Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Świat się wali? Nie mam nic innego, czego mógłbym się chwycić. Tylko TO. Komentarz do Ewangelii

pixabay.com
Udostępnij

Ileż to już razy rozsypywała się moja rzeczywistość i ja sam rozpadałem się na kawałeczki.

W swoim wcale niedługim, bo zaledwie trzydziestotrzyletnim życiu, przeżyłem już kilka końców świata. Jeden pamiętam szczególnie, bo byłem jeszcze dzieckiem. Byłem na koloniach letnich w Bieszczadach. Właśnie wtedy wskazywano datę, która miała być końcem świata. Nie zważając na to, właśnie tego dnia poszliśmy w góry.

Trzeba przyznać, że to dosyć ciekawy sposób na spędzenie końca świata. W czasie naszej wycieczki nastąpiło gwałtowne załamanie pogody. Złapała nas burza i grad. Możecie mi wierzyć lub nie, ale naprawdę byłem w tym momencie przekonany, że z tym końcem świata to prawda i właśnie jestem jego uczestnikiem. Wróciliśmy jednak do ośrodka, gdzie bezpiecznie przeczekaliśmy ów armagedon.

Drugiego dnia obudziliśmy się jakby nigdy nic, a świat dalej istniał. I istnieje po dzień dzisiejszy, choć przeżywał od tamtej pory już kilka kolejnych swoich końców. Widocznie świat ma mocną wolę istnienia.

Koniec listopada to czas, w którym w Liturgii Słowa pojawia się motyw Sądu Ostatecznego, powtórnego przyjścia Jezusa. Najczęściej kojarzymy to właśnie z końcem świata. Ale Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii: „Nie przeminie to pokolenie, aż się to wszystko stanie”. Od czasów Jezusa minęło wiele pokoleń. Więc może świat wcale nie musi się kończyć, tak jak sobie to wyobrażamy.

Tak naprawdę mój świat kończył się więcej razy niż miał to zrobić świat, który mnie otacza. Ileż to już razy rozsypywała się moja rzeczywistość i ja sam rozpadałem się na kawałeczki. Ile razy zaćmiło się słońce, tak że byłem w ciemności i nie tylko niebo trzęsło się nad moją głową. Jedne końce mojego świata były krótsze, a inne dłuższe.

Aktualnie mój świat również się kończy, wszystko się trzęsie, rozpada i zaćmiewa. Ale za każdym razem naprawdę następowało powtórne przyjście Jezusa. Ilekroć kończył się mój świat, On przychodził, na bardzo różne sposoby i pokazywał mi, że jest i mnie kocha. Choć nie rozumiem tej miłości.

Czy mój świat wówczas przestawał się sypać? Niekoniecznie. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi: „Tak i wy, gdy ujrzycie te wydarzenia, wiedzcie, że to blisko jest, u drzwi”. On jest blisko. Choć my ciągle mamy pokusę skupiać się na tych wszystkich zjawiskach, wstrząsach, zaćmieniach, rozpadaniu, na tym, że kończy się świat, a nie na Nim.

A On jest blisko, u drzwi. Nie, wcale nie jest łatwo przeżywać czas, w którym coś się rozpada, trzęsie, kończy. Ale nie mam nic innego, naprawdę nic, czego mógłbym się wówczas chwycić, jak tylko Jego miłości i tego, że On jest.

I czytanie: Dn 12, 1-3
II czytanie: Hbr 10, 11-14. 18
Ewangelia: Mk 13, 24-32

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail