Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Uczciwie o wierze? 2 księży, których warto zasubskrybować

JOLA SZYMAŃSKA
YouTube | fot. Anna Nycz | YouTube
Udostępnij

Uczciwie i rzetelnie o Kościele, człowieku i społeczeństwie? Otóż, tak. Jest to możliwe.

Czymś, co przyciąga mnie do Boga i zatrzymuje w Kościele jest uczciwość. Rozumiem uczciwość jako podjęcie decyzji o opisywaniu rzeczywistości takiej, jaka ona jest. Bez idealizowania. Bez autosugestii. Bez najmniejszej manipulacji. Bez lęku. Z odniesieniem do nauki i faktów.

Jak się domyślacie, takie katolickie treści niełatwo znaleźć w sieci.

Zazwyczaj, kiedy trafiam na YouTube na katolickie filmiki, ktoś stara się mnie w nich do czegoś przekonać. Tłumaczy, dlaczego coś powinnam. Co będzie dla mnie najlepsze. Jeżeli występuje w nich kobieta, mówi o modzie lub dzieciach. Jeżeli mężczyzna – o czymś poważniejszym. Wbrew założeniom, do niczego mnie to nie przekonuje. Do niczego nie przyciąga.

Drugi typ to filmy o czyimś emocjonalnym doświadczeniu. Szanuję je, ale widzę w nich szereg uproszczeń. Nie przekonują mnie jednoznaczne historie. Nie interesuje mnie życie oderwane od realnych, społecznych, gospodarczych i politycznych problemów. Nie szukam ideologii zasłaniającej fakty, szukam rzeczywistości, którą dał nam Bóg.

 

Gęsia skórka a głębszy sens

I chociaż wiem, że moje podejście jest wartościowe, dla ludzi wokół bywa rozczarowaniem. Niektórzy wolą słyszeć, że jako katoliczka jestem w pełni szczęśliwa. Że niczego więcej nie potrzebuję. Że przyjmowanie komunii unosi mnie nad ziemią. Gdybym jeszcze do tego doświadczała objawień, mogłabym być prawdziwą catholic superstar.

Niestety (?), nie mam objawień, uzależnień, z których mogłabym być uwolniona, ani nawet gęsiej skórki, kiedy się modlę. Mam za to ogromną potrzebę rozsądkowego zrozumienia nauczania Kościoła i odklejenia go od emocjonalno-manipulujących naleciałości. Wierzę, że bez nich zyskują one prawdziwy, głęboki, katolicki sens.

 

Rozumiem, jeżeli chcecie odejść

Uczciwość po pierwsze przejawia się dla mnie w podejściu do drugiego człowieka, w wyrozumiałości i szacunku do czyichś uczuć. Mam wrażenie, że dużo częściej mówi się jednak o „obronie” Kościoła lub kojarzonych z nim zasad. I nie do końca to rozumiem.

Rozumiem obronę terroryzowanych lub zagrożonych chrześcijan. Tak samo, jak rozumiem obronę każdego człowieka, który jej potrzebuje. Rozumiem intelektualne (erystyczne) debaty dotyczące logiki nauczania Kościoła. Ale co znaczy: „bronić Kościoła”? Czy nie zbyt często pod tym pojęciem kryje się małe i proste: „bronić siebie”?

Brat Casey Cole, franciszkanin, nie broni na filmie powyżej nikogo – poza ofiarami pedofilii. Nie wiem, czy słyszeliście o ostatnich aferach seksualnych w amerykańskim Kościele (na jaw wyszły sprawy 350 księży ze stanu Pensylwania). Br Casey nie tylko zareagował na nie, ale jasno przyznał też, że rozumie osoby, które chcą z tego powodu odejść z Kościoła. I nie ośmiela się ich osądzać.

Mówi szczerze i otwarcie. Bez tłumaczenia kogokolwiek. Rozumiejąc tych, którzy tracą cierpliwość do błędów systemowych i konsekwentnego ukrywania trudnych faktów w Kościele.

To tak bardzo ludzka, zdrowa reakcja, że aż dziwię się, że jest wyjątkiem. Że w obliczu błędów nie potrafimy po prostu ich przyznać. Bez tłumaczenia. Bez wymówek. Bez „ale”. Powiedzieć: „Kościół zawalił. Jeżeli zechcecie dać mu jeszcze jedną szansę, będziemy z Wami. Jeżeli nie – będzie nam przykro, ale zrozumiemy, że odchodzicie”.

 

Religia kontra nauka?

Z uczciwości wynika także zaznaczanie, że wiara wiąże się z rozsądkiem. Wciąż musimy sobie przypominać, że Kościół nie opiera się na opiniach i dowodach anegdotycznych („znam taki X, więc wszystkie X są takie same”). Co więcej, wielu katolików (w tym: katolickich księży) było i jest naukowcami. Nie tylko w dziedzinie filozofii, teologii czy prawa, ale też fizyki, jak ks. prof. Michał Heller.

Wciąż musimy sobie o tym przypominać, bo wciąż wiele osób odchodzi z Kościoła z przekonaniem, że jest on przeciwny nauce. Osobiście ani trochę się im nie dziwię. Zbyt często słyszałam: „Nie liczą się fakty, liczy się cel”. „Nie liczą się badania, liczy się to, co powiedział ks. X”.

Mówi o tym brat Casey, mówi też na swoim kanale bp Robert Barron, biskup pomocniczy Los Angeles.

Ciekawe jest to, że bp Barron nie tylko jest na YouTube, ale też potrafi korzystać z tego miejsca. Nagrywa Q&A, recenzuje popularne filmy – w jednej z recenzji powołuje się na Homera Simpsona, mówiąc o „homerosimpsonizacji” męskości, żeby chwilę później przywołać jedną z koncepcji Nietschego, którego filozofię szczerze ceni (!).

 

Nie jest śmieszkiem czy katolickim stand-uperem. Mówi barwnie, ale bardzo merytorycznie. Tłumaczy, dlaczego wierzymy w Boga, kim są święci i na czym polega msza święta. Porusza też niektóre aspekty katolickiej nauki społecznej, pojęcie prawa naturalnego czy sprawiedliwości społecznej.

Storzył na swoim kanale małą, katolicką encyklopedię XXI wieku. Aktualną także u nas. Nie działa ona na emocje, za to tłumaczy sens i logikę Kościoła. Nie dzieli świata na dobry i zły, ale zachęca do zrozumienia rządzących nim mechanizmów. Nie mówi, jak powinieneś żyć, ale tłumaczy, jakie wartości kryją się za różnymi elementami życia z Bogiem.

 

Kilka razy łatwiej

Dlaczego to takie ważne, że rozsądni, uczciwi księża są także w internecie? Dzięki nim raźniej jest rozmawiać o Bogu szczerze i normalnie. Łatwiej jest dotrzeć do prawdy o nauczaniu Kościoła. Łatwiej też zrozumieć, że Kościół to nie Kościół „polski”, „francuski” czy „amerykański”, ale jeden, katolicki Kościół. W końcu – łatwiej ośmielić się samemu być szczerym i autentycznym. Szczególnie w zinstagramowanym świecie, w którym super-katolik powinien się uśmiechać i nie zauważać tego, co trudne.

Obyśmy byli coraz bardziej odważni. I odkryli nasz własny, głębszy, katolicki sens.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail