Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Nie musisz zawsze stawać na wysokości zadania!

MAŁA ROŚLINKA
Artsy Vibes/Unsplash | CC0
Udostępnij
Komentuj

W odzyskiwaniu siebie nie chodzi o to, aby umieć coś powiedzieć, ale o to, by po prostu wydać z siebie głos. Tak jak się potrafi.

Stanąć na wysokości zadania – takie zdanie słyszę w swojej głowie, gdy zaczynam nową rzecz. Tak było, kiedy dostałam się na studia. Tak było, gdy uczyłam się prowadzić samochód. Tak było, gdy wyszłam za mojego męża i gdy zostałam mamą mojego syna.

Ów „high” obraz, epicki i nienaganny, rysuję do momentu brutalnego (często tak bywa) bądź rozbrajająco śmiesznego (bywa i tak) zetknięcia się z rzeczywistością. Nie pasuje do niego moje niekończące się pisanie pracy magisterskiej i wtargnięcie konia (!) na jezdnię podczas pierwszej godziny w szkole nauki jazdy, gdy nie odróżniałam jeszcze hamulca od gazu. Ni w ząb nie potwierdził moich wymagań totalnie wykańczający pierwszy (a potem drugi, trzeci i czwarty, i…) miesiąc macierzyństwa.

 

Pułapka pt. „od razu”

Stanąć na wysokości zadania – że tak powtórzę – wiąże się u mnie z jeszcze jednym krótkim zwrotem. Brzmi on: OD RAZU. Od razu stań się studentką roku. Zostań kierowcą już przy pierwszym podejściu. Przyjmij macierzyńską rzeczywistość wzorowo, na klatę. Wymagaj od siebie i bądź zwyciężczynią we własnej grze, w którą nikt oprócz ciebie samej nie chce grać, nawet ten gość, który zakasował YT wyznaniem, że sylwestra spędzi przed kompem, grając w Tomb Raidera.

I choć klasycy jednym głosem proklamują, że „od razu” nie istnieje lub wydarza się całkowicie marginalnie („Nie od razu miły, nie od razu”/ „Nie od razu Kraków zbudowano”), ten głos we mnie (i obok mnie) potrafi być bardzo upierdliwy w zakrzywianiu mojej życiowej czasoprzestrzeni. Najgorzej, kiedy „stawanie na wysokości zadania i to od razu” dotyczy konkretnych relacji, a raczej wiążących się z nimi trudności. Jak to? Przecież powinnaś już to wiedzieć/umieć/zrobić! Chcąc nie chcąc, manifestujemy swoją nieczułość wobec nieśmiało uruchamiających się w nas procesów i ponosimy tego koszty. Najczęstszym z nich jest lęk przed podejmowaniem decyzji, bo co, jeśli kolejny raz okażę się niewystarczająca? 

 

Pozwól sobie na niepewność

Przykład? Wyobraź sobie relację, w której od lat czujesz się zakładniczką. Chcesz w końcu obronić siebie, postawić na swoim, ale gdzieś w korytarzach pędzących myśli wydaje ci się, że możesz to zrobić tylko wtedy, kiedy odważnie i pełnymi zdaniami wypowiesz swoją wolę. Zero jąkania i niepewności. Masz wkroczyć do akcji niczym amerykański szpieg, znawca słownej szermierki, absolwent najlepszych szkół i Bóg wie kto jeszcze. Masz być mistrzem riposty, od razu, bez grama zawahania.

Wiesz, że nie potrafisz. Że prawdopodobną obronę siebie zaczniesz od: Yyyyyy… Bo ja… Aaaaa w ogóle… Obawiasz się, że nie zabrzmisz jak prowadzący reality show, więc milczysz i pozwalasz się ranić. Ktoś kiedyś wmówił nam, że musimy być najlepsi, ale – proszę mi wybaczyć – z trzech prawd według ks. Tischnera, ta jest tą ostatnią.

Po prostu wydaj z siebie głos!

Być może tak właśnie brzmi coming out (nigdy tego oficjalnie nie robiłam!) – ja nigdy nie byłam czempionem konwersacji, szczególnie tych bolesnych. W rozmowach, które za grosz nie sprawiały mi przyjemności, czułam się jak milczek-nielot, bardziej kura niż orzeł, który trzepotał mi w piersiach. I wtedy pojawiła się pewna mądra osoba i jej niezwykłe (tak sądzę) spostrzeżenie: „W odzyskiwaniu siebie nie chodzi o to, aby umieć coś powiedzieć, ale o to, by po prostu wydać z siebie głos. Tak jak się potrafi”. Poczułam, że dotknęła sedna.

Kiedy odpuszczam sobie najgłupszą radę świata: Od razu stań na wysokości zadania, uruchomia się we mnie coś prawdziwie głębokiego: Żyj na swoją miarę. Czasem na pełnych obrotach, a czasem na minimalnej mocy. A najczęściej mieszcząc się w tzw. średniej.

 

W którą stronę chcę iść?

Podoba mi się ten kierunek. Kierunek, w którym moje czyny nie są z góry ocenione, kompromitujące lub wręcz przeciwnie – mile widziane. Kierunek, w którym moje działania, czasem mozolne, mało filmowe i niezdarne – mają prawo bytu. Kierunek, w którym stanięciem na wysokości zadania jest poskromienie swojego perfekcjonizmu i krytycyzmu. W którym wdzięczność za dar życia wyprzedza wszystko inne. Kierunek, w którym nie trzeba mieć wszystkiego od razu. W którym można pozwolić sobie na małe mieszkanie, zakupy w second handzie lub dziesięcioletni samochód.

Nie od razu, ale naturalnie – tak jak śpiewa Agnieszka Musiał w swojej piosence pt. „Wolnym tempem”. Wtedy dopiero słyszę, jak wspaniałą rzeczą jest życie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail