałe, to to, że jest całkowicie pozbawione agresji, niewinne. Zamiast oskarżająco używać zaimka „ty”, mówisz „ja”, co natychmiast łagodzi twoje słowa.

Wtedy możesz być na sto procent uczciwa i powiedzieć, co Ci przeszkadza. Pokazujesz mężowi, że masz do niego wystarczające zaufanie, by rozwiązać problem, że jesteś otwarta na inne, niż Twoja interpretacja sytuacji.

Jeśli to, co sobie wyobrażasz okaże się mylne, poczujesz ulgę, jeśli przeciwnie – zaczęłaś rozmowę i jesteś w połowie drogi do rozwiązania problemu. Nie do kłótni.

Nie wolno zapominać, że widzimy świat własnymi oczami. Opowiadamy więc sobie historie, by poszerzyć własną wiedzę. Najlepiej, jeśli staramy się odkryć, jakie są motywacje i myśli innych. Nie można patrzeć tylko z własnej perspektywy. Kiedy więc możemy, dlaczego nie poprosić osoby siedzącej naprzeciwko, by wyjaśniła swój punkt widzenia, zamiast mówić za nią?

Myślę, że… Odtąd zamierzam stosować tę metodę, by unikać małżeńskich sporów.

 

Tekst pochodzi z francuskiej edycji portalu Aleteia

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail