Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Jest już „Kolejny apel do duchownych panów”. O czym pisze siostra Borkowska?

JOLA SZYMAŃSKA
fot. Anna Nycz
Udostępnij

„Wolność, którą daje Duch Boży to przede wszystkim wolność od złudzeń i wszelkich innych pułapek, które na siebie zastawiamy sami” - pisze w kontynuacji swojego apelu do duchownych panów s. Małgorzata Borkowska OSB.

Kilka dni temu wpadły mi w ręce dwie drobne książeczki. Jedna z nich od dawna chodziła mi po głowie, druga dopiero co się ukazała. Autorką obu jest s. Małgorzata Borkowska OSB, benedyktynka. „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów” i „Ryk Oślicy. Kolejny apel do duchownych panów”, bo o nich mowa, to świadectwo dojrzałej, głębokiej i świadomej wiary. Wiary, w której nie ma lęku.

Wiedziałam od dawna, że „Oślicę” przeczytać trzeba. Nie wiedziałam, że można przeczytać ją ciągiem przy jednej kawie. Nie wiedziałam też, że na 102 stronach (i 92 stronach kontynuacji) można zmieścić tak wiele. I tak bardzo klarownie. Bo nie jest to tylko „krytyka księży”. To krytyka spłycania rzeczywistości duchowej, przetwarzania i rozpowszechniania treści niesłusznie utożsamianych z nauczaniem Kościoła. Wreszcie – krytyka wygodnictwa i… feudalności, która, jak się okazuje, z wielu plebanii jeszcze nie zniknęła.

 

Rozumu nic nam nie zastąpi

Siostra krytykuje tematy kazań (szatan i płeć to motywy, które pojawiają się według niej zdecydowanie zbyt często, głośno przestrzega przed zainteresowaniem kleryków demonologią, a o polityce i graniu aborcją w ogóle nie chce już słyszeć). Krytykuje tendencje do większej ufności prywatnym objawieniom mistyków niż nauczaniu Kościoła i samej Ewangeli. Mocno podkreśla też błąd, jakim jest podważanie wartości ludzkiego rozumu na drodze wiary.

Człowiek, który myślenia używa po to, żeby myślenie potępić, jest jak ktoś, kto na komputerze pisze, że komputery należy wyrzucić – pisze s. Borkowska, a czytelnikowi pozostaje westchnąć z wdzięczności.

Tłumaczy cierpliwie, że rozum to narzędzie poznania rzeczywistości i Boga, a nie żadne „niebezpieczne” źródło wiedzy. Że nie tylko możemy, ale powinniśmy go używać („bez logicznego myślenia nawet głupie zdanie sformułować trudno, cóż dopiero mądre”). Że nie pojmuje, na jakiej zasadzie (poza błędnym, oświeceniowym założeniem) jest demonizowany przez tak wielu kapłanów.

I że przeciwstawienie rozumu wierze prowadzi tylko do kolejnych wypaczeń i nadużyć, a te rzeczywiście najlepiej przykryć „potępianiem rozumu”. Bo kiedy odbiorcy nie wolno myśleć, pozostaje mu przyjąć wszystko bezkrytycznie. To może wygodna i popularna, ale destrukcyjna i uderzająca w ludzką godność „logika”.

 

Co czuje wierzący człowiek? Nic nie czuje

Choć rozumu według niektórych należy się obawiać, żywe emocje przy modlitwie wciąż są w cenie. Ten paradoks s. Borkowska rozkłada na czynniki pierwsze, opowiadając o młodych księżach, pouczających dojrzałe zakonnice i radzących im powrót do uczuć z początku formacji. Zupełnie bez refleksji i świadomości etapów dojrzewania wiary, które z emocjami często niewiele mają wspólnego.

To także pułapka dla nas, świeckich. No, bo jak wierzyć, jeżeli czuję tylko pustkę? Jak wtedy modlić? Właśnie tutaj ważne jest świadectwo wiary głębszej niż emocje i ciepłe poczucie bezpieczeństwa. Wiary niezależnej, wolnej od nich. Nim właśnie dzieli się z nami s. Borkowska.

 

Wiara bez magii

Obie książeczki mają walor odczarowujący, którego w Kościele wciąż bardzo potrzebujemy. Zamiast „załatwiania” sobie czegoś w niebie odpowiednią ilością odpowiednich modlitw, Siostra radzi skupienie się na rzeczywistości. Tłumaczy, że wolność, którą daje Duch Boży to nie uniesienia ale przede wszystkim wszystkim „wolność od złudzeń i wszelkich innych pułapek, które na siebie zastawiamy sami”.

Krytykuje przy tym modlitwy i nabożeństwa o uwolnienie od przekleństw (jeden z księży tłumaczył siostrom, że taka modlitwa jest konieczna, nawet jeśli babcia powiedziała im w dzieciństwie „Idź do diabła”) czy o uzdrowienie międzypokoleniowe. I nazywa je jasno: wiarą w czary.

 

Czy mówienie o problemach to uderzanie w Kościół?

Na zarzuty o „wyrządzanie szkody Kościołowi”, współsiostry s. Borkowskiej miały się śmiać: „nie wiedziałyśmy, że jesteś aż tak ważna, by móc wyrządzić krzywdę Kościołowi”.

Kościół przetrwał dwa tysiące lat, a zniszczyłaby go szczera i mądra krytyka szkodliwych postaw, pychy czy egoizmu? Kto wie, skąd biorą się podobne lęki. Siostra odpowiada na nie zestawieniem alternatyw: otwartej dyskusji, która prowadzi do zmian lub milczenia, w rytm którego sytuacja tylko się pogarsza. I pyta retorycznie: „Co tutaj bardziej zaszkodzi Kościołowi?”. No, co?

 

A oto i sama s. Małgorzata Borkowska OSB, spokojnie odpowiadająca na pytania i wątpliwości po publikacji „Oślicy Balaama”.

 

W obu książkach nareszcie spotykam Zakonnicę żywą. Z emocjami, z własnym zdaniem, z iskrzącym intelektem i celnym poczuciem humoru. Zakonnicę porywającą konsekwencją, wiedzą i świadomością siebie. Zakonnicę, która ma szansę stać się wzorem dla katoliczek, zmęczonych poprawnością polityczną i cudzymi oczekiwaniami, za to spragnionych… prawdziwego Boga i zdrowego poszukiwania prawdy o Nim.

Właśnie tak. Nie emocyjek, nie ciepełka na modlitwie, nie pokrzepiających historyjek, nie rozmów o bzdetach, nie straszenia szatanem, ale Osoby, o której rzeczywiście naucza Kościół katolicki. Która rzeczywiście jest Centrum. Miejmy nadzieję, że coraz więcej kapłanów da nam szansę właśnie taką Ją poznać.

Jednak niezależnie od kapłanów, mamy jeszcze siostry benedyktynki. Całe szczęście i Bogu dzięki! 🙂

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail