Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Podejrzeć monarchię… Najdroższy serial Netflixa „The Crown”

THE CROWN, NETFLIX
Udostępnij

Kolejne pokolenie Windsorów podbija serca nie tylko swoich poddanych, ale także obywateli krajów ustrojowo diametralnie odmiennych od Wielkiej Brytanii. W czym tkwi fenomen?

Poruszenie, które wywołuje informacja o trzecim royal baby, czyli następnym potomku księcia Williama i księżnej Kate, dobitnie pokazuje, że fenomen brytyjskiej rodziny królewskiej nie gaśnie. Kolejne pokolenie Windsorów podbija serca nie tylko swoich poddanych, ale także obywateli krajów ustrojowo diametralnie odmiennych od Wielkiej Brytanii. A może nawet przede wszystkim ich, bo dla sporej części zachodniego świata życie, jakie wiodą członkowie rodziny królewskiej, jest co najmniej egzotyczne.

 

Monarchia sfilmowana

Nie dziwi zatem, że za losy monarchów zabrał się przemysł filmowy. Oskarowym przebojem był film „Jak zostać królem” w reżyserii Toma Hoopera, ukazujący walkę Jerzego VI (w tej roli Colin Firth) z jąkaniem, które przeszkadzało mu w nieoczekiwanym przejęciu obowiązków króla po abdykacji jego brata Edwarda VIII. Sukcesem okazał się także film Stephena Frearsa „Królowa”, w którym tytułowa bohaterka (zagrana przez Helen Mirren) próbuje przeprowadzić monarchię przez trudny czas po śmierci księżej Diany. Warto wspomnieć, że 15 września na ekrany polskich kin wszedł kolejny film Frearsa „Powiernik królowej” – tym razem poświęcony królowej Wiktorii i jej przyjaźni z hinduskim służącym. Co ciekawe, w rolę brytyjskiej monarchini wcieliła się już po raz drugi wspaniała Judi Dench (poprzednio grała ją w filmie „Jej wysokość Pani Brown” Johna Maddena).

Głowa rodziny królewskiej, królowa Elżbieta II, jest obecnie najdłużej panującym monarchą na świecie (rekord królowej Wiktorii pobiła w 2015 roku). Młode pokolenia znają ją wyłącznie jako starszą panią w pastelowych garsonkach i z nienagannie ułożoną fryzurą z siwych loków. Tym bardziej intrygująca jest propozycja Netflixa – serial „The Crown”, prezentujący pierwsze lata panowania królowej. Pierwszy sezon serialu został obsypany nagrodami, zgarnął m.in. Złoty Glob w kategoriach: najlepszy serial dramatyczny i najlepsza aktorka w serialu dramatycznym (Claire Foy) oraz dwie nagrody Emmy: za scenografię i kostiumy.

Czytaj także: Ślub Pippy Middleton bajeczny niczym kolejny odcinek „The Crown”. Gdzie w Polsce znaleźć taką suknię?

 

Reglamentowana bliskość

Te ostatnie wyróżnienia wydają się szczególnie zasłużone, gdyż mowa o serialu kostiumowym. Tłem akcji jest najczęściej Londyn przełomu lat 40/50, a w szczególności – co oczywiste – olśniewające wnętrza pałacu Buckingham. Jednak myli się ten, kto zakłada, że opowieści o monarchach muszą towarzyszyć jedynie luksusowe apartamenty. Choć nie da się ukryć, że możliwość podglądania z bliska, jak urządzone są królewskie pokoje, należy do przyjemności sporego kalibru, to „The Crown” pokazuje nam też małe mieszkanka ubogich urzędników, zagrzybione poddasza w oficynach czy wnętrza państwowego szpitala.

Świetnym przykładem jest tu odcinek o tzw. wielkim smogu londyńskim, który spowił miasto od 5 do 9 grudnia 1952 roku. Powstała wówczas z gazów i pyłu gęsta mgła ograniczała widoczność niekiedy do kilkudziesięciu centymetrów i odpowiada za 12 tys. ofiar. Duszną atmosferę tamtych dni na ulicach miasta, w domach i oddziałach szpitalnych udało się uchwycić m.in. właśnie przez wyprowadzenie akcji na zewnątrz pałacu, a nawet oddanie jednej z głównych ról w tym odcinku skromnej sekretarce Churchilla.

A skoro już o Churchillu mowa, to nie sposób się na chwilę nie zatrzymać przy tej niezwykłej kreacji, którą stworzył w serialu John Lithgow. Jego premier jest postacią, która wymyka się prostym definicjom. Od nadętego bufona, przez wyrachowanego polityka, po troskliwego opiekuna i oddanego męża. Ten bohater jednocześnie złości i wzrusza, a nawet zachwyca. W relacji z młodziutką, niedoświadczoną królową prezentuje cały wachlarz zachowań i emocji, które muszą towarzyszyć skomplikowanej sytuacji, gdy prominentny polityk w glorii swej wojennej karty staje się podwładnym dwudziestoparolatki. Fascynujący jest rozwój ich relacji, która z odcinka na odcinek staje się coraz bardziej intymna, choć w tym skrajnie skodyfikowanym świecie wszelka bliskość między osobami na świeczniku jest ściśle reglamentowana.

Czytaj także: Nieśmiały książę George poszedł do szkoły. Odprowadził go tata

 

Patriarchalny podział ról

Życie w takim świecie nie może być proste. W czasie, w którym Elżbiecie II przypadło wstępować na tron, pozycja monarchini była jeszcze silna i obwarowana tysiącami zakazów. Królowa – w świetnej, oszczędnej, a jednocześnie mocnej interpretacji Claire Foy – stale rozdarta jest między swoimi pragnieniami a wymaganiami Korony. Nieustanne próby odnalezienia zdrowego balansu stanowią oś dramaturgiczną serialu. Ofiarami nowej sytuacji padają właściwie wszyscy bliscy Elżbiety, choć ten stan rzeczy bez wątpienia najmocniej dotyka księcia Filipa (intrygująca rola Matta Smitha).

W latach 50. ubiegłego wieku patriarchalny podział ról społecznych ma się świetnie, więc łatwo sobie wyobrazić, jak ciężko jest młodemu mężczyźnie odnaleźć się w roli królewskiego małżonka, który ma stanowić zaledwie tło dla swojej żony i nie przeszkadzać jej w wypełnianiu obowiązków. A to nie koniec królewskich kłopotów rodzinnych, bo choć rewolucja obyczajowa już zaczyna rysować się na horyzoncie, to gdy siostra Elżbiety, księżna Małgorzata, wiąże się z rozwodnikiem, ciągle jeszcze jest to krok zdolny zachwiać monarchią.

Dalszy ciąg tej historii poznamy już w grudniu, kiedy wystartuje drugi sezon serialu. O jego przyszłość możemy być spokojni – na pewno jego twórcom nie zabraknie pomysłów.

Czytaj także: Zachwyciły Diora, a nawet… kilku papieży. Koronki z Koniakowa docenione przez UNESCO!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail