Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

TAU: Bóg nie jest sezonowym kolegą, który zostawi nas na melinie

RAPER TAU
Marcin Bruniecki/EAST NEWS
Udostępnij

Kilka lat temu TAU uwikłany był w okultyzm i szamanizm. Próbował opuszczać ciało, miał samobójcze myśli. Nie wyobrażał sobie życia bez alkoholu, narkotyków i seksu. Dziś nie wyobraża sobie życia bez Boga.

W domu rodzinnym rapera Piotra Kowalczyka, pseudonim artystyczny TAU, często brakowało pieniędzy na jedzenie, ale bardziej od głodu fizycznego doskwierał mu głód duchowy.

 

TAU: Albo o siebie zawalczę, albo pójdę na dno

„W domu nie było miłości. Nie modliliśmy się, nie czytaliśmy Pisma Świętego, nie rozmawialiśmy na tematy związane z wiarą, z duchowością” – opowiadał podczas jednego ze spotkań ewangelizacyjnych TAU. Aby choć trochę pokolorować otaczającą go rzeczywistość, zaczął interesować się sztuką – muzyką, poezją, teatrem.

Sztuka nie wypełniła jednak pustki, którą w sobie nosił. Nie potrafiła zaspokoić głodu, który towarzyszył mu od dziecka. Zaczął więc ostro imprezować. Pojawiły się narkotyki, alkohol, pornografia, seks. Każdy weekend musiał zakończyć się melanżem. Czuł, że wdepnął w bagno. Że takie życie upadla i że albo o siebie zawalczy, albo pójdzie na dno. Ale zawalczyć nie miał siły.

 

TAU: Wierzyłem, że Bóg jest energią. Nie wiedziałem, że jest Osobą

Pewnego razu pojechał z kolegą nad wodę. Jakiś człowiek zaczął się topić, a on rzucił mu się na ratunek. Chwilę po tym, jak ocalił mu życie, usiadł nad brzegiem rzeki, spojrzał w niebo i zaczął mówić do Boga – tak jak potrafił, tak jak w tamtej chwili czuł. Pytał, dlaczego jego życie jest w opłakanym stanie.

„To był moment, kiedy pierwszy raz poczułem obecność Boga w moim życiu” – wspomina. Wtedy, po tej modlitwie, poczuł się jakoś inaczej, lepiej. Decyzja o nawróceniu serca przyszła po jednej z imprez: „Kiedyś wróciłem nad ranem i niemal udławiłem się jedzeniem, którego nie przeżułem. Postanowiłem wtedy, że zmienię swoje życie”. Zerwał kontakty z kolegami, z którymi imprezował, przestał odbierać telefony i maile: „Zamknąłem się w pomieszczeniu i zacząłem robić muzykę”.

Dla rapera był to też czas intensywnej modlitwy. Czuł się jak na pustyni. Dziś twierdzi, że wyszło mu to na dobre:

Klęcząc przed Bogiem, stanąłem na nogi. Wcześniej byłem bardzo smutnym człowiekiem. Wierzyłem, że Bóg jest energią. Nie wiedziałem, że jest Osobą. Że mogę traktować Go jak przyjaciela – rozmawiać z Nim, zwierzać Mu się, ze wszystkim do Niego przyjść. Bóg nie jest sezonowym kolegą, który zostawi nas na melinie – oplutego, naćpanego, z byle kim pod ręką.

 

TAU: Mamy być katolikami na cały etat

Dziś Piotr Kowalczyk jest szczęśliwym mężem i ojcem. Prowadzi własną wytwórnię sztuki Bozon Records, nagrywa płyty, koncertuje, chętnie bierze udział w spotkaniach ewangelizacyjnych, w trakcie których dzieli się świadectwem powrotu do Boga. W 2016 roku został ambasadorem Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Kilka miesięcy temu na swoim profilu na Facebooku poinformował, że właśnie został… ministrantem:

Tak się składa, że (…) jestem codziennie na mszy św. i któregoś dnia otrzymałem natchnienie: Zgłoś się do Służby Liturgicznej. Zmagałem się z tą myślą, no bo jak to – ja, ministrantem? 🙂 Ale po chwili przyszła refleksja: Zaraz, zaraz… Sam Bóg (…) zaprasza mnie abym służył w czasie… Najświętszej Ofiary? (…) uświadomiłem sobie, jak wielkim zaszczytem jest służyć przy ołtarzu.

Eucharystia i regularna modlitwa są tym, co daje mu siłę: „Zawsze mam przy sobie różaniec i codziennie go odmawiam. Prawdziwy mężczyzna modli się na różańcu”. Na wspomnianym profilu w mediach społecznościowych prowadzi, cieszące się dużym zainteresowaniem fanów i znajomych, modlitewne transmisje: „Jedni robią live’y z koncertów, inni z domówek, a my robimy live’y z modlitwy”.

W trakcie jednej z takich transmisji powiedział:

Nie wstydźmy się tego, że modlimy się przed posiłkiem, przed jazdą samochodem. Nie wstydźmy się, że chodzimy do Kościoła, że wierzymy w Boga, żyjemy w czystości, spowiadamy się. Droga do nieba jest jedna. Przestańmy być opieszali, przestańmy zwracać uwagę na to, co powiedzą inni. Nie mamy być katolikami tylko w niedzielę. Mamy być katolikami w pełnej rozciągłości, na cały etat.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail