Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jennifer Aniston, co zrobisz ze swoją urodą?

JENNIFER ANISTON
Fot. Kevin Winter/Getty images
Jennifer Aniston na premierze filmu „Z ust do ust” 15 grudnia 2005 w Hollywood.
Udostępnij

Wypaczone standardy piękna – napisała Jennifer Aniston w tekście dla Huffington Post odnosząc się do tego, jak w mediach są przedstawiane kobiety. Dotknęła problemu głębszego niż uprzedmiotowienie kobiecych ciał. Nie chodzi o to, że nie czujemy się piękne – my nie czujemy się „normalne”.

Ostatnio coś się dzieje w sprawie piękna. Nie chodzi o to nieosiągalne piękno, które widzimy w reklamach, ale to prawdziwe. O piękno osoby unikalnej i nie do zastąpienia, o fakt, że nieważne są nasze kształty, rozmiar, wiek, karnacja czy kolor włosów, bo WSZYSTKIE jesteśmy piękne.

Bruno Mars śpiewa: „You’re amazing, just the way you are” („Jesteś cudowna taka, jaka jesteś”). Dove przypomina nam o różnicach, które czynią nas pięknymi. A Colbie Callat przekonuje w swojej piosence: „You don’t have to change a single thing. You don’t have to try so hard” („Nie musisz nic zmieniać. Nie musisz aż tak się starać”).

 

I oto na łamach Huffington Post jedna z najsłynniejszych gwiazd włącza się w tę dyskusję. Aktorka Jennifer Aniston daje wyraz swojej frustracji, pisząc:

Sposób, w jaki pokazują mnie media, odzwierciedla to, jak widzimy i pokazujemy kobiety w ogóle, przykładając do nich miarę jakichś wypaczonych standardów piękna.

 

Wypaczone standardy piękna

Natychmiast zareagowałam: „Tak! DAWAJ, DZIEWCZYNO! Powiedz, jak jest naprawdę!”. To, co napisała Jennifer jest mi bardzo bliskie, tak bardzo, że pierwszy rozdział mojej książki „Decent Exposure”, poświęciłam wsparciu działań całkowicie sprzecznych z naszym wypaczonym postrzeganiem piękna. Jednak książka może trafić tylko do stosunkowo wąskiego grona odbiorców. Tymczasem działania na rzecz piękna potrzebują głosu kogoś tak popularnego jak Jennifer.

Niewiele wiem o Jennifer Aniston, ale czytałam, że próbuje zachować swoje prywatne życie dla siebie i unika tabloidów. Podziwiam jej upór, bo to trudne w dzisiejszym świecie.

Wiadomo, że wielu celebrytów zrobi niemal wszystko, by zwrócić na siebie uwagę i chętnie pozuje paparazzim i plotkarskim portalom. Jennifer pisze w Huffington Post:

Newsy z życia celebrytów odczłowieczają nasze spojrzenie na kobiety, skupiając się wyłącznie na ich wyglądzie zewnętrznym, a tabloidy zamieniają to w zabawę i spekulacje.

Okładki czasopism również sprawiają, że oceniamy wartość kobiet w niewłaściwy sposób. Nie biorę tabloidów do ręki, jednak i mnie dotyka ta zniekształcona percepcja piękna, którą się karmimy. To wypaczone widzenie stało się dla nas „normą”.

 

Retuszowane zdjęcia i filtry urody

To prawda, ale nie cała. Popatrzcie na reklamy, na okładki pism i rozkładówki, na których wyretuszowane w Photoshopie modelki i aktorki nie przypominają już samych siebie. Albo weźmy „filtry urody” na Snapchacie…

Jennifer Aniston może odmawiać współpracy z tabloidami, nie ma jej w mediach społecznościowych, ale chętnie pojawia się na okładkach niezliczonych pism. Mówi: „Dziewczynki przyjmują do wiadomości, że nie będą ładne, dopóki nie staną się niewiarygodnie szczupłe, że nie będą warte naszej uwagi, jeśli nie będą wyglądać jak modelki albo aktorki na okładkach pism”. Czy nie zdaje sobie sprawy, że bierze w tym udział?

 

Na hasło „okładka z Jennifer” Google przywołuje masę zdjęć z niewiarygodnie chudymi supermodelkami.

Nie mam nic przeciwko supermodelkom ani niewiarygodnie chudym kobietom (sama jestem chuda, cokolwiek bym jadła, całe życie traktowano mnie z tego powodu protekcjonalnie, ale to inny temat). Okładkowe zdjęcia Jennifer z pewnością przeszły retusz w Photoshopie. Czy odchudzano ją, nie wiem. Ale jej skóra jest nieskazitelna, na twarzy nie ma ani jednej zmarszczki, żaden włos na jej głowie nie wymyka się spod kontroli. Jennifer widziałam osobiście tylko raz, jest naprawdę przepiękna, ale w prawdziwym życiu nikt nie wygląda jak wyretuszowany.

Takie okładki pism również przyczyniają się do „wypaczonej oceny kobiet”, odrzucanej przez Jennifer. Nie biorę tabloidów do ręki, jednak i mnie dotyka ta zniekształcona percepcja piękna, którą się karmimy. To zniekształcone widzenie stało się dla nas „normą”.

 

Normalnie, czyli naturalnie

 

normalnie

„tak jak powinno być; też: zwyczajnie, przeciętnie, naturalnie”

(Słownik języka polskiego PWN)

 

„Standardowe” wymiary modelki to 180 cm i 53 kg. „Wzór” to nieskazitelność: brak zmarszczek, tłuszczu, skaz, blizn i rozstępów.

Ten wizerunek idealnego piękna otacza nas zewsząd: jest w tabloidach i ekskluzywnych magazynach, w telewizji, w mediach społecznościowych, pojawia się nawet wtedy, gdy chcemy sprawdzić pocztę online. Jeśli modelki, które ciągle widzimy, są uważane za normalne, to jak my wypadamy na tym tle?

Nie chodzi o to, że nie czujemy się piękne – my nie czujemy się normalne. Jak mówi Cady Heron w „Mean Girls”: Myślałam, że można być tylko chudym albo grubym. Okazuje się, że ciało może mieć o wiele więcej niedoskonałości”.

Jak wspomniałam, jestem chuda, a jem więcej, niż ktokolwiek z moich znajomych. Nawet w dziewiątym miesiącu ciąży ważyłam mniej niż 60 kg. Ale ponieważ mam zmarszczki mimiczne od śmiechu, po karmieniu piersią noszę stanik mniejszy o dwa rozmiary, a moja sylwetka ma kształt prostokąta, nie klepsydry, społeczeństwo może nie uznawać mnie za piękną czy choćby normalną.

 

Wartość kobiety nie jest sumą jej poszczególnych zalet i części ciała

Czy ludzie sądzą, że Jennifer Aniston jest w ciąży tylko dlatego, że zjadła hamburgera na lunch? Oczywiście, że nie. Wierzę też, że niektórzy mogą być zdziwieni, jeśli jej prawdziwe (niepoddane zabiegom w Photoshopie) ciało jest inne niż to, które oglądają na okładkach GQ. A są tacy, którzy robią sensację z byle czego, niestety.

Nie wiem, czy Jennifer albo któraś z modelek ma jakikolwiek wpływ na to, jak będzie wyglądać ostateczna wersja zdjęcia w czasopiśmie.

Kiedy robię casting na modelki dla Rey Swimwear, mówię im, że nie używamy Photoshopa do poprawiania ich ciał. Retuszujemy tło, światło itd., ale nie odchudzamy ich, nie wyszczuplamy ud, nie wygładzamy twarzy. Jednak większość firm używa Photoshopa. Pamiętam jedną z reklam, do której pozowałam, nie rozpoznałam w niej siebie, tak wygładzono mi twarz, że wyglądała na plastikową. Zobaczyłam gotowe zdjęcie w piśmie, kiedy już zostało opublikowane. Nikt się ze mną wcześniej nie konsultował.

Wolę myśleć, że Jennifer ma większą kontrolę nad ostateczną wersją swoich zdjęć niż ktoś taki jak ja. Jeśli tak jest, rzucam jej wyzwanie: niech od dziś pozwala na publikację nieretuszowanych fotografii na okładkach pism i w reklamach. Zachęcam ją do tego dla jej dobra i dla dobra wszystkich dziewczyn. Jennifer, możesz coś z tym zrobić – wszyscy cię słuchają i oglądają, bez względu na to, czy ci się to podoba, czy nie. Pokaż dziewczynom, jak naprawdę powinniśmy oceniać wartość kobiet.

Wartość kobiety nie jest sumą jej poszczególnych zalet i części ciała. Pięknymi i wyjątkowymi czyni nas to, co nas różni. Jesteśmy pięknymi ludźmi, bo tak zostaliśmy stworzeni.

I tak jak zapytałam podczas jednego z moich ostatnich wykładów (The Evolution of the Swimsuit, „Ewolucja kostiumu kąpielowego”), teraz także pytam Jennifer: „Co zrobisz ze swoją urodą?”.

 

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail