Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jak skutecznie wymagać od dziecka? Porady od prowadzących szkolenia dla małżeństw

DZIEWCZYNKA SIĘ UCZY
Shutterstock
Udostępnij

„Podstawą jest budowanie więzi z dzieckiem. Jakiekolwiek wymagania pozbawione więzi mijają się z celem” - z Magdaleną i Wiesławem Grabowskimi, autorami szkoleń i wykładów dla małżeństw i narzeczonych, rozmawia Jola Szymańska.

Jola Szymańska: Jakiego rodzicielstwa uczy Biblia? 

Magdalena Grabowska*: Takiego, które uwzględnia specyfikę ludzkiej natury. Dlatego w naszych spotkaniach z rodzicami staramy się zacząć od tego, kim jest i skąd pochodzi człowiek. Wierzymy, że stworzył nas Bóg i że On najlepiej zna zasady działania ludzkiej natury. Od Niego więc chcemy dowiadywać się, jak postępować z dzieckiem.

Dlatego pytamy o Ojcostwo Boga. Boga bardzo bliskiego, który daje się poznać, chce być poznany, kocha swoje dzieci wielką miłością agape. Ale który jest też Bogiem konsekwentnym i wymagającym.

Wiesław Grabowski*: Nie jesteśmy zwolennikami tylko tej twardej strony, ale dziś niemal całkowicie się ją neguje. Biblia mówi, że człowiek jest stworzony na podobieństwo Boga, jest obdarzony Jego chwałą, ale też został zepsuty przez grzech pierworodny. Pytanie, jak to naprawić.

Taka perspektywa wydaje się dobra, ale uchyla drzwi nadużyciom. Wielu rodziców w imię dyscypliny zabija poczucie wartości i inność swoich dzieci.

MG: Kładziemy wielki nacisk na bliskość, ogrom miłości. Twardsza strona wychowania choć powinna istnieć, nie może nigdy oznaczać wrogości wobec dziecka.

Pismo Święte mówi, że rodzice nie mogą być przykrymi dla swoich dzieci, żeby nie łamać ich ducha [Ojcowie, nie rozdrażniajcie waszych dzieci, aby nie traciły ducha – Kol 3,21, przyp.red.]. Wszystko musi odbywać się w postawie szacunku, poszanowania godności dziecka.

 

Trzy kategorie zachowań

Jak wymagać, szanując dziecko i jego godność?

MG: Wiele zależy od temperamentu konkretnego dziecka. Kiedy mówimy o naturze ludzkiej, mamy bowiem do czynienia z trzema kategoriami. Pierwsza z nich, to cechy wynikające z niedojrzałości. Na przykład, kiedy dziecko pyta głośno: „Dlaczego ta pani jest taka gruba?” albo „Babciu kiedy umrzesz, bo już jesteś taka stara?”. Taką nieopanowaną szczerość czy naiwność trzeba doprowadzać do dojrzałości.

Druga kategoria to cechy wynikające z ludzkiej natury. Zmaga się z nimi każdy z nas, niezależnie od wieku. To zachowania egoistyczne, hedonistyczne, uleganie zachciankom, którym stawiamy czoła przez całe życie.

A trzecia?

MG: To cechy wynikające z niepowtarzalności danego człowieka – z jego temperamentu, konstrukcji psychicznej, z uzdolnień. To zachowania związane z jego osobowością.

WG: Dlatego przydatne jest rozpoznanie temperamentu i typu osobowości dziecka. Dzięki temu wiem, czy mam do czynienia z niedojrzałością, naturą ludzką czy niepowtarzalnością. Wiem też, jak motywować dziecko, jak je zachęcać, a w jaki sposób powstrzymywać. Jak wymagać, a jak okazać szacunek i miłość.

Żeby je rozpoznać, obie strony – rodzice i dzieci – muszą stać się w jakiś sposób partnerami?

MG: Muszą budować więź. Pracując z dziećmi nie możemy być ich partnerami. Jesteśmy przewodnikami, autorytetami, nadajemy kierunek i dopiero, kiedy dziecko staje się dorosłym człowiekiem, stajemy się jego partnerem. Pokazujemy rodzicom sześcioletnie etapy, przez które przechodzimy razem z dziećmi w ich rozwoju i każda z tych faz ma swoje wyzwania. W zależności od etapu jesteśmy w innej relacji z dzieckiem.

WG: Oczywiście, każde dziecko wymaga szacunku. Ale partnerstwo to cel, nie początek.

MG: Św. Jan w swoim pierwszym Liście pokazuje, że w relacji z Bogiem także jest się dzieckiem, potem młodzieńcem, a w końcu człowiekiem dojrzałym. Bóg ma cele, do których nas prowadzi i metody, które stosuje. Metody troski, opiekuńczości, czułości. Dba o nas, ale też wymaga, karci, dyscyplinuje.

Znowu! 

WG: (uśmiech) Kiedy Izraelici weszli do Ziemi Obiecanej po przejściu przez Jordan, stanęli między dwoma górami Gerazim i Ebal.  Z jednej strony wygłaszali zachęty, z drugiej „zniechęty”. Czyli to, co spotka ich, jeśli nie będą Bogu posłuszni. A my chcielibyśmy wychowywać ludzi, stosując tylko zachęty, rzeczy miłe i grzeczne…

MG: To ważne, żeby uczyć dzieci zasady przyczyny i skutku. Jako ludzie dorośli nieustannie funkcjonujemy w taki sposób. Jeżeli nie zapłacisz rachunków, zapłacisz procenty albo wyłączą ci prąd, jeśli zaparkujesz w niewłaściwym miejscu, zapłacisz mandat – to trudne konsekwencje, które warto uświadamiać dzieciom. Tylko wtedy będą odpowiedzialne i przygotowane do dorosłego życia.

 

Autorytet kontra autorytaryzm

Czym w takim razie różni się dobre i mądre budowanie autorytetu od egoistycznego autorytaryzmu, kontroli nad jego zachowaniem, oczekiwaniami?

WG: Podstawą jest budowanie więzi z dzieckiem. Jakiekolwiek wymagania pozbawione więzi mijają się z celem. Ciągle trzeba mieć ją na uwadze.

Czyli musimy mieć czas.

MG: Uczymy rodziców, że są dwa rodzaje czasu. Jest czas poświęcony dziecku, ale też czas „towarzyszenia” – taki, w którym dziecko nam towarzyszy podczas pracy w kuchni, ogrodzie czy na zakupach. Mówi się, że jakość czasu w weekend zastąpi brak czasu w tygodniu. To niezupełnie nieprawda. Dziecko cały czas musi mieć kontakt z rodzicami. To dziś niełatwe, ale konieczne.

Zbudowanie więzi nie jest więc możliwe bez wspólnego czasu, ale też bez zaufania, otwartości, szczerości, nieustannej komunikacji, okazywania miłości różnymi jej językami. To atmosfera, w jakiej wychowuje się dziecko jest kluczem. Bez niej nawet najlepsza teoria wychowania nie spełni swojej roli.

Atmosfera miłości? 

MG: Tak, miłości między małżonkami i miłości do dziecka. Dziecko, które wzrasta w miłości między tatą i mamą, nasiąka nią. Nie potrzeba wtedy wielkich teorii. Dlatego tak ważne jest stworzenie rodziny, w której będzie się czuło bezpiecznie. W której będzie chciało być.

 

Mama i tata – zadania rodziców

Jakie jeszcze zadania daje rodzicom Biblia?

WG: Mówimy, że celem wychowania jest przeprowadzenie dziecka od dziecięctwa do dorosłości tak, żeby stało się człowiekiem odpowiedzialnym. Odkrycie jego naturalnych talentów, możliwości, pomoc w rozwinięciu ich i nauczeniu się życia tak, żeby były miłe ludziom i Bogu.

MG: W tym procesie matka to lider emocjonalny. Wprowadza dziecko w świat uczuć, relacji. Ojciec jest przewodnikiem po świecie. Są komplementarni, nie są zamienni.

Czy to nie sztywny podział? W każdej rodzinie role wyglądają inaczej.

MG: I tak, i nie. Oczywiście, wiele zależy od osobowości każdego z rodziców. Właśnie dlatego potrzebują siebie, uzupełniają siebie. Czasem mama jest twardsza, tata bardziej uczuciowy. Ale zasadnicza linia jest ta sama. Lubię mówić, że matka jest jak powietrze – jest niezbędna do życia, ale zwykle niezauważalna. Ona po prostu jest. Natomiast ojciec, nawet jeśli prezentuje tę miękką stronę, jest kimś szczególnym. To zupełnie co innego, kiedy matka idzie na wywiadówkę, a kiedy idzie ojciec. Kiedy na jasełka czy na mecz idzie matka, a kiedy ojciec.

Ojciec jest tym, na którego dzieci będą patrzyły, żeby uzyskać poczucie wartości, przynależności, kierunku życiowego.

 

Jak przekazać dziecku wiarę?

Wychowanie „po katolicku” to kolejny cel? 

WG: Celem wychowania jest to, żeby dziecko mogło żyć w przyjaźni z Bogiem. Oczywiście, pobożni rodzice są w tym pomocni, ale nie są gwarancją wiary dziecka. Każde dziecko, każdy człowiek musi sam zdecydować, czy tego chce.

MG: Jako rodzice możemy doprowadzić dziecko do momentu, w którym samo będzie mogło wybrać Jezusa. To jeden z największych przywilejów rodzica. Dlatego tak ważne jest nasze życie z Bogiem, żywa relacja, którą widzi dziecko, czytanie Pisma Świętego, zaangażowanie we wspólnotę. Możemy też założyć dziecku zeszyt, w którym zapiszemy jego prośby do Boga.

W którym momencie zacząć takie rozmowy?

MG: Z naszej praktyki wynika, że dzieci wcale nie trzeba informować o istnieniu Boga. One mają świadomość Jego istnienia.  Możemy pomagać dziecku poznawać Go i kształtować Jego obraz. Czasem niestety go deformujemy. Dlatego warto czytać dzieciom Biblię. Nie tylko przed snem. Przy tej okazji wywiązuje się wiele ciekawych pytań i odpowiedzi.

To, że Jezus za nas umarł, że możemy świadomie przyjąć go jako Pana i Zbawiciela, że jest drogą, prawdą i życiem – możemy powiedzieć bardzo wcześnie. Dzieci to rozumieją. Nie musimy stosować dziecięcego języka.

WG: Nie używamy słowa „Bozia”! (uśmiech)

MG: Mamy wychować człowieka dojrzałego. Jeżeli cokolwiek infantylizujemy, w końcu będziemy musieli wyprowadzić dziecko z infantylizmu. A po co? Infantylizm w żadnej dziedzinie nie pomaga wzrastać. To niepotrzebne.

 

*Magdalena i Wiesław Grabowscy – twórcy inicjatywy Służba Rodzinie (sluzbarodzinie.pl), realizującej konferencje małżeńskie, wczasy z Biblią oraz dyskusyjne grupy dla chrześcijańskich małżeństw. Absolwenci Studium Życia Rodzinnego, doradcy małżeńscy, autorzy książek i podręczników. Małżonkowie od 1979 roku. Rodzice trzech dorosłych synów. Mieszkają w Warszawie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail