Aleteia

Jak Jezus radził sobie z hejtem? Na czym polega upomnienie braterskie? Rozmowa z ks. Węgrzyniakiem

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Ks. Wojciech Węgrzyniak: Jezusa też hejtowali, bluźnili Mu, złorzeczyli, a On nie mówił: „Proszę usuwać komentarze!”, „Ja się z tym nie zgadzam!”, „Powinniście mnie kochać!”. Nie. Jezus przyjął hejt jako integralną część krzyża.

Kampania #JezusNieHejtował, która potrwa na naszym portalu i w mediach społecznościowych od 13 do 19 października, została przygotowana przez portal Aleteia.pl w ramach tegorocznego Dziedzińca Dialogu.

 

Jola Szymańska: Czy w Biblii znajdziemy hejt?

Ks. Wojciech Węgrzyniak*: Niektórzy znajdą. Choćby w psalmach złorzeczących. Psalmista modli się: „Szczęśliwy, kto schwyci i rozbije o skałę twoje dzieci” (Ps 137). Gdybym napisał coś takiego w komentarzu, byłby to hejt. Ale on to mówi do Boga.

Można mówić Bogu, że się kogoś nienawidzi?

Tak robi psalmista. Oczywiście, Pan Jezus mówi: „Miłujcie swoich nieprzyjaciół”, „Za zło dobrem odpłacajcie” – ale dotyczy to działania, nie samych tylko emocji.

No dobrze, Psalmy to specyficzna księga. A poza nimi?

Dawid uciekając przed synem Absalomem, spotyka na drodze człowieka, który zaczyna go przeklinać: „Precz, precz, krwiożerco i niegodziwcze!” (2 Sm 16,7). Dowódca wojska chce tego gościa spacyfikować, my byśmy powiedzieli – usunąć jego komentarz. Ale Dawid mówi: „Jeżeli on przeklina, to dlatego że Pan mu powiedział: Przeklinaj Dawida! Któż w takim razie może mówić: Czemu to robisz?” (2 Sm 16,10).

Jezusa też hejtowali, bluźnili Mu, złorzeczyli, a On nie mówił: „Proszę usuwać komentarze!”, „Ja się z tym nie zgadzam!”, „Powinniście mnie kochać!”. Nie. Jezus przyjął hejt jako integralną część krzyża.

Czasami to On krytykował ludzi. I to ostro.

Problem w tym, że nie znamy do końca smaku słów. Bo można powiedzieć „ty idiotko” w żarcie, a można powiedzieć to z ogromną złością.

Jezus w kazaniu na Górze mówił, że każdy, kto powie „głupi” swojemu bratu, winny jest piekła ognistego (por. Mt 5,22). Ale potem sam, w tej samej Ewangelii, mówi do faryzeuszy i uczonych w Piśmie: „Głupi i ślepi” (Mt 23,7). Może po aramejsku było to inne słowo (bo w grece jest takie samo), a może nie wolno tak mówić do konkretnej osoby, ale można ogólnie. Jezus nie powiedział tego do Nikodema, Józefa czy Symeona. Mówił ogólnie.

To forma krytyki, wyrażenia oburzenia z powodu niesprawiedliwości. Oburzenia, które nie tyle jest skierowane przeciwko drugiemu człowiekowi, co wyraża frustrację.

Czym innym jest wyrażenie oburzenia, a czym innym chęć zniszczenia kogoś, upokorzenia go?

Właśnie tu się zaczyna grzech. Moja reakcja nie jest wtedy tylko reakcją na twoją głupotę, ale jest reakcją, którą chcę ci przywalić.

Największy problem w internecie polega na tym, że ktoś pisze: „Ale ja nie miałem intencji cię obrazić czy zdołować!”. No tak, ale zrobiłeś mi krzywdę.

Czy to już hejtowanie?

To zbyt złożone, by odpowiedzieć jednym słowem. Często nie rozmawiamy z drugim człowiekiem, ale komentujemy własne uczucia, reakcje. Jeśli zna się człowieka i rozmawia się z nim w cztery oczy, można pogadać i wytłumaczyć. Skoro małżonkowie oburzają się swoim zachowaniem, to co dopiero obcy ludzie w internecie…

Internet oducza myślenia o bliźnim?

Oducza! Moim zdaniem każdy powinien wypowiadać się w internecie wyłącznie ze swoim ID i zdjęciem. Tak, jak w realu. Może wtedy chociaż nie z miłości, to z lęku uważalibyśmy bardziej na swoje komentarze.

I to by wystarczyło?

Pewno nie. Muszę bowiem zdawać sobie też sprawę, że sam mogę być przyczyną hejtu. Muszę zadać sobie pytanie, czy mój sposób formułowania zdań i hipotez nie prowokuje ludzi, którzy są niecierpliwi, mało inteligentni albo rozumieją coś inaczej.

Chrześcijanin nie powinien prowokować?

Absolutnie. Mogę napisać tekst „Czy biskup XY jest idiotą?”. Ludzie wtedy zaczną klikać, a ja w środku wytłumaczę, że to dobry i serdeczny człowiek. Ale czy sam tytuł nie zirytuje już paru ludzi? Po co ta prowokacja?

Trzeba odróżnić to, co pociąga ludzi, od tego, co ich irytuje.

Ale czasem się nie da. Choćbyśmy stawali na uszach, ktoś poczuje się dotknięty. Czy w Piśmie Świętym znajdziemy jakiś przepis na przedstawianie swoich poglądów w delikatny sposób, z szacunkiem wobec innych?

Jest starożytna, nie tylko biblijna zasada: „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Kiedy piszę np. o ateistach, warto się zastanowić, czy takim językiem i stylem chciałbym, żeby oni pisali o mnie.

A jak to jest z upomnieniem braterskim? Jak upominać po Bożemu?

Tutaj mamy trzy podstawowe teksty. I trzy zasady. Pierwszy, Ezechiela, mówi: „Jeżeli widzisz grzesznika, powiedz mu, że grzeszy. Jeżeli się nawróci, zyskasz jego i sam się ocalisz. Jeśli mu nie powiesz, on umrze z powodu swojej winy, ale to ty będziesz odpowiedzialny” (por. Ez 3, 18-19).

On może robić, co chce, ale moim obowiązkiem jest powiedzieć mu, że to jest złe.

Drugi fragment pochodzi z Nowego Testamentu: „Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie” (por. Mt 18, 15-20). To mała różnica. Nie chodzi tu o upominanie wszystkich, ale tych, którzy grzeszą przeciw tobie. Nie księdza z diecezji koszalińskiej, ale kogoś, kto mnie skrzywdził. Mam obowiązek nie obgadywać go za plecami, ale iść i go upomnieć w cztery oczy.

Nie publicznie, w komentarzu?

W Ewangelii nie mamy czegoś takiego jak kwestie „online”, ale jest taka zasada, że jeżeli ktoś robi coś publicznie, to mam prawo publicznie się odnieść. Tak Jan Chrzciciel mówił o cudzołóstwie Heroda. Jeżeli ktoś atakuje mnie za artykuł publicznie, to ma prawo, bo artykuł był publiczny.

Pytanie, w jaki sposób tę odpowiedź wyrażamy.

Najlepiej jest wyrażać upomnienie pytaniem. „Czy naprawdę Ksiądz tak uważa?”. Pytanie chyba mniej boli niż wykrzyknik „Jak może Ksiądz tak uważać!”.

Bardzo pomocne jest to, co napisał św. Igancy w „Ćwiczeniach duchownych” (pkt 22):

„(…) każdy dobry chrześcijanin winien być bardziej skory do ocalenia wypowiedzi bliźniego, niż do jej potępienia. A jeśli nie może jej ocalić, niech spyta go, jak on ją rozumie; a jeśli on rozumie ją źle, niech go poprawi z miłością; a jeśli to nie wystarcza, niech szuka wszelkich środków stosownych do tego, aby on, dobrze ją rozumiejąc, mógł się ocalić”.

A trzeci fragment?

Kiedy Piotr pyta, czy przebaczyć bratu, a Jezus odpowiada mu, że jeśli ktoś prosi o przebaczenie, masz wybaczyć nie 7, ale 77 razy (Mt 18, 21-22).

Chodzi o takie sytuacje, kiedy ja napiszę komentarz, ktoś mnie shejtuje, ja przeproszę, ale on wtedy na to: „Ooo! Widzicie, miałem rację! Wyszło na moje!”. To chyba najgorszy poziom hejtowania. Jeśli ktoś cię zbulwersował, ale przeprasza, powinieneś wycofać się z hejtu.

Nie dokuczaj tym, którzy nie są źli?

To podstawa. Widzimy to świetnie na przykładzie Jana Pawła II. I ci z lewa, i z prawa są oburzeni, kiedy ktoś go shejtuje, bo wszyscy wiedzą, że jego posądzić o nienawiść czy brak delikatności to już czysta ludzka złośliwość.

No dobrze, wróćmy do Pana Jezusa. I Jego gniewu, który jest ulubionym fragmentem usprawiedliwiających się hejterów. Skoro Jezus się zdenerwował, to my mielibyśmy się nie denerwować?

Po pierwsze, ważne jest to, że Jezus nie nienawidził. Powiedział: „Nie róbcie z domu Ojca mego targowiska”. Tam nawet nie ma epitetów.

Po drugie, jeżeli jestem ojcem, wracam do domu i widzę, że ktoś molestuje moje dziecko, nie powiem mu: „Przepraszam pana, ale proszę opuścić mój dom”. A może, jak sugerowałem, zadać pytanie? „Czy Pan naprawdę uważa, że to co robi, jest dobre?”. Nie! Biorę gościa za fraki i go wywalam za drzwi. Albo jeszcze gorzej. Bo bronię świętości, czegoś dla mnie najważniejszego.

Pytanie, co jest dla nas świętością.

I tu dotykamy ważnej sprawy. To, co dla mnie jest świętością, dla drugiego nią nie będzie. O to jest najwięcej sporów w internecie. Dla ciebie świętością jest ryt trydencki, dla mnie nie. Dla mnie świętością jest krucyfiks, a dla kogoś nie. I tu jest cały problem.

Wyznaję zasadę, że jeżeli coś nie jest dla mnie święte, to staram się rozumieć, że jest święte dla kogoś innego. Nie ruszam czegoś, co jest dla kogoś święte. Mahomet czy Koran nie są dla mnie święte, ale nie żartuję sobie z nich, bo wiem, że dla kogoś są ważne.

Tischner powiedział kiedyś na wykładzie: „Jak chcecie, żeby was ludzie lubili, to śmiejcie się z siebie, nie z innych”.

Czyli więcej wrażliwości, empatii i humoru?

Tak. Warto, zanim cokolwiek napiszemy, zadawać – dosyć typowe dla kard. Macharskiego – pytanie: „Po co?”. Albo pytać jak ks. Tischner: „A jakie z tego będzie dobro?”. Bóg stwarzając świat mówił takie słowa, które rodziły dobro. Dobrze by było, gdybyśmy Go częściej kopiowali.

 

*Ks. Wojciech Węgrzyniak – biblista, duszpasterz, publicysta, rekolekcjonista. Doktor nauk biblijnych i archeologii. Absolwent Pontificio Istituto Biblico w Rzymie i Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie. Autor strony wegrzyniak.com. Mieszka w Krakowie.

Kampania #JezusNieHejtował została przygotowana przez portal Aleteia.pl w ramach tegorocznego Dziedzińca Dialogu.

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail