Aleteia

Czy można kogoś przekonać do zostania królikiem?

Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Jak zachęcać ludzi do tego, żeby mieli dużo dzieci? I czy w ogóle da się kogoś do tego zachęcić?

Wiele osób oburzyło się na spot ministerstwa zdrowia, w którym gadające króliki tłumaczą, jak zdrowo żyć, żeby mieć dzieci. Nie do końca rozumiem, co jest strasznego w filmiku promującym zdrowy tryb życia (a nie nieopanowane rozmnażanie), ale ta sytuacja to dobra okazja, żeby się zastanowić, jakie powinny być kampanie zachęcające do wielodzietności.

 

Spoty nie dla idioty

Czy to w ogóle jest dobry pomysł, żeby w tej delikatnej materii serwować ludziom jakieś kampanie? 35-letni hipster, który mieszka z rodzicami i interesuje się tylko swoim kosztownym hobby, po obejrzeniu spotu nagle ruszy w miasto w poszukiwaniu żony, żeby spłodzić z nią dziesięcioro dzieci? Ha, ha, ha…

Tylko że zanim zaczniemy się śmiać, przypomnijmy sobie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu nikomu nie przychodziło do głowy, że najlepsza liczba dzieci w rodzinie to dwoje. Większość świata „kupiła” tę teorię tylko dlatego, że była ona systematycznie sączona do głów. Oczywiście, jeden spot niczego nie zmieni, ale takie akcje mogą oddziaływać na myślenie ludzi. Muszą jednak podawać racjonalne argumenty, które zostały dobrze „przetłumaczone” na język reklamy.

Oto kilka argumentów do przetłumaczenia.

 

Dzieci to jedyna emerytura

Chociaż ekonomiści trąbią na ten temat od kilkunastu lat, jakoś nie mogą się przebić z tą informacją do powszechnej świadomości: osoby, które mają teraz poniżej 50-60 lat, nie powinny liczyć na emerytury. Prawdopodobnie będą miały jakieś zasiłki, ale niewystarczające na przeżycie. Nawet ci, którzy zarabiają najwięcej, nie będą żyli tak wygodnie, jak dzisiaj żyje statystyczny polski emeryt (nie mówiąc o niemieckim emerycie).

To i tak jest wersja optymistyczna, bo zakłada, że Europa, jaką teraz znamy, nie zmieni się radykalnie z powodu zapaści demograficznej.

 

Społeczeństwo bez dzieci ginie

Żeby naród trwał, musi mieć nowych obywateli. Niby oczywiste, ale chyba mało kto uważa, że ten fakt wpływa na jego osobiste wybory.

 

Dzieci to szczęście. Są ważniejsze niż nowy samochód czy duży dom

Znajoma prawniczka niedawno tłumaczyła mi całkiem poważnie, że chociaż ona i jej mąż zarabiają około 30 tys. zł miesięcznie, nie stać ich na drugie dziecko. Poniekąd miała rację – wzięli kredyt na wielki dom i uważają za coś oczywistego, że muszą mieć dwa nowe japońskie samochody i dwa razy w roku wyjeżdżać na egzotyczne wakacje.

Problem polega na tym, że zbyt wysoko zawiesili pułap tego, co konieczne i niezbędne, a za nisko – wartość rodziny. Nie każdy pracuje w warszawskiej korporacji, ale pewnie wielu z nas dotyka ten sam „Syndrom Nie Stać Mnie na Następne Dziecko”.

 

Rodzina to szczęście. Jest lepsza niż latanie na motolotni

W obecnej sytuacji, kiedy większość młodych ludzi w Polsce żyje w luźnych związkach i decyduje się na dzieci późno albo wcale, trzeba zacząć od tego, że rodzina jest czymś dobrym, pięknym i szczęściodajnym. Jest ważniejsza niż latanie na motolotni i imprezowanie z kolegami.

Pewnie nie da się tego zrobić bez zwrócenia uwagi na problem, który, jak mówią psycholodzy i księża, rujnuje dzisiaj życie wielu młodym mężczyznom – czyli uzależnienia od pornografii. Wielu mężczyzn ma poważne problemy z tworzeniem szczęśliwych, stabilnych związków właśnie z tego powodu.

 

Rodzicielstwo to spełnienie

Dwie kobiety, które dzieli prawie wszystko – wiek, sytuacja życiowa i poglądy polityczne – brytyjska pisarka Zadie Smith i psychiatra Wanda Półtawska poczyniły niedawno w dwóch całkiem różnych wywiadach podobne spostrzeżenia.

Smith zauważyła, że rodzicielstwo pierwszy raz w historii świata przestało być naturalnym etapem życia i oczywistą konsekwencją bycia w związku, a stało się wyborem lifestylowym. Nie ocenia tego zjawiska ani dobrze, ani źle, tylko je notuje.

Natomiast Półtawska zapytana o to, jak zachęcić młodych ludzi do posiadania dzieci, odparła, że nie da się przekonać do „dzietności”, tylko trzeba pokazywać piękną miłość, której konsekwencją są między innymi dzieci. Zdaje się, że właśnie od tego trzeba zacząć – od miłości.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail