Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Alberobello – włoskie miasteczko, w którym zatrzymał się czas

ALBEROBELLO, WŁOCHY
fot. Andrea Wardal
Udostępnij

Gorące, słoneczne lipcowe popołudnie. Wszyscy lekko zmęczeni wysiadamy z autokaru. Żar leje się z nieba, uff jak przyjemnie było z klimatyzacją... Chwila zwątpienia: „Czy warto było jechać tak długo?”. Idziemy wąską uliczką i nagle... tak!

Mija zmęczenie i wszystkie wątpliwości. A jednak opłacało się nadłożyć drogi! Widok jest zachwycający! Z małego placyku możemy podziwiać bajkowe miasto. Jak okiem sięgnąć widać małe, białe, okrągłe domki (trulli). Wszystkie mają spiczaste dachy jak czapeczki krasnoludków. Pierwsze skojarzenie – miejsce jak z bajki, nie zdziwiłabym się, gdyby z jednego z nich wybiegł nagle skrzat. Cóż to za magiczne miejsce?

 

Alberobello

Alberobello, położone w Apulii na południu Włoch, malutkie miasteczko zamieszkałe przez około jedenaście tysięcy osób. Jest tak urokliwe, że każdego roku odwiedza je milion turystów(!), ale wszystko odbywa się spokojnie, nie ma tłumów i kolejek, jest sielankowo… to taka mała Arkadia.

Trulli zostały zbudowane z łupków wapiennych. Na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nietrwałe, ale nic bardziej mylnego. Te nieduże, osobliwe obiekty przetrwały setki lat. Sposób ich konstrukcji został „wynaleziony”, aby uniknąć płacenia dotkliwych podatków. Swego czasu na mieszkańców Apulii nałożono opłaty za budowę każdego solidnego domu. Jednak krasnoludki kochają psikusy, a dachy domów budowane bez zaprawy było bardzo łatwo zdemontować, aby udowodnić tymczasowość i kruchość budowli. Mały pstryczek w nos poborcy podatkowego od przebiegłych chochlików. Ale żarty żartami, a cóż takiego niezwykłego jest jeszcze w trulli?

 

Trulli – domki z łupków wapiennych

W zimie ciepło, a w lato przyjemny chłód. Dzięki kamiennej konstrukcji urokliwe domeczki, najczęściej jednoizbowe, zapewniają komfort termiczny mieszkańcom, czyż to nie jest wspaniałe? Pozornie coś nietrwałego i prowizorycznego okazuje się genialne i piękne. Tak! Mieszkańcy Alberobello zabiegają, aby ten magiczny zakątek był jednym z najcudowniejszych miejsc na Ziemi. Trulli są bielone i starannie konserwowane. Gospodarze miasta dbają, aby narodowe dziedzictwo prezentowało się znakomicie, nikt nie może oprzeć się jego urokowi. Nic więc dziwnego, że trulli zostały wpisane na listę UNESCO. Teraz są chronione jak drogocenne skarby, ukryte przez skrzaty w górach.

Każda, nawet najmniejsza ingerencja w wygląd zabytków musi spełniać rygorystyczne wymogi. Wszyscy dokładają starań, aby domki zachowały niezmienne piękno dla kolejnych pokoleń i spragnionych doznań artystycznych turystów. Każdy chce na własne oczy zobaczyć ten malowniczy zakątek Apulii i zrobić zdjęcie, które pozwoli zachować wspomnienia na długie lata i cieszyć się nimi po powrocie do domu. Do Alberobello przybywają osoby „zakręcone” na punkcie niecodziennych miejsc, o bogatej historii, czy chcących rozwikłać zagadki tajemniczych znaków i zdobień na stożkowych dachach.

Może malowano je, żeby zapewnić szczęście rodzinie albo odgonić złe duchy? Nad zakodowanym znaczeniem symboliki łamią sobie głowy zarówno zwiedzający, jak i historycy. Część znaków ma jednak charakter religijny. Możemy zobaczyć krzyż na piedestale, monstrancję, połączony krzyż i drzewo, gołębia przedstawiającego Ducha Świętego, półksiężyc. Są też serca przebite strzałami. Nie wszystkie symbole zostały namalowane w tym samym czasie. Najmłodsze liczą sobie nie więcej niż pół wieku, zostały dodane po naprawie dachów.

Mnie w Alberobello zachwycił kościół pod wezwaniem św. Antoniego Padewskiego, zbudowany w 1927 roku. Świątynia kształtem nawiązuje do trullo i jest unikatowa na skalę światową. Tego słonecznego, lipcowego popołudnia miałam szczęście obserwować, jak wygląda włoski ślub. Państwo młodzi podążali do małego, nastrojowego kościoła Sant’Antonio di Padova w towarzystwie roześmianej rodziny i znajomych. I wiecie co? Był to najcudowniejszy widok, jaki można sobie wymarzyć, a do tego w tak malowniczym zakątku Italii! A ja zapragnęłam tu wrócić, aby jeszcze raz móc nacieszyć się tym bajkowym miasteczkiem. Do zobaczenia! Ci vediamo!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail