Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Sposób na szczęśliwą rodzinę? Wspólny obiad!

RODZINNY POSIŁEK
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Stół, przy którym jemy posiłki, to serce domu. To, co się dzieje przy stole (i to, czego przy nim brakuje!), ma największy wpływ na to, kim jesteśmy jako rodzina i kim się stają nasze dzieci.

Rodzinne rytuały

Kiedy na studiach mieszkałam w akademiku, na moim piętrze była kilkuosobowa kasta ludzi najbardziej ze sobą zaprzyjaźnionych i najlepiej poinformowanych. To byli ci, którzy palili papierosy. Jak się chciało kogoś znaleźć albo dowiedzieć się, jak się nazywa blondynka z pokoju 713, najlepiej było pójść do palaczy.

Ci ludzie codziennie spotykali się „na dymku”, a kilkuminutowa czynność palenia przeradzała się w towarzyski i społecznotwórczy rytuał, przeciągający się czasem do kilku godzin. Rozmawiali, żartowali, pożyczali sobie papierosy i – chcąc nie chcąc – obserwowali życie akademika. I stali się sercem i duszą tego miejsca. I niech im Pan Bóg wybaczy, że później śmierdziało na korytarzu dymem.

Takie spotkania „przy okazji” i „od niechcenia” to najlepsza okazja do poznania się i polubienia. Rodzina też powinna mieć rytuały, które pomagają jej się regularnie spotykać i swobodnie rozmawiać. Dobre są wspólne wyjścia i wyjazdy, granie razem w planszówki czy uprawianie jakiegoś sportu. Ale podstawą jest wspólne jedzenie posiłków. Co najmniej jednego dziennie.

 

Stół – najważniejszy mebel

Dlaczego wspólne posiłki są takie ważne? Chodzi tu o dużo więcej niż o jedzenie. Spotykając się przy stole, nie tylko zaspokajamy głód, ale też jesteśmy razem. Patrzymy sobie w oczy, obserwujemy swoje reakcje, rozmawiamy – o tym, co się ostatnio wydarzyło, o smutkach i radościach, o tym, co ostatnio czytaliśmy albo co nam się marzy. Anna Murawska, mama sześciorga dzieci, moderatorka Akademii Familijnej i autorka poradników rodzinnych zauważa w książce „Stawiam na stół”, że to, co dzieje się przy stole (i to, czego przy nim brakuje!), wywiera największy wpływ na to, kim jesteśmy jako rodzina i kim się stają nasze dzieci.

Z własnego doświadczenia mogę też powiedzieć, że przy stole ujawniają się różne rzeczy, które „kisimy” w sobie – żale, obawy, ale też szalone plany i tajone radości. Dopóki dzieci są małe, okazji do rozmawiania nie brakuje, ale kiedy dorastają, są tym trochę mniej zainteresowane. Naturalnym miejscem spędzania czasu staje się dla nich własny pokój albo np. klub sportowy. Uniezależnianie się nastolatka to normalny proces, ale nadal potrzebuje on być częścią rodziny, a rodzice nadal chcą wiedzieć, co u niego słychać. Taką okazję dają posiłki.

 

Wspólny posiłek – najlepsza profilaktyka wielu zaburzeń

Amerykańskie pismo „Journal of Epidemiology and Community heath” opublikowało w 2002 r. wyniki badań, z których wynika, że dzieci i młodzież, które jadły posiłki z rodziną, znacznie rzadziej cierpiały na lęki i depresję. To też metoda profilaktyki bulimii i anoreksji. Jeśli dziecko od małego wie, że jedzenie to czynność radosna, więziotwórcza i ujęta w ramy rozsądku, jest mniej narażone na problemy z odżywianiem. Jako mama trojga niejadków, które z powodu problemów z integracją sensoryczną żywiołowo nienawidzą różnych smaków i zapachów, mogę powiedzieć, że wspólne posiłki to najlepszy (jeśli nie jedyny?) sposób na uspokojenie różnych awersji.

 

Nasza codzienna, odświętna kolacja

Czasem trudno zorganizować zajęcia domowe w taki sposób, żeby wszyscy mogli się spotkać przy stole. Mojej rodzinie zwykle udaje się jeść razem obiady i kolacje. Mamy znajomych, którzy czekają zawsze z kolacją na powrót taty z pracy, czasem do 21. Pani domu uważa, że jest to na tyle ważne, że warto zaczekać.

Warto się postarać, żeby kolacja czy obiad były czymś więcej niż wizytą w barze szybkiej obsługi – zainwestować w ładny stół i wygodne krzesła, dobrać talerze, czasem postawić kwiaty. Wszyscy muszą się włączyć w przygotowania. Najmłodsze dzieci mogą np. układać talerze i sztućce, a starszym można wyznaczyć dyżury w przygotowaniu całych dań.

Koniecznie trzeba przyjąć zasadę, że na czas posiłku odkładamy telefony, książki i zabawki. Chodzi o to, żeby wszyscy w rodzinie wiedzieli, że celebrujemy tę chwilę. Czasem nie trzeba dużo. Nigdy nie zapomnę, jak moja córka – wtedy czteroletnia – opowiadała z zachwytem babci przez telefon: „Wczoraj mama zrobiła kanapki z kaszanką, zapaliła świece i była kolacja przy świecach!”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail