Aleteia

„Brzuszek do wynajęcia”. Jak działają surogatki?

Kobieta w ciąży
Pixabay / CC0 Public Domain
Udostępnij

Choć w Polsce nie ma określonych przepisów prawnych i mimo wielu zagrożeń z tym związanych, wiele osób decyduje się na taki krok.

Internet pełen jest ogłoszeń odnośnie macierzyństwa zastępczego. „Poświęcę się dla ciebie”, „Szczęście za szczęście”, „Brzuszek szczęścia”, to tylko niektóre z tytułów ogłoszeń. Są i bardziej rozbudowane: „Urodzę za 60 tysięcy złotych, mam 26 lat, jestem młoda i cieszę się dobrym zdrowiem, grupa krwi 0 RH – Proszę o spotkanie, łatwo znoszę ciążę. Mam już dwoje swoich dzieci, gwarantuję dyskrecję”.  Szczegóły i warunki można uzgodnić na miejscu.

 

Niezły interes

Interes jest dochodowy. Zarobić można nawet do 120 tys. złotych, nie licząc finansowania badań okresowych, wizyt u ginekologa, odpowiednich środków przeznaczonych dla kobiet ciężarnych, diety, czy suplementacji. Podpisywana jest umowa, w której to surogatka zobowiązuje się m.in. informować o swoim stanie zdrowia, okazywać wyniki badań, zdawać relacje o swoim samopoczuciu.

Zazwyczaj matka zastępcza zrzeka się tuż po urodzeniu praw do dziecka, a „rodzice” je adoptują. Adopcja ze wskazaniem jest w opinii wielu najłatwiejszym sposobem, z którego obie strony mogą skorzystać. Wymaga jednak zgody sądu i stron postępowania. Nie zawsze jednak sprawy rozwijają się bez komplikacji. Podczas ciąży wytwarza się szczególna więź pomiędzy matką a dzieckiem, która nie kończy się wraz z porodem.

Jakiś czas temu w mediach głośno było na temat „pierwszej surogatki w Polsce”, Elżbiety Grzybowskiej, która nie chciała oddać dziecka parze z Warszawy, która opłaciła urodzenie dziecka. Ostatecznie w wyniku długiej batalii sądowej kobieta zrezygnowała z walki o Kajtusia.

 

Macierzyństwo zastępcze a prawo   

Europejska Konwencja Bioetyczna wypowiedziała się na ten temat, uznając macierzyństwo zastępcze za nieetyczne i nielegalne, argumentując, że ciało nie powinno być traktowane jako przedmiot do wynajęcia i źródło dochodu na równi z handlem ludźmi. Zgodnie z nowelizacją kodeksu rodzinnego z 2009 roku macierzyństwo zastępcze jest wykluczone, matką bowiem jest osoba, która dziecko urodziła.

Konkretnych danych na temat procederu niestety nie ma, nikt takich statystyk nie prowadzi. Jak zwraca uwagę prof. Eleonora Zielińska, prawnik z Uniwersytetu Warszawskiego, problem ten nie jest uregulowany prawnie i jakby go kompletnie nie zauważano. Ale on realnie istnieje.

Kilka lat temu w Piasecznie koło Warszawy działało nawet pierwsze w Polsce pośrednictwo pomiędzy małżeństwami pragnącymi posiadać potomstwo a kobietami, które za pewną sumę pieniędzy pragnęły urodzić dziecko i uszczęśliwić taką parę. Było to Centrum Pośrednictwa „Elizabeth” – Matki Zastępcze Surogatki. Prowizja za pośrednictwo wyniosła ok. 2,5 tys. złotych. Centrum nie brało jednak odpowiedzialności za dalsze uzgodnienia dotyczące zainteresowanych stron.

 

Surogatki w Polsce i na  świecie

W Polsce jedna z kobiet prowadziła nawet swojego bloga. Sama została matką zastępczą dwukrotnie, głównie w związku z problemami finansowymi. Opisała nawet swoją historię. Bloga odwiedziło tysiące ludzi. Ostatni wpis miał jednak miejsce w 2011 roku i od tamtego czasu nie pojawił się już żaden. Nie wiadomo jakie są dalsze losy tej kobiety.

Macierzyństwo zastępcze dopuszczalne jest m.in. w Wielkiej Brytanii, Ukrainie, Grecji, Rosji. Opcja taka jest również legalna w Stanach Zjednoczonych. Warto zaznaczyć, że w takich państwach jak Francja, Szwecja, Austria, Włochy, Japonia proceder taki jest zakazany.

Pewien czas temu „The Guardian” opublikował wspomnienia jednej z surogatek, kobiety, która postanowiła urodzić dziecko żonie swojego brata.

Okazuje się, że by „wynająć” surogatkę wystarczy jedynie wiedzieć gdzie szukać, kogo ewentualnie dopytać i z kim uzgadniać szczegóły „umowy”. Z macierzyństwa zastępczego korzystają nie tylko bezdzietne pary, ale także osoby samotne, które mają trudniej w procesie adopcyjnym lub po prostu chcą go ominąć. Chętnych wcale nie brakuje.