Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Moje przemyślenia po 40 dniach bez Facebooka

40 DNI BEZ FACEBOOKA
Shutterstock
Udostępnij

Kiedy zadawałam moim studentom pracę domową, nie zdawałam sobie sprawy z korzyści, o których w przyszłości mi opowiedzą. Po ich wysłuchaniu, sama zaczęłam odkrywać głębię i działającą na mnie przenikliwość ciszy, która raptownie zawitała do mojego życia i postanowiła się ze mną zaprzyjaźnić.

Bez Facebooka

Kiedy bp Adam Lepa prowadził wykłady z pedagogiki mediów, niejednokrotnie używał pojęcia „mediosfera człowieka”. Oznaczało ono środowisko medialne, w którym człowiek żyje i którym się otacza. W nim z kolei znaleźć można cztery części: ikonosferę – czyli środowisko obrazu, logosferę – czyli środowisko słowa, sonosferę – czyli środowisko dźwięku i w końcu, galenosferę – czyli środowisko ciszy.

Ta ostatnia, choć statystycznie najmniej popularna, stała się punktem moich zainteresowań. Kilka lat później miałam okazję poprowadzić ćwiczenia ze studentami, właśnie z pedagogiki mediów. Chcąc wykazać się kreatywnością oraz twórczym podejściem do pracy, zadałam podopiecznym pracę domową. Polegała ona na odnalezieniu w życiu galenosfery, kontemplacji nad nią oraz opisaniu swoich przeżyć, uwag, kontrowersyjnych myśli.

Ćwiczenie okazało się bardzo skuteczne. Miałam wrażenie, że sto procent grupy podeszło do tego zadania jak do wykonania misji specjalnej, z którą poradzili sobie znakomicie, oczywiście każdy na swój sposób. Osoby wierzące i praktykujące, ciszę znalazły podczas adoracji Najświętszego Sakramentu oraz na mszy świętej. Inni, zazwyczaj pracujący studenci, postanowili oderwać się od chaosu wielkiego miasta i wyjechać poza nie, by spędzić parę chwil na łonie natury, w osamotnieniu.

Kolejni uczniowie, podchodząc do zadania z dziennikarskim zacięciem, szukali momentów ciszy utrwalonych w mediach, jak np. modlitwa św. Jana Pawła II podczas jednej z wizyt w naszym kraju. Rok akademicki dobiegł końca, a ja trzymając prace studentów w ręku wyznaczyłam sobie ambitny cel – wakacje bez Facebooka.

 

Postanowienie i wewnętrzna walka

Żeby nie było za łatwo, napisałam o swoim postanowieniu w grupie dla kobiet, którą prowadzę na Facebooku. Poprosiłam czytelniczki, by ganiły moją internetową aktywność jeśli zobaczą, że nie dałam rady i znów jestem użytkownikiem tego portalu. O to samo poprosiłam również męża oraz rodzinę i dezaktywowałam konto na 40 dni.

Usunęłam je również z telefonu, aby nie korciło mnie przeglądanie zdjęć i wydarzeń z życia znajomych. Czas wolny postanowiłam przeznaczyć na aktywne spędzanie go, rozwój własny oraz zdalną pracę w konkretnych godzinach, z przerwami, bez korzystania z komputera.

Dodatkowo obiecałam sobie nie oglądać telewizji i nie słuchać radia. Totalny detoks od nadmiaru obrazu i dźwięku. Na detoks od logosfery, czyli sfery słowa, sobie nie pozwoliłam. Wręcz przeciwnie! Miałam w końcu chwilę na czytanie książek i nie zawahałam się, by wykorzystać ten czas na maxa! Najtrudniejsze były pierwsze dwa tygodnie. Trudno było mi się zmobilizować do ambitnego planu dnia, który rozpisałam sobie w planerze.

Aby naładować baterie i zacząć dobrze dzień, zaczęłam chodzić na poranną mszę św., ku mojemu zaskoczeniu poznałam w kościele nowego kolegę. Starszego pana, żołnierza Armii Krajowej, który opowiadał fantastyczne historie! Ten człowiek, starszy ode mnie prawie pięć razy (!) miał w sobie tyle energii i pasji życia, że ja również zapragnęłam motywować się jeszcze bardziej i wymagać od siebie więcej!

 

Jeśli nie ja, to kto… ?

Idąc za przesłaniem słów „módl się i pracuj”, starałam się wypełniać obowiązki z dużą sumiennością, w każdym momencie dnia codziennego. Odkryłam, jak fantastyczny może być regularnie uprawiany sport! A kiedy mój tłuszczyk zaczął zamieniać się w widoczne mięśnie i widziałam dumę w oczach męża, skrzydła rosły mi dwa razy szybciej!

Zafascynowałam się na nowo ignacjańskimi ćwiczeniami duchowymi. Okazało się, że nie muszę jechać na rekolekcję do jezuitów, by uczyć się żyć w ciszy i medytować. Udało mi się zrealizować większość spraw, które zamierzyłam.

Nie ze wszystkim sobie poradziłam, ale te 40 dni bez Facebooka, telewizji oraz radia dały mi większą przestrzeń do tego, by móc dostrzegać rzeczy ważne. Bardziej skupić się na rewelacyjnych wakacjach, które obdarowały nas w tym roku piękną pogodą oraz na ludziach, na rozmowach, na koncentracji, na medytacji, na przemyśleniach. Nie na nowych fotkach znajomych z Fb, z którymi często nie wiążą mnie już żadne więzi emocjonalne. Ale być tu i teraz. Czy było warto? Odpowiem krótko… warto! Polecam!

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail