Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail
Aleteia

Racja czy relacja? Jako mąż zbyt często wybieram to pierwsze

KŁÓTNIA
Shutterstock
Udostępnij
Komentuj

Pozornie wybór wydaje się oczywisty. Biorę relację! Jednak w prozie życia zbyt często próbuję wyszarpać to pierwsze, myśląc naiwnie, że to drugie jakoś się zachowa… A mówią, że to kobiety mają pokręconą logikę.

Mężczyzna musi udowodnić swoją rację?

Nam, facetom, zdarza się myśleć naiwnie i w stylu „jakoś to będzie”. Pewien problem kryje się w tym, że wielu z nas, Panowie, po przeczytaniu poprzedniego zdania pomyślało: „chyba Tobie…” lub coś podobnego. Lubimy żyć w iluzji swojej wszechwiedzy i wszechmocy, która np. w małżeństwie pozwala pielęgnować wzajemną relację, ale z zastrzeżeniem, że moje musi być zawsze na wierzchu.

Po co nam to? Czy jeśli nie udowodnię swojej racji, nie uargumentuję jej tak, że druga strona będzie całkowicie zaszachowana, to stracę godność? Czy nawet jeżeli moja żona będzie miała poczucie „wygranej” dyskusji, spadnie moja wartość jako faceta? Nie. Nie spadnie, a jestem przekonany, że w oczach Boga zdecydowanie wzrośnie, bo umiem schować dumę w kieszeń i odpuścić. Umiem spojrzeć na moją małżeńską relację niejako z góry i ocenić, czy gra jest warta świeczki.

A świeczką nie jest wygrywanie dyskusji, tylko odpowiedzialność za to, byśmy oboje zapukali pewnego dnia do bramy z napisem „niebo” i byśmy po otwarciu usłyszeli: „Byłem głodny, a daliście mi jeść…”.

Przygotowując się powoli do Zesłania Ducha Świętego, warto powiedzieć wprost – to jest jeden z Jego darów – dar umiejętności, który pozwala stanąć z boku i właściwie ocenić rzeczywistość – niejako z lotu ptaka.

 

Potwierdzić swoją męskość

Jako faceci wiemy na ogół bardzo dobrze, że jeśli wlejemy olej napędowy do silnika benzynowego, to zamiast dalszej podróży czeka nas płukanie układu paliwowego. W kwestiach technicznych łatwo nam rozróżnić, co w danych warunkach zadziała, a co nie. W kwestiach relacji międzyludzkich jest już gorzej. Otóż dochodzenie swojej racji i walka na argumenty w małżeństwie po prostu nie działa. Lejemy nie to paliwo.

Dochodząc na siłę swoich racji, szukamy jako mężczyźni potwierdzenia swojej wartości. Próbujemy sami to potwierdzenie wyrwać, egoistycznie je sobie przywłaszczyć. Nie tędy droga, bo na jej końcu najczęściej jest sala sądowa i kolejna przepychanka – tym razem o winę rozwodu czy majątek. Wiem – to może brzmieć jak olbrzym w zestawieniu ze zwykłymi sprzeczkami, ale jeżeli nie potrafimy ze sobą dialogować, a jedynie walczyć na argumenty, to przestrzeganie o rozwodzie nie jest już dmuchaniem na zimne, ale na delikatnie letnie.

 

Znajdź swoją tożsamość

Skoro potwierdzenia naszej męskiej wartości nie znajdziemy w logicznym wypunktowywaniu swojej żony w dyskusji, to w takim razie, gdzie go szukać? Zarówno męskość w mężczyźnie, jak i kobiecość w kobiecie potwierdza ojciec. Nie małżonek.

Jeśli twój tata już nie żyje lub wiesz, że w waszej relacji coś takiego jak potwierdzanie męskości to zupełna mrzonka, w imię czwartego przykazania czcij tatę, a potwierdzenia męskości szukaj u Boga, który w swoim Słowie i w swojej Miłości tylko czeka, by Ci powiedzieć, że „jest z tobą, dzielny wojowniku” jak to powiedział w Księdze Sędziów Gedeonowi. Bóg chce mężczyzn na swój obraz takimi nas przecież stworzył. Szukajmy u Niego swojej tożsamości!

Oczywiście, miewamy też swoich ojców duchowych. Swego rodzaju mistrzów w różnych dziedzinach czy spowiedników. Jeśli nasz biologiczny ojciec nie może lub nie potrafi potwierdzić naszej tożsamości, tego typu relacje mogą dużo pomóc.

Męskość potwierdzi we mnie tylko inny mężczyzna. Idealnie, jeśli zrobi to Bóg do spółki z moim tatą, ale warto pamiętać, że ten sam Bóg przewidział też wyjścia awaryjne.

 

Bez walki na argumenty

Facet znający swoją tożsamość, a przez to i wartość, nie potrzebuje małżeńskiego przerzucania się argumentami. Umie wysłuchać, stanąć w prawdzie, przyjąć to, co mówi żona, postawić granicę między jej emocjami i realnym nazwaniem problemu. Nie czuje się atakowany byle pretensją. Nie stawia w centrum siebie i swojej racji.

Po prostu nie walczy z najbliższą sobie na ziemi osobą. Nie po to jest obok niej. Jego wygrana jest gdzie indziej w samej tożsamości kogoś, kogo Bóg zaplanował już bardzo dawno temu i ukochał szaloną miłością, którą nie wypada się nie podzielić.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail