Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Prosimy, pomóż nam ocalić w naszych braciach nadzieję. Złóż deklarację
Aleteia

Dziecko w kościele. Przewodnik dla zestresowanych rodziców

DZIECKO PRZY SAMOCHODZIE
Jessica Byrum/Stocksy United
Udostępnij

Maluch krzyczy na cały kościół? Dziecko wpełza pod ołtarz? Nie martw się. Trochę planowania i zmiana podejścia pomogą Wam przetrwać niedzielną mszę.

Z dzieckiem do kościoła

Zestresowana i zawstydzona matka goni za swoim przedszkolakiem, który nagle postanowił pobawić się w berka. Jak już go złapie, zdyszana wychodzi przed kościół, gdzie stoi grupka podobnych rodziców, którzy bezskutecznie próbowali uciszyć rozwrzeszczane dzieci, a teraz zrezygnowani przeczekują w nadziei, że za kilka lat los się odmieni. Głowa do góry, może być lepiej!

Nie oszukujmy się – wyjście z dziećmi do kościoła to wyprawa, do której trzeba się porządnie przygotować.

Poszukaj mszy dla dzieci. Podczas nich dzieci królują i nie trzeba się przejmować, że komuś może to przeszkadzać. W Polsce są już niemal w każdej parafii, problemem może być tylko ich jakość. Jak zwracają uwagę krytycy tego rozwiązania, nazywający je mszami świętymi infantylnymi, niebezpieczne jest to, że msze dla dzieci mogą się zamienić w show dla małych idoli wyrywających się do mikrofonu i nie każdy ksiądz umie sobie z tym poradzić.

Dlatego rodzice w wielu polskich miastach chodzą z dziećmi od kościoła do kościoła, poszukując godnych następców ks. Józefa Tischnera, na którego msze dla dzieci do niewielkiego kościoła św. Marka przychodził cały rodzicielski Kraków.

 

A może niedzielne miniprzedszkola?

Na Zachodzie popularne są przykościelne, działające w niedzielę miniprzedszkola.

W Kanadzie w polskiej parafii katolickiej p.w. św. Maksymiliana Kolbe w Mississaudze z tyłu kościoła jest specjalny pokój dla matek z dziećmi. Mogą one słuchać mszy przez głośniki i jednocześnie mieć oko na bawiące się ze sobą maluchy bez obaw, że będą przeszkadzać innym wiernym.

W Holandii w niedzielę przeważnie jest tylko jedna msza św., więc takie miniprzedszkole jest otwarte około półtorej godziny, uwzględniając czas na przyniesienie i odebranie najmłodszych dzieci. Rodzice przychodzą z dziećmi na plebanię, zostawiają dzieci pod opieką wolontariuszy i odbierają je po mszy. Starsze dzieci, 5 lub 6-letnie, idą z rodzicami, ale przed kazaniem wychodzą razem z katechetką do innego pokoju na plebanii i tam rysują, robią lampiony lub palmy, wracają przed komunią i chwalą się przy ołtarzu tym, co zrobiły i czego się nauczyły.

 

Kilka „przykazań” rodzica

Bez względu na to, czy uda Ci się znaleźć w pobliżu dobrze prowadzoną mszę dla dzieci, czy wolisz – albo nie masz wyboru – chodzić z całą rodziną na mszę dla wszystkich w swojej parafii, warto pamiętać o najprostszych „przykazaniach”:

Sprawdź, gdzie jest toaleta. Maluchy mają prawo do potrzeb fizjologicznych w najmniej dogodnej dla nas chwili. Lepiej jednak przewidywać niż gorączkowo szukać toalety. Przed wyjściem obowiązkowo posadź malucha na nocniku, nawet jeśli deklaruje, że nie potrzebuje. Jeśli nie jest w pełni samodzielny, możesz założyć dziecku pampersa. Sprawdź zawczasu w zakrystii, czy można gdzieś przewinąć malucha lub skorzystać z toalety.

Napój i nakarm. Głodne dziecko = marudzące dziecko. Przed wyjściem zjedzcie posiłek. Warto też zabrać małe przekąski, takie „na raz”: przygotowane zawczasu i schowane w hermetycznym pojemniku małe cząstki jabłek na patyczku od lodów lub drobne herbatniki. Jeśli dziecko będzie gryźć kilka razy, może nakruszyć, więc jeśli ciastka są za duże, przed wyjściem pokrój je lub połam. Z napojów najlepsza jest woda w butelce lub kubku z przykrywką – nawet jeśli się wyleje, nic nie szkodzi, bo to woda, a nie klejący sok.

Zajmij małe rączki. Weź ze sobą 3 lub 4 zabawki i książeczki. Gdy znudzi się jedną, zaproponujesz drugą. Oczywiście lepiej, żeby nie było to auto na resorach czy pozytywka lub zabawkowe instrumenty muzyczne. Niektóre mamy zabierają kredki i kartki – tylko gdzie znaleźć stolik do rysowania? Mojemu dziecku zawsze dobrze robiło zabranie do kościoła jakiegoś drobiazgu, maskotki, którą dostało od bliskiej, lubianej osoby, nawet jeśli był to mały, plastikowy robal – ale przypominał ukochaną ciocię.

Zabierz „zestaw podręczny”: chusteczki higieniczne oraz wilgotne chusteczki do wytarcia twarzy, rączek i pupy.

 

Wytrzymaj albo daj na luz

W zależności od tego jak podchodzisz do mszy św., masz dwa wyjścia. Maluch krzyczy na cały kościół? Dziecko wpełza pod ołtarz? Nie martw się. Trochę planowania i zmiana podejścia pomogą Wam przetrwać niedzielną mszę. Może teraz jest ciężko, ale za kilka lat wychowasz spokojne i pobożne dziecko. Jeśli msza św. jest dla Ciebie żywym spotkaniem z Jezusem, to włącz na luz. Poniżej parę przemyśleń, które mogą Ci w tym pomóc.

Jezus uwielbia dzieci takie, jakimi są – wesołe, płaczące, siedzące cicho w wózeczku lub biegające przy ołtarzu. Jezus kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Chcesz prawdziwie naśladować Jezusa? Ciesz się, kiedy maluszek wspina się pod ołtarz. Pozwól mu święcić imię Jego tak, jak potrafi najlepiej – całym sobą.

Inni ludzie też są tutaj, by wielbić Jezusa – głęboko rozmodleni, będą się cieszyć razem z Tobą, Twoim dzieckiem i Jezusem. Ksiądz patrzy na Ciebie krzywo, kiedy Twój maluch szarpie jego sutannę? Może nie jest tak źle. Być może kapłan jest tak rozmodlony, że nie zauważa takich rzeczy. A może nawet, jak Jan Paweł II, pozwoli mu na to?

Kobieta z boku zwraca Ci uwagę? Przyciszonym głosem nabożnie jej przypomnij, że Jezus sam upominał apostołów, by zawsze pozwalali dzieciom być blisko niego.

 

Wolność

Kiedyś wyjechałam na chrzest córki kuzyna do nieznanej parafii. Ponieważ byłam przemęczona i nie miałam siły, pozwoliłam małej biegać pod ołtarzem i kręcić się między rodzicami podającymi dzieci do chrztu. Nikogo oprócz rodziny nie znałam, więc z niespotykanym dotąd spokojem pozwoliłam dwulatce na swawolenie, oczywiście nie spuszczając jej z oka z miejsca, w którym stałam.

Choć niewiele się tego dnia namodliłam, jednak wiele się nacieszyłam. Po raz pierwszy z przyjemnością obserwowałam, jak mała radośnie odkrywa świat i ceremonie kościelne, jak uśmiecha się do księdza i wywołuje uśmiech na twarzach wiernych. Trochę czułam się skrępowana, zastanawiając się czy wypada, ale radość i miłość przepełniały mi serce i zdawałam sobie też sprawę, że o to tak naprawdę chodzi w ceremonii chrztu. Po obiedzie żona kuzyna powiedziała, że zachwyciła ją wolność, z jaką moja dwulatka buszowała po kościele.

Jakie Wy macie strategie na wyprawy z dziećmi do kościoła? A może nie macie dzieci i wolicie trzymać się od nich na mszy z daleka? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail

Miliony czytelników z całego świata – a wiele tysięcy z nich to chrześcijanie z Bliskiego Wschodu – szukają na Aletei inspiracji, informacji i nadziei. Prosimy, wesprzyj nawet niewielką kwotą arabską edycję naszego portalu.