Aleteia

Byłam świadkiem 45 minut życia. To była lekcja bezwarunkowej miłości do dziecka

Pexels | CC0
Udostępnij
Komentuj

Chłopczyk żył tyle, ile trwa szkolna lekcja. Czekali na niego dwaj kilkuletni bracia z prezentami, dwie babcie, dwóch dziadków i siostra mamy. Przybyli z daleka na to spotkanie.

Jaki jest sens rodzenia dziecka, które umrze po kilkunastu, może kilkudziesięciu minutach? To pytanie pewnie czasem zadaje sobie niejeden człowiek. I nie chodzi tu o wchodzenie w dyskusję nad możliwością przerywania ciąży, ale o refleksje znacznie głębsze, nad sensem życia i śmierci w ogóle.

 

Dziecko żyło 45 minut

I choć są to pytania, na które nie ma prostych odpowiedzi, to czasem wiele wyjaśnia samo życie, które daje najcenniejsze lekcje. Taką lekcję otrzymali właśnie pracownicy Szpitala Specjalistycznego Pro-Familia w Łodzi, gdzie w hospicjum perinatalnym przyszedł na świat kolejny maluszek.

Na dziecko oczekiwała rodzina: tato, dwaj kilkuletni bracia z prezentami, dwie babcie, dwóch dziadków i siostra mamy. Przybyli z bardzo daleka na to spotkanie. Byłam świadkiem 45 minut życia. Tyle trwa godzina lekcyjna. Ta znów nauczyła mnie, że miłość do dziecka jest bezwarunkowa, a piękno jest w oku patrzącego. Rodzice nie mogli dać temu maleństwu korzeni, więc dali mu skrzydła – czytamy na stronie Fundacji Gajusz, która prowadzi hospicjum perinatalne.

Dziękujemy za kolejny cud, który zmienia dramat w intymne powitanie i pożegnanie – dodali pracownicy ośrodka.

 

By dziecko mogło odejść w godności

Bo taki jest właśnie cel tej placówki – dołożyć wszelkich starań, by w tej dramatycznej sytuacji, jaką są narodziny małego człowieczka, który za chwilę umrze, zapewnić możliwie najbardziej komfortowe warunki do spokojnego pożegnania. Zapewnić kobiecie intymność. I to, by jej dziecko mogło w godności odejść – jak mówiła mi wieloletnia położna Nikoleta Broda, komentując inicjatywę położnych z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego. Chodziło o utworzenie w jednym z wrocławskich szpitali specjalnej porodówki dla kobiet decydujących się na urodzenie śmiertelnie chorego dziecka.

Czego potrzeba takim kobietom (i ich najbliższym)? Przede wszystkim szacunku i zapewnienia intymności. Także poprzez stworzenie specjalnego miejsca dla tych kobiet, odseparowanie ich od mam rodzących zdrowe dzieci.

„My, położne, traktujemy rodzące się dziecko jako dziecko. Jeśli jest żywe, matka karmi je, przytula. Jeśli jest martwe, ubieramy je i dajemy mamie, by mogła się z nim pożegnać. Rodzice mają czas, by pobyć z dzieckiem” – mówiła Nikoleta Broda.

 

Udostępnij
Komentuj
Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail