Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Litania do Serca Pana Jezusa, która podbije Twoje serce! Piękna aranżacja

LITANIA DO SERCA JEZUSA
YouTube
Udostępnij

„Wartość muzyki nie leży ani w formie, ani w emocjach, ale jeszcze głębiej. Ona odnosi nas do Boga” - mówi Dominik Dubiel SJ, producent niezwykłej, muzycznej wersji „Litanii do Serca Pana Jezusa”.

Dominik Dubiel to jezuita, kompozytor i pianista. Od 1 czerwca w aplikacji Modlitwa w drodze możemy modlić się wyprodukowaną przez niego, muzyczną wersją „Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa”, która podbija serca internautów. Szczególnie tych wrażliwych na artystyczne doznania.

Modlitwę bowiem, śpiewaną w jednogłosie przez pięciu mężczyzn, ubogaca fortepianowa improwizacja Kasi Pietrzko – pianistki i kompozytorki, nominowanej do Fryderyka 2018 w jazzowej kategorii Fonograficzny Debiut Roku.

Jola Szymańska: Po co nam Serce Pana Jezusa?

Dominik Dubiel SJ: Serce to symbol całej istoty osoby, jej wnętrza, rdzenia. Litania do Serca Pana Jezusa to spotkanie z najgłębszą istotą Pana Boga. To ciekawe, że właśnie w taki sposób chciał nam objawić, że jest nie tylko Jahwe działającym cuda, wyprowadzającym z Egiptu i mówiącym przez proroków, ale także Człowiekiem, przyjacielem, kimś bardzo bliskim.

„Serce Jezusa dobroci i miłości pełne”, „krwawa ofiaro grzeszników” – każde z tych wezwań to historia o tym, co Pan Jezus wniósł do naszego świata.

 

Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa z improwizacją fortepianową Kasi Pietrzko. Śpiewają: Wiktor Lorens, Mariusz Kramarz, Maciej Wesołowski, Wojciech Morański SJ i Dominik Dubiel SJ.

 

Trafiłeś do jezuitów po wielu latach spędzonych przy fortepianie. Dziś mówisz, że muzyka to część Twojej jezuickiej misji. Ale żeby od razu łączyć śpiew chorałowy, jazzowy fortepian i Litanię do Serca Pana Jezusa? Skąd takie połączenie?

Od Jana Garbarka [słynny saksofonista jazzowy – przyp.red.]! A właściwie z jego płyty z The Hilliard Ensemble „Officium”. Zespół śpiewa tam renesansowe utwory, Garbarek coś dogrywa. Jest czasem z nimi, czasem obok nich. Słuchaliśmy tego kiedyś długo z Maciejem Wesołowskim i planowaliśmy zrobić coś podobnego.

Kilka lat temu udało nam się nawet zagrać w podobnej stylistyce projekt „Psalmy o pokój”, więc kiedy chłopaki z Modlitwy w drodze zapytali, czy przygotuję dla nich Litanię do Serca Pana Jezusa, pomysł wrócił.

 

Litania do Serca Pana Jezusa: projekt jezuitów

Ten projekt jest inny niż Twoje wcześniejsze produkcje dla Modlitwy w drodze. Nagrywałeś Litanię Loretańską, Anioł Pański, Apel Jasnogórski, ale one mają lżejszą formę, trochę etniczny klimat. Tu jest jazz.

Nie chciałem robić kolejnej rzeczy w tym samym kluczu. Zgadałem się z Maćkiem, myśląc o męskim składzie wokalnym, a on zaproponował, żeby wrócić do naszego starego pomysłu. I nagrać to z Kasią.

Ale Kasia Pietrzko to nie pianistka z przypadku.

Kiedy Maciek rzucił jej nazwisko, bardzo się ucieszyłem. Jest dużo pianistów jazzowych, którzy świetnie grają, ale takich, którzy mają swój język muzyczny, jest garstka. Uważam, że Kasia do nich należy.

Pewnie dlatego już w wieku 24 lat gra koncerty z Tomaszem Stańko.

Nie tylko z nim. Właśnie dlatego, że ma swój styl, zapraszają ją tacy artyści jak Michał Urbaniak czy Bronek Suchanek. Kasia gra inaczej niż pozostali polscy pianiści. Bardzo kolorystycznie, z dużą wyobraźnią, jeżeli chodzi o fakturę.

Miała całkowitą swobodę w improwizacji?

Na początku spotkaliśmy się na próbie i testowaliśmy różne warianty – czy ma to być typowy akompaniament, czy coś zupełnie dookoła melodii. Ostateczną decyzję można usłyszeć w nagraniu. Kasia komentuje dźwiękami fortepianu treści, które śpiewamy.

 

 

Jak modlić się muzyką po ignacjańsku?

116 udostępnień to całkiem niezły feedback. Myślisz, że Wasze nagranie może być ważne, choćby artystycznie, dla osób, którym daleko do modlitwy Litanią?

Część muzyków, których nie kojarzę z kościelnymi klimatami, dawało znać w komentarzach, że im się podoba. Szczerze mówiąc, to było jedno z założeń tego projektu.

Z jednej strony, owszem, tworzymy nośnik, który poda ludziom treść Litanii. Z drugiej strony, tworzymy dzieło, które samo w sobie jest estetycznie satysfakcjonujące. Tak, żeby również ktoś, komu same wezwania Litanii od strony teologicznej i duchowej nic nie mówią, także doświadczył czegoś głębszego.

Czyli trochę po jezuicku?

No niestety, jezuici już tak mają – staramy się „wejść cudzymi drzwiami, wyjść swoimi” (śmiech). 

Tobie łatwiej modli się muzyką niż samymi słowami?

U mnie bywało różnie. Pierwszy raz zetknąłem się z wyrażeniem „modlitwa muzyką” podczas modlitw charyzmatycznych. Ale tam pod tą nazwą skrywało się przede wszystkim doznanie emocjonalne, pojawiające się podczas grania i śpiewania piosenek uwielbieniowych. W którymś momencie uświadomiłem sobie, że właściwie to samo doznanie towarzyszy mi, kiedy realizuję jakiś fajny, świecki projekt.

Zacząłem więc patrzeć na modlitwę muzyką w trochę innym kluczu, patrząc bardziej – powiedzmy – przez pryzmat ignacjański.

To znaczy?

Traktując muzykę jako coś, co ofiarowuję Panu Bogu. Przed medytacją ignacjańską zalecana jest taka modlitwa, w której proszę, żeby wszystkie moje zamiary, decyzje i czyny były skierowane ku chwale Pana Boga. Kiedy więc realizuję projekt muzyczny, ofiarowuję go Bogu i w tym się z Nim spotykam.

I to jest właśnie moja modlitwa. Niezależnie od tego, czy odczuwam poruszenie emocjonalne, czy nie. Poruszenia i tak często się zdarzają, i to oczywiście jest super. W końcu gdyby nie miały służyć modlitwie, Pan Bóg by nam ich nie dawał. Ale one nie są najważniejsze.

Zamiast wyciskania z muzyki religijnych emocji, ofiarowywanie jej Bogu – czyli trochę zmiana kierunku?

Trochę tak, chociaż to się uzupełnia. Im bardziej osoby, które zapraszam do projektu są zaangażowane w niego duchowo, tym bardziej wzrasta jakość estetyczna.

A im bardziej utwór jest piękny, tym lepiej dociera do ludzi. Myślę, że wszyscy są już zmęczeni dziadostwem.

Chociaż z drugiej strony jestem daleki od estetyzacji rzeczywistości i twierdzenia, że  trzeba jakoś strasznie walczyć o wyeliminowanie wszelkiego kiczu. 

 

 

To dobrze, że mamy w Kościele kicz

Antonii Libera pisał, że bez kiczu nie ma sztuki, a bez grzechu życia… (śmiech)

No, to już teza na pograniczu ortodoksji (śmiech). Generalnie sądzę, że z kiczem trzeba się pogodzić na zasadzie dopustu Bożego. Tu jest w pewnym sensie podobnie, jak z grzechem. Grzech był, jest i będzie.

Nie stworzymy nigdy sterylnej rzeczywistości bez grzechu. Ale, „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (por. Rz 5,20a). Myślę, że z kiczem jest poniekąd podobnie: skoro już ten kicz mamy, to warto zobaczyć, co on nam może dać.

A co może dać?

Przede wszystkim defetyszyzację. Kicz przypomina, że Pan Bóg to zawsze coś więcej niż klimat estetycznie nienagannej wspólnoty z piękną muzyką i kościoła ze wspaniałymi dziełami sztuki.

Kicz może uchronić nas przed modleniem się do własnych doznań estetycznych, na co narażone są osoby, które – skądinąd słusznie – szukając w Kościele piękna, nieco się w tym zapętlą. 

Sztukę można przeżywać duchowo?

Ja w ogóle jestem przekonany, że prawdziwa sztuka zawsze w jakiś sposób uobecnia Pana Boga. Choćby przez to, że uobecnia piękno, które jest jakimś Jego atrybutem. Dużo zastanawiałem się nad tym w kontekście muzyki. Co nam ona daje? Z jednej strony jest poziom intelektualny, na którym cieszy nas forma, porządek, klarowność konstrukcji. 

I przeplatające się choćby w fugach tematy muzyczne.

Jasne, jeżeli zdajemy sobie z nich sprawę i potrafimy je śledzić, nasze doświadczenie jest dużo bogatsze. Ale to przecież nie wszystko. Wiele ludzi nie ma pojęcia, na czym polega fuga, a jednak fuga Bacha ich wzrusza. Jest więc jakiś poziom emocjonalny muzyki. Ale z drugiej strony, czy muzyka to tylko emocje? No, nie. I tu pojawia się milion teorii estetycznych.

Albo takich, które pytają, czy sztuka w ogóle ma być estetyczna.

Oczywiście, ale czujemy, że muzyka to coś więcej. Jestem przekonany, że wartość sztuki nie leży ani w walorze formalnym, ani emocjonalnym, ale jeszcze głębiej. Wierzę, że prawdziwa sztuka po prostu odnosi nas do Pana Boga.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail