Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Marcelino, chleb i wino”. Opowieść, do której warto wrócić

MARCELINO CHLEB I WINO
Album / Album EAST NEWS
Udostępnij

Marcelino przynosił Mu koc, żeby nie zmarzł i podkradał dla Niego jedzenie. Kto z nas dziś myśli, żeby pocieszać Jezusa?

Po zakończeniu krwawej wojny hiszpańsko-francuskiej, trzej franciszkanie założyli klasztor w pobliskich ruinach zamku. Pewnego ranka, w dniu wspomnienia św. Marcelina, brat furtian znalazł pod klasztorną furtą koszyk z płaczącym niemowlęciem. Chłopczyk, któremu nadano imię Marcelino, został nakarmiony i ochrzczony.

 

Mały psotnik

Bracia chcieli go oddać na wychowanie jakiejś rodzinie, ale okoliczni mieszkańcy z trudem wiązali koniec z końcem i nie chcieli się zgodzić na przygarnięcie niemowlęcia. Marcelino dorastał więc w klasztorze, w otoczeniu dwunastu braci, których traktował jak ojców. Pewnego dnia jeden z braci postanowił pokazać pięcioletniemu chłopcu trochę świata i zabrał go miasteczka. Tam nieposłuszny malec tak napsocił, że nowy burmistrz, od początku przeciwny łaskawemu gestowi don Emilia, wydał braciom nakaz opuszczenia klasztoru.

Czytaj także: Jaka jest różnica między dzieckiem dobrym a grzecznym? Odpowiedź Janusza Korczaka da ci do myślenia

Niedługo potem niesforny Marcelino znowu nie posłuchał brata Tommaso (którego zresztą nazywał „bratem Tatusiem”): poszedł na strych, gdzie znalazł zapomniany duży krzyż z figurą Chrystusa. Przyglądał mu się długo, a że Jezus wydał mu się głodny, postanowił Go nakarmić. I oto stał się cud: figura Chrystusa odezwała się do chłopca i wyciągnęła rękę po przyniesione przez niego chleb i wino. Chłopiec, nazwany przez Jezusa „Marcelino, chleb i wino”, jeszcze kilkukrotnie wykradał jedzenie i zanosił Jezusowi.

Kilka dni przed dniem wyznaczonym na opuszczenie klasztoru, Marcelino zwierzył się Jezusowi ze swojej tęsknoty za mamą. Tak bardzo chciałby poznać ją i Matkę Bożą. Jezus spełnił jego życzenie: Marcelino umarł i poszedł do nieba, by spotkać swoich rodziców. Świadek tego zdarzenia, brat Tommaso, wezwał wszystkich braci, by zobaczyli, jak Jezus zstępuje z krzyża, by zabrać Marcelina do nieba. Świadkami zdarzenia byli także mieszkańcy wioski. Odtąd okoliczna ludność co roku udaje się na grób Marcelina, by złożyć mu hołd.

 

Marcelino, chleb i wino

Ta piękna opowieść o hiszpańskim sierocie, przekazywana ustnie przez świadków cudu, zyskała wielki rozgłos. Wielu rodziców opowiadało ją dzieciom na dobranoc. W latach 50. przeniesiono ją na ekrany. Film opowiada o krótkim życiu Marcelina, który w swojej dziecięcej naiwności sądzi, że Jezus jest głodny. Codziennie wykrada więc dla Niego z kuchni chleb i spędza z Nim większość czasu. Pewnego dnia na widok bawiącego się samotnie Marcelina ktoś mówi, że żal mu chłopca, bo nie ma przyjaciół. Ale Marcelino odpowiada: „Wcale nie jestem samotny. Mam przyjaciela, który jest bardzo dobry”. Tak, wreszcie Marcelino ma przyjaciela, a wręcz Przyjaciela.

Czytaj także: Dwie Marie – Matka Boga i Mała Arabka. Co je łączy?

Marcelino kładzie jedzenie na stole i radzi Jezusowi, żeby usiadł, bo tak będzie mu wygodniej jeść. Król wszechświata „jest posłuszny” sześcioletniemu brzdącowi i siada. „Nie boisz się mnie?”- pyta Jezus. „Nie” – odpowiada Marcelino. „A wiesz, kim jestem?”. „Wiem. Jesteś Bogiem”. Tu następuje przepiękna scena łamania chleba przez Jezusa, w czasie której widać rany w Jego dłoniach. Ta scena ma głęboką teologiczną wymowę. Msza święta nie jest wieczerzą, ale bezkrwawą ofiarą na Golgocie. Nie przypadkiem Marcelino zdejmuje więc Jezusowi koronę cierniową i pyta: „Bolało Cię?” „Strasznie” – odpowiada Jezus, dziękując chłopcu. Nikt już nie myśli o tym, by pocieszyć Jezusa, tak bardzo umęczonego przez nasze grzechy. A Marcelino jest troskliwy, przynosi Jezusowi koc, żeby Mu nie było zimno. Wzruszająca jest również scena, w której Marcelino i Jezus rozmawiają o swoich mamach i o tym, jak bardzo je kochają.

Pewnej nocy Marcelino nie może spać, ponieważ boi się burzy. Biegnie na strych i odgrywając dzielnego pyta Jezusa, czy Ten przypadkiem się nie boi i nie chce, żeby przy Nim zostać. „A ty, Marcelino, nie boisz się burzy?” – pyta Pan. „Mhm… trochę…” – przyznaje chłopiec. „To chodź do mnie”. Marcelino nie każe sobie tego powtarzać. Podbiega do Jezusa i mocno obejmuje krzyż. „Dalej się boisz?” – pyta Jezus. „Nie” – odpowiada Marcelino. „Teraz już nie”.

Czy „Marcelino, chleb i wino” to zwykły film? Bajeczka dla grzecznych dzieci? Iluż to świętych w dziejach Kościoła obejmowało krzyż!

 

Przyjaźń z Jezusem

I tak dochodzimy do finału. Jezus chce spełnić największe pragnienie Marcelina. „Chcę zobaczyć mamę” – mówi chłopiec. – „I twoją też”. Tę, która jest mamą Jezusa, Marcelina i mamą mamy Marcelina. Jezus tłumaczy chłopcu, że będzie musiał zasnąć. Ale Marcelino nie chce się spać. „Chodź – mówi Jezus i obejmuje Marcelina – ja cię ukołyszę do snu”. Kiedy na strych przybiegają bracia, chłopiec już nie żyje. Na jego twarzy maluje się uśmiech szczęścia.

Czytaj także: Boga możesz spotkać w takim życiu, jakie masz – mówią Małe Siostry Jezusa

Warto obejrzeć ten film, może po raz kolejny i spróbować go przemyśleć. Pomaga zrozumieć, że chrześcijaństwo to nie społeczny aktywizm czy walka z przestępczością, ale osobista, bliska relacja z Jezusem Chrystusem. Przypomina też o tym, że jedyna godna śmierć, dla młodych i starych, dla zdrowych i chorych, to „dobra śmierć” w objęciach Chrystusa, dzięki darowi ostatniego namaszczenia.

Nie jest „dojrzała wiara”, która unosi się na falach mody i ostatnich nowinek; dorosła i dojrzała jest wiara zakorzeniona głęboko w przyjaźni z Chrystusem. Ta właśnie przyjaźń otwiera nas na wszystko, co dobre, i wskazuje nam kryterium, które pozwala odróżniać rzeczywistość od fałszu, oszustwo od prawdy. (kard. Joseph Ratzinger, homilia wygłoszona podczas mszy w intencji wyboru papieża 18 kwietnia 2005 r.).

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail