Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Na co zwrócić uwagę, kiedy ktoś chce cię uczyć wiary?

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

Zanim ślepo uwierzysz w każdą religijną sugestię ludzi, którzy „wiedzą lepiej” co mówi do ciebie Bóg, weź głęboki oddech. I zastanów się.

W jednym z ostatnich filmów o. Szustak tłumaczył, czym różni się dewot od osoby wierzącej. Mówił, że dewot realizuje w życiu głównie trzy pierwsze przykazania Dekalogu, które odnoszą się do Boga. Osoba wierząca skupia się także na pozostałych siedmiu, które mówią o relacjach z innymi ludźmi.

Bo łatwiej święcić dzień święty, niż nie pożądać życia bliźniego. I łatwiej nie wzywać imienia Bożego nadaremno, niż nie zabić czyjegoś dobrego nastroju.

 

Po make upie ich poznacie

Wychodząc od myśli Ojca Adama, pomyślałam o dwóch rzeczach. Po pierwsze, realnie patrząc – w każdym z nas drzemie mały dewot. Dobrze mieć to na uwadze, bo łatwo widzieć problem u wszystkich wokół, a przegapić go u siebie.

Po drugie, mocno zazębia mi się to „gadanko” z pytaniami o to, jak szukać sensownych, duchowych autorytetów. Bo mam wrażenie, że znajdziemy w sieci masę porad, jak autorytetem się stać i jak samemu sobie duchowo zaimponować. Rzadko kiedy mówi się o rozsądnym krytycyzmie i wierze we własną (nawet, jeśli nie omodloną) intuicję.

Ponieważ sama długo byłam podatna na cudze nauczania i sugestie, porwałam się na to szaleństwo. Spisałam rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, kiedy ktoś doradza nam w kwestiach duchowych. I nie myślę tu tylko o księżach. Myślę o wszystkich osobach, które religijnie nam imponują.

A nie oszukujmy się, Kościół jest trochę jak Instagram. To, że ktoś ma więcej followersów, niekoniecznie znaczy, że jest najpiękniejszy. Całkiem możliwe, że ma po prostu lepszy make up.

 

1. Czy w ogóle go interesujesz?

Boga można starać się poznać z różnych źródeł, do końca jednak nie poznamy Go, dopóki nie umrzemy. Ludzie są na tej drodze sporą wskazówką, ale wskazówką czasem mylną. Moją pierwszą zasadą, kiedy zastanawiam się, czy zaufać czyimś religijnym słowom, jest jego zachowanie wobec innych.

I odpowiedź na jedno, podstawowe pytanie: czy on w ogóle jest zainteresowany innymi ludźmi, czy tylko sprawia takie wrażenie?

Mam tu na myśli szczere, autentyczne zainteresowanie. Troskę, z której wynika konkretne działanie. Chęć rozmowy. Zdolność do wysłuchania. Nie ufam ludziom, którzy działają jak duchowy McDonalds, sprzedając hamburgery z modlitwami niespodziankami. Nie ufam ludziom, którzy zbyt mocno ufają swoim przeczuciom i ocenom (które ochoczo interpretują jako głos Boga). Nie ufam ludziom, którzy chcą radzić komuś (a nie daj Boże: nawracać), kogo nie chce im się nawet zaprosić na kawę.

 

2. Dobra szczerość

Po drugie, warto zwrócić uwagę, czy osoba, z której chcemy brać przykład, jest wobec nas uczciwa i szczera. Nie po to, żeby bezlitośnie wypunktować nasze błędy, ale po to, żeby zaakceptować nas takimi, jacy jesteśmy. I przyznać się do własnych porażek.

Jestem głęboko przekonana, że zbyt często mówi się „o Bogu”, a zbyt rzadko widzi się drugiego człowieka. Dużo wygodniej jest zaśpiewać „Barkę” pod Dworcem Centralnym i radzić wszystkim wokół diametralnie zmienić swoje życie (najlepiej od razu, w tym momencie!), niż poznać cudzą perspektywę. Szczególnie, jeśli nie pasuje ona do uznanego dotąd wzoru.

 

3. Zdrowe wymagania

Wiele wierzących osób podejmuje różne, zaawansowane praktyki – chodzą na pielgrzymki, odmawiają różaniec, angażują się mocno we wspólnotę. I to samo w sobie jest super. Czerwona lampka zapala mi się jednak, kiedy ktoś dosłownie lub niedosłownie sugeruje, że jego pomysł na religijność jest jedynym właściwym. I że może kiedyś do niego „dorosnę”.

Przypomina mi się pielgrzymka, w której dosyć lekkomyślnie wzięłam udział w czasach liceum. W drugiej dobie wiedziałam jedno: może i dałabym radę, ale po prostu nie chcę iść dalej. Czekałam więc razem z dwoma starszymi paniami na komunikację powrotną. Jedna z nich opowiedziała mi o kobiecie, która mimo „sandałów pełnych krwi” dotarła o własnych siłach na Jasną Górę. Po czym z uśmiechem stwierdziła: „Tam trzeba dojść. Zobaczysz, ty też tu kiedyś wrócisz”.

Nie wróciłam.

Ten przykład zawsze mnie bawi (to czarny humor), ale jest trochę smutny. Czasem mam wrażenie, że wiele osób wierzących tak mocno wierzy w swój zestaw religijnych praktyk i uzasadnień, że zapominają, jak różnie można iść do Boga.

Warto próbować różnych rzeczy, modlitw, nabożeństw. Ale warto też dać sobie szansę na inną, niż postulowana przez kolegę (lub zmęczoną, starszą panią), drogę. Nie dajmy sobie tej wolności odbierać.

 

4. Uważaj na bohaterów

Na koniec moja mała obserwacja ze szlaku niezdrowych, katolickich relacji. Kiedy jest ci źle i chodzisz smutny, wokół ciebie mogą znaleźć się osoby, które chcą być bohaterami. Pomogą ci, będą się za ciebie modlić, zaproszą na kolację, ale wasza relacja będzie nierówna. Będziesz czuł się zobowiązany, mniej wartościowy, narzucający się, mimo że inicjatywa pochodzi z drugiej strony.

Otóż, istnieją osoby, które uwielbiają ratować innych, bo dzięki temu czują się lepsze. Będą starały się pomóc, ale nigdy nie zwierzą ci się z własnych, realnych trudności. Zaproszą cię do siebie, a gdy wyjdziesz, uznają się za męczennika i oddadzą swoje „cierpienie” w zbożnej, modlitewnej intencji. Niby poświęcenie, ale tak bardzo egoistyczne i krótkowzroczne, że głowa mała.

To toksyczna, manipulująca emocjami relacja. Nie warto mylić jej z hojnością, bo z hojnością wbrew pozorom niewiele ma wspólnego.

 

Logiczne chrześcijaństwo i inne cuda

Nie chcę was zniechęcić do inspirowania się ludźmi wokół. W końcu od kogo mamy uczyć się wiary, jeżeli nie od innych wierzących? Ale nie patrzmy ślepo w autorytety, nawet najbardziej pobożne. Bądźmy krytyczni. Pamiętajmy, że każdy z nas jest równy. I każdy zasługuje na uczciwe, dobre, budujące relacje. To z nich warto uczyć się chrześcijaństwa.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail