Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Ivan Komarenko: Bóg mówi szeptem [wywiad]

IVAN KOMARENKO
Mariusz Grzelak/REPORTER
Udostępnij

„Bóg nie mówi pełnym głosem, On szepcze. Szept najbardziej słyszalny jest z bliska, wymaga od człowieka koncentracji i wyciszenia się. Łatwo go przeoczyć, bo musi pokonać drogę z nieba do ludzkiego serca” – mówi Ivan Komarenko.

Wszyscy pamiętamy „Jej czarne oczy” Ivana Komarenko. Ale mało kto wie, jak znany piosenkarz trafił do Polski albo o tym, że ważnym miejscem był dla niego klasztor w Laskach. Nam opowiada o tym, kim jest dla niego św. Jan Paweł II, zmaganiu się z depresją i o tym, o co prosi Boga w codziennej modlitwie.

 

Katarzyna Szkarpetowska: W 1991 roku w Częstochowie odbywały się Światowe Dni Młodzieży, na które przyjechałeś z dalekiej Syberii. To było twoje pierwsze spotkanie zarówno z Janem Pawłem II, jak i z Polską. Jak je wspominasz?

Ivan Komarenko*: Przede wszystkim z wdzięcznością. Jan Paweł II zmienił moje życie. Dzięki niemu jestem tym, kim jestem; tu, gdzie jestem. Gdyby nie on, gdyby nie ŚDM w ‘91 roku, nie wiadomo, jak potoczyłyby się moje losy – może żyłbym dziś w syberyjskiej wiosce, bez perspektyw na przyszłość i nadziei? Dwadzieścia osiem lat temu przyjechałem do Polski i zakochałem się w niej. Gdy Światowe Dni Młodzieży dobiegły końca, wiedziałem, że muszę wrócić do Rosji, ale wracałem z nadzieją. Z pragnieniem powrotu do kraju Jana Pawła II, co zresztą wkrótce nastąpiło. Gdy za tym drugim razem wybierałem się do Polski, mama – na drogę, na tzw. start – podarowała mi złote kolczyki. Ostatnią rzecz, która miała wartość. Mogła przecież pójść je sprzedać, bo doświadczaliśmy potwornego ubóstwa. Nie mieliśmy co do garnka włożyć. Pamiętam na przykład, jak mama gotowała zupę z samych pokrzyw, smażyła placki na patelni bez oleju.

Co stało się z tymi kolczykami?

Wymieniłem je na pieniądze, a te zgubiłem, jeszcze tego samego dnia. Taki był początek, ale wierzę, że tak właśnie miało być.

 

Ivan Komarenko: Trzeba dzielić się miłością

Ważnym przystankiem, tuż po przyjeździe do Polski, był dla ciebie klasztor Sióstr Franciszkanek w Laskach.

W Laskach odkryłem inną, nieznaną mi dotąd rzeczywistość. W zestawieniu z tym światem, który znałem, to jak dzień i noc, niebo i piekło. Kontrast był ogromny. Ja po prostu nie wiedziałem, jak dziękować. Chodziłem i oddychałem tą dobrocią, przyjaźnią sióstr. Szczęściu nie było końca. Moja wiza była ważna tylko przez miesiąc, a w Laskach przebywałem aż sześć miesięcy. Gdy wracałem do Rosji, polscy celnicy, którzy zatrzymali mnie na granicy, po kontroli dokumentów zagrozili pięcioletnim zakazem wjazdu do Polski. Atmosfera zrobiła się dość napięta. Kazano mi otworzyć torbę. Oprócz rzeczy osobistych były w niej liczne dewocjonalia: różańce, krzyże, obrazki i Biblie, które podarowały mi siostry. „Proszę jechać, jest OK” – powiedział nagle celnik. „Ale pan przecież chciał mi wstemplować informację o zakazie ponownego wjazdu do Polski” – ja na to. „Nie, nie, wszystko w porządku” – odparł. Po powrocie do Rosji zapisałem się do szkoły wieczorowej i zdałem maturę. Wiedziałem, że jest ona pewnego rodzaju „przepustką”, dzięki której będę mógł kontynuować naukę w Polsce. Jako że maturę zdałem w trybie przyspieszonym, bo zrobiłem dwa lata w rok, dosłownie półtora roku później byłem już w Polsce. Podjąłem naukę w studium dla cudzoziemców we Wrocławiu, a następnie studiowałem polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim.

W 2016 roku zaprosiłeś do Polski dzieci z Południowej Afryki, z którymi wystąpiłeś podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Wykonałeś z dzieciakami utwór „That’s what papa said”.

Występ podczas ŚDM był konsekwencją tego, co zapoczątkował w moim życiu Jan Paweł II. Chciałem mu w jakiś sposób podziękować. Jeśli chodzi o piosenkę „That’s what papa said”, pierwsza wersja – polskojęzyczna – nosiła tytuł „Tak mówił papież”, nagrałem ją dziesięć lat temu z polskimi dziećmi z domu dziecka i zadedykowałem papieżowi. Utwór „That’s what papa said” był kontynuacją tej piosenki i całej idei. Poleciałem do RPA i nagrałem z dziećmi stamtąd, ze szkoły dla ubogich rodzin, piosenkę w języku angielskim, którą podczas występu w Krakowie zadedykowaliśmy właśnie Janowi Pawłowi II. Dla dzieciaków było to duże przeżycie, tak jak dla mnie przeżyciem były Światowe Dni Młodzieży, w których brałem udział  dokładnie ćwierć wieku wcześniej, co też jest znamienne. Czekałem zatem na moment, by podziękować. Nie można zostać obdarowanym i zaniedbać to, co się dostało. Należy podtrzymywać tradycję obdarowywania. Dzielić się miłością.

Utwór „That’s what Papa said”. Ivan Komarenko z dziećmi z RPA:

 

Komarenko: Muzyka od zawsze była lekiem na ludzkie troski, nieszczęścia

Twój najnowszy utwór „Namaluję Twoje serce” miał premierę kilka tygodni temu, a już ma ponad sto tysięcy odsłon na YouTube. Śpiewasz o tym, że ludzkie serce ma tak naprawdę różne kolory. Po czym poznać kolor serca drugiego człowieka?

To trudne. Trzeba chyba mieć szeroko otwarte oczy. Warto, aby ludzie wiedzieli, że serce nie zawsze może być czerwone. Bo przecież to, że kocham, nie oznacza jeszcze, że druga osoba darzy mnie takim samym uczuciem. Serce może mieć różne odcienie, co nie oznacza, że każdy inny niż czerwony jest mniej wartościowy. Na przykład serce zielone niesie z sobą nadzieję, harmonię, to może być serce przyjaciela, który jest obok na dobre i na złe.

Jaki kolor ma dzisiaj twoje serce?

Moje ma akurat kolor czerwony. Pomaga mi dzielić się miłością z osobą, z którą jestem, ale też z moimi fanami.

Masz z nimi niesamowite relacje.

To są ludzie, którzy kochają mnie nie tylko za moje piosenki, ale też za to, jaki jestem. Mówię o nich: „Moje jaskółki”, bo jaskółka kojarzy się z niesieniem dobrej nowiny, ładnie szczebiocze, pozytywnie nastraja. Bycie artystą to bycie z ludźmi w relacji. Muzyka ma służyć – od zawsze była lekiem na ludzkie troski, nieszczęścia.

„Namaluję Twoje serce” (oficjalny teledysk):

 

Ivan Komarenko o wychodzeniu z depresji

Przez kilka lat zmagałeś na depresję. Co ta choroba ci odebrała?

To jest perfidna choroba, bardzo podstępna. Ja najpierw straciłem głos – stał się mocno stłumiony, bezdźwięczny. Śpiewanie wiąże się z endorfinami, a depresja z ich brakiem – może dlatego choroba w pierwszej kolejności zaatakowała właśnie głos? Było to dla mnie bolesne, bo zawsze traktowałem go jako przedłużenie ciała. Poza tym ciągle bolała mnie głowa, kręgosłup, brzuch. Miałam problemy z koncentracją – zaczynałem mówić zdanie i nie potrafiłem go dokończyć. Depresja odbiera radość ducha. Nie miałem energii, ucierpiało bardzo poczucie własnej wartości. To trwało latami, nie chciało minąć. Nawet w tym czasie, gdy nagrywałem „Jej czarne oczy”, odczuwałem jeszcze skutki depresji.

Jak sobie pomogłeś? Czy może pomoc przyszła z zewnątrz?

W klasztorze sióstr w Laskach trafiłem na książkę „Jak pokonać depresję?” autorstwa Archibalda Harta, po przeczytaniu której uświadomiłem sobie, że jestem chory. Wcześniej tego nie wiedziałem. Nie łączyłem swoich dolegliwości z depresją. Postanowiłem o siebie zawalczyć. Na początku, przez dwa lata, brałem leki. Farmakologia okazała się niezbędna. Równolegle chodziłem na siłownię, regularnie biegałem, zacząłem tańczyć – zapisałem się nawet do zespołu tańca nowoczesnego. Starałem się odwracać uwagę od myśli: „co ze mną będzie?, „jak mi ciężko” itp. To był proces, ale powoli przepędziłem depresję z ciała i z duszy.

O co prosisz Boga, tak na co dzień?

Proszę Boga, abym miał siłę kochać bliskich – i w ogóle ludzi – przynajmniej w takim stopniu jak do tej pory, a ideałem byłoby kochać bardziej. Proszę o to, bo każdego dnia przychodzi nam podejmować różne, często trudne decyzje, a człowiek jest istotą kruchą i łatwo go złamać. Modlę się też, żebym nigdy nie zszedł z drogi, na której jestem. Abym pozostał wierny pasji, która stała się moim zawodem. To ważne, żeby Bóg oświecał drogę i żeby być otwartym na Jego szept. Bo On nie mówi pełnym głosem, On szepcze. Szept najbardziej słyszalny jest z bliska, wymaga od człowieka koncentracji i wyciszenia się. No i łatwo go przeoczyć, bo musi pokonać drogę z nieba do ludzkiego serca.

Czytaj także: My, katoliczki, powinnyśmy być piękne. Tak głosimy piękno Boga!

Czytaj także: Alicja Węgorzewska: Tęsknię za Janem Pawłem II [wywiad]

Czytaj także: Marcin Miller z BOYS: Drogą do sukcesu jest pokora [wywiad]

*Ivan Komarenko – piosenkarz, aktor, autor tekstów i kompozytor. Jego przebój „Jej czarne oczy” pokochały miliony Polaków. Znany z roli Saszy w serialu „M jak miłość”. Reprezentował Polskę w 50. Konkursie Piosenki Eurowizji w 2005 roku. Wystąpił w „Tańcu z gwiazdami”, w którym w duecie z Blanką Winiarską zawalczył w finale o Kryształową Kulę. Wraz z Pauliną Sykut zajął pierwsze miejsce w programie „Tylko nas dwoje”.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail