Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Najgorszy różaniec? Ten nieodmówiony…

RÓŻANIEC
Shutterstock
Udostępnij

Jak upchnąć różaniec? W kieszeni albo w torebce – całkiem łatwo. Ale jak upchnąć modlitwę różańcową w dniu wypełnionym po brzegi? Jest na to kilka sposobów, dobrych nie tylko w październiku.

„W kinie, w Lublinie kochaj mnie. W metrze i swetrze kochaj mnie” – śpiewał kiedyś zespół Brathanki. Ta piosenka to bardzo dobry patent na modlitwę różańcową. Można się modlić w różnych chwilach i miejscach, które do tej pory niekoniecznie nam się z tym kojarzyły.

 

Modlitwa w tramwaju

Słyszałam kiedyś, jak sympatyczny i pobożny ksiądz żartował sobie na kazaniu z ludzi, którzy „rozmodlili tramwaje” w Warszawie. Chodziło mu o to, że czasem zbyt łatwo rezygnujemy z poświęcenia chwili na modlitwę i robimy to byle jak, w pośpiechu, poświęcając Bogu ochłapy czasu – na przykład jadąc rano tramwajem. „Jeśli jesteście bardzo zajęci, nastawcie budzik kwadrans wcześniej i wypijcie mocniejszą kawę, ale się pomódlcie” – tłumaczył.

Są jednak takie sytuacje, kiedy naprawdę trudno znaleźć dłuższą chwilę na modlitwę, zwłaszcza taką jak różaniec – kontemplacyjną, powtarzalną i dość długą (na odmówienie jednej części, czyli pięciu tajemnic, trzeba około 20 minut). Wtedy można wykorzystywać różne puste przebiegi – jazdę autobusem do pracy, kolejkę do kasy w sklepie albo różne mechaniczne zajęcia niewymagające intelektualnego skupienia, takie jak zmywanie naczyń, bieganie albo usypianie dziecka.

 

Czy można odmawiać różaniec „przy okazji”?

Nie ma żadnych formalnych zasad regulujących to, jak można/nie można zachowywać się podczas modlitwy osobistej oraz jak i gdzie to robić (co innego liturgia, podczas której gesty i słowa mają konkretne znaczenie, niezależne od nastroju i fantazji jej uczestników).

Tylko od nas zależy, czy na modlitwie klęczymy, siedzimy czy podskakujemy. Są tacy, którym wręcz łatwiej skupić się na modlitwie na spacerze albo przy pracy. Ten sposób modlitwy też ma długą tradycję w Kościele. Jak myślicie, skąd się wzięły różańce przyczepione do pasków przy habitach niektórych zakonników i zakonnic? Maryja w Nazarecie też na pewno często modliła się przy pracy.

Kolejne tajemnice różańcowe mają swoją logikę, prowadząc nas przez kolejne wydarzenia z życia Świętej Rodziny, więc idealnie by było odmówić jedną część za jednym zamachem. Ale możemy też odmawiać po jednej albo po kilka dziesiątek o różnych porach dnia. W tej dziedzinie, jak rzadko w której, sprawdza się zasada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli modlimy się regularnie w autobusie czy pchając wózek z dzieckiem na spacerze, rodzi się w nas coraz większa potrzeba rozmawiania z Bogiem.

 

Różaniec: obrączka czy bransoletka

Mam taki zwyczaj, że noszę na stałe różaniec w torebce. Tradycyjny, w formie koralików na łańcuszku, włożony do małej skórzanej torebki z suwakiem. Przed wyjściem z domu sprawdzam, czy mam portfel, dokumenty, klucze i różaniec. Jeśli zdarzy mi się wolniejsza chwila, np. okaże się, że szlaban na przejeździe kolejowym w Falenicy został opuszczony na 25 minut (Serio! Zdarza się!), mogę wyjąć różaniec i się pomodlić zamiast – jak radzą autorzy dowcipnego profilu na Facebooku Leniwy Szlaban w Falenicy – rozpalić ognisko i namoczyć pranie w kociołku. Jeśli akurat nie mam przy sobie różańca, odliczam zdrowaśki na palcach.

Na rynku jest wiele bardzo praktycznych, zminiaturyzowanych różańców w formie obrączki albo bransoletki. Niedawno nawet kupiłam bardzo ładną i bardzo męską różańcową bransoletkę dla męża.

 

Gdzie to ja byłam?…

Kiedy odmawiam różaniec w samochodzie, to chyba łatwiej się rozpraszam niż wtedy, kiedy modlę się w kościele albo w domu. Zdarza się nawet, że zupełnie odbiegam myślami w inne rejony i dopiero po jakimś czasie uświadamiam sobie: „Ojej, chyba byłam gdzieś w połowie odnalezienia Pana Jezusa w świątyni. Jak to się stało, że teraz jestem przy liście zakupów na obiad?”.

Ale – z drugiej strony – modlitwa różańcowa, jak każda modlitwa, to włączanie Jezusa i Matki Najświętszej do moich spraw, zaproszenie ich do mojego życia. Skoro tak mnie zajmuje kwestia obiadu dla mojej rodziny, to może jest to dobra okazja, żebym sobie przypomniała, jak ich wszystkich kocham, podziękowała, że ich mam i poprosiła, żebym umiała kochać ich jeszcze lepiej, mądrzej, radośniej?

Jedno jest pewne – najgorszy różaniec to ten nieodmówiony.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail