Aleteia

Z pamiętnika kiepskiej narzeczonej: Dwa miesiące

Autorką ilustracji jest Panna Lola, fot. Jola Szymańska
Udostępnij
Komentuj

Wnioski, do których dotarłam w narzeczeńskich bojach. I trzy cenne, a niepozorne cechy mężczyzny.

Osiem niedziel. Dokładnie tyle czasu minęło od mojego ostatniego zwierzenia. Dlaczego milczę, pytacie. Dlaczego nic o kiepskich doświadczeniach, miłosnych smutkach i tęsknocie za samotnymi wieczorami.

Może była to miłość nieduża? Zbyt maleńka na dalsze narzeczeńskie rozdziały?

A może  w ogóle jej nie było?

Mieliście prawo zadać sobie to pytanie.

 

Listy od czytelniczek

Ostatnim razem zwracałam się do Was, nieśmiało podnosząc trzy kwestie. Trudne, żmudne. Fundamentalne. Zastanawiałam się nad sensem wspólnej sypialni, kanapy w salonie, wakacyjnych wyjazdów i innych budzących moje wątpliwości konsekwencji małżeństwa.

 

Nie musiałam dzięki Bogu długo czekać na odpowiedź. Tuż po publikacji, mój Narzeczony odebrał tuziny listów i telefonów z życzliwymi ostrzeżeniami. Pani Olga prawie przekonała go, że powinien uważać. Pani Zosia ostrzegła, że życie z tak niedoceniającą mężczyznę panią nigdy nie będzie spokojne. Pani Asia złożyła życzenia i gratulowała wytrwałości.

Miłe były to znaki pamięci i zaangażowania. Miłe i potwierdzające tezę, którą sumiennie uświadamiam mojemu Wybrankowi od pierwszych wspólnych wieczorów.

Otóż, nie jestem najlepszą kandydatką na żonę. Ale mam najlepszego narzeczonego na świecie.

 

Podejrzliwość

Chciałam go trochę pochwalić, bo zwyczajnie mu się to należy. Co więcej, uważam że jest uosobieniem kilku najcenniejszych u mężczyzny cech.

Po pierwsze, jest podejrzliwy.

Czasem zapominam o jedzeniu. Czasem nie odkurzę kąta za szafą. Czasem nie zamknę mieszkania, nie wyłączę gazu, zostawię garnek na wolnym ogniu. A on zawsze się tego domyśli. I – co najważniejsze – wcale mnie nie oskarża.

Potrafi dziesięć razy wrócić ze mną po kolejne zapomniane z domu drobiazgi. Zgasić za mną każde światło. Ostrzec przed dziurą pod nogami. A jeśli narzeka, że jest tym zmęczony, robi to wyłącznie z troski. O moje przetrwanie.

 

Niecierpliwość

Po drugie, nie czeka na mnie. Tylko działa.

Nie zdążę pomyśleć o przerwie w trasie, on już zatrzymuje się przy stacji benzynowej z najlepszą kawą. Wiedząc, że nigdy nie zaplanuję żadnego spotkania ze znajomymi, sam zaklepuje terminy, umawia, doprowadza na miejsce. Wypełnia ciszę, kiedy nie wiem co powiedzieć. Mocno przytula, kiedy widzi że się rozpłaczę.

A moje mocne ciosy potrafi zamienić w długą rozmowę, po której chciałabym mieć ten cały ślub już za sobą. I po prostu razem żyć.

 

Bezwarunkowość

Dla niego nie ma słowa „ale”, „może”, „chyba”. Nie rozkłada emocji na czynniki pierwsze. Nie czyta mi wierszy. Ale kiedy cokolwiek się dzieje, rzuca wszystko i jest ze mną.

A jest to przydatny odruch. Ośmielę się nawet stwierdzić, że przydatny najbardziej.

 

Niefotogeniczne

Tak już jest, że ciągle nie potrafimy kochać. Że się tego uczymy. Że zadajemy sobie pytania i zastanawiamy się, czy damy radę. Ale życie z człowiekiem, dla którego nie trzeba niczego udawać, nie musi być ani fotogeniczne, ani słodkie, ani łatwe. I może niepokoić czytelników. I nie ma w tym niczego złego.

Właśnie tego nauczyły mnie ostatnie dwa miesiące.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail