Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Czy dobra aktorka może być złą matką? Dlaczego tak trudno w to uwierzyć?

Udostępnij

Jeżeli piekarz piecze dobre bułki, nie uznajemy od razu, że jest przykładnym mężem. Dlaczego więc idealizujemy gwiazdy, znane nam tylko z tego, jak dobrze wykonują swój zawód?

Niewiele ponad miesiąc temu na rynku wydawniczym pojawiła się kolejna biografia Danuty Szaflarskiej, zupełnie inna niż dotychczas. Tym razem o tym, jak zapamiętała aktorkę, opowiedziała jej córka Agnieszka Kilańska-Cypel.

Wielbiciele aktorki nie kryli jednak rozczarowania. Oto postać, którą od wieków darzyli estymą za role, okazała się – delikatnie mówiąc – niespecjalnie dobrą matką.

Szaflarska – według relacji córki, zapisanej w książce Katarzyny Kubisiowskiej – miała być chłodna i apodyktyczna. Już w wieku 9 lat Agnieszka jeździła sama na wakacje, gdzie przeżywała mroki samotności, a z pierwszych doświadczeń z mężczyznami musiała zwierzać się ciotce, bo z matką trudno było w zaufaniu porozmawiać.

Szaflarskiej często nie było w domu, nie chodziła też na wywiadówki i nie uznawała kompromisów. Kiedyś miała powiedzieć córce: „Ale jesteś gruba. Aż przykro na ciebie patrzeć”. Przed spragnionymi miłości i zainteresowania dziećmi nie kryła, że sprawiła je sobie, bo podczas okupacji nie mogła grać. Zresztą – jak mówiła Agnieszka Kilańska-Cypel – “(…) mama wszystko zorganizowała pod zawodowe życie. A jak nie grała, to czuła się źle”.

Kiedy tylko pierwsze fragmenty publikacji pojawiły się w sieci, wśród internautów zawrzało. Jednak nie od rozczarowań postawą Danuty Szaflarskiej, a od hejtu kierowanego pod adresem córki.

 

Budujemy ideały na wątłych fundamentach

Komentujący po dość szybkim rozpoznaniu uznali, że tak wielka aktorka kiepskim człowiekiem być nie mogła. Mimo że żaden z nich osobiście nie znał raczej żadnej z pań, jednogłośnie i bezspornie orzekli, że tą złą jest tutaj córka, bo chce oczernić Bogu ducha winną matkę. A jak nie wiadomo dlaczego, to na pewno dla pieniędzy.

Agnieszka Kilańska-Cypel od razu została zatem pozbawiona głosu. Internauci zasłonili uszy, żeby nie usłyszeć tego, czego się najbardziej bali. Że ich ideał nie jest ideałem, a to w co wierzyli przez lata, może (chociaż nie musi) nie być do końca prawdziwe. Że rozmył się obłoczek, na którym budowali swoje wyobrażenie o bezpiecznym, dobrym i poukładanym świecie.

Celem tego tekstu nie jest jednak obstawanie po żadnej ze stron. Nie interesuje mnie też roztrząsanie zakusów czyjegoś prywatnego życia. Historia Danuty Szaflarskiej to tylko pretekst do przedstawienia pewnego znanego w sieci zjawiska.

W tej całej sprawie niepokoi mnie bowiem, jak ludziom łatwo jest kreować ideały, za które gotowi są dać się pokroić. Budują je w dodatku na wyjątkowo wątłych fundamentach.

Jaką gwarancję masz bowiem, że ktoś, kto wykonuje dobrze swój zawód, jest w prywatnym życiu taki, jak sobie wyobrażasz? Czy jeśli piekarz piecze pyszne bułki, uznajesz z automatu, że nie bije swojej żony?

 

Ktoś, kogo nie znam, jest mi bliski?

Za takie myślenie odpowiada podobny mechanizm, jak ten działający w przypadku społecznego przyzwolenia na gwałt. Opisuje go doskonale psychologia konfliktu. To nic innego jak psikus naszych mózgów, które chcą widzieć świat jako sprawiedliwy i bezpieczny – tylko dzięki temu przekonaniu jesteśmy w stanie żyć we względnym spokoju i harmonii.

To dlatego tworzymy sobie w głowie obrazki, którymi karmimy się, gdy jest źle. Wtedy choćbyśmy sami doświadczali tylko klęsk i spotykali mało uczciwych ludzi, wierzymy, że gdzieś tam, daleko, bo w sferze kompletnie dla nas nieosiągalnej, jest ktoś, kto jest ok. I na pewno by nas nie zranił, gdyby tylko tu był.

W przypadku osób znanych w mediach istnieje też zjawisko „wrażenia bliskości”. Czujemy silną nić porozumienia z kimś, kogo w rzeczywistości nie znamy. Efekt można zaobserwować choćby na fanpage’ach znanych osób, do których ciągle ktoś ni stąd, ni zowąd zwraca się na „ty”. Bywa, że internauta tak wierzy w relację ze swoim celebrytą, że czuje, że wie o nim więcej niż własna matka lub córka.

 

Kiedy ideał upada, bronimy go z całych sił

Problem tkwi jednak w tym, że w akcie jego obrony ranimy ludzi, którzy jakkolwiek zagrażają temu utopijnemu obrazkowi. W historii Danuty Szaflarskiej rykoszetem obrywa jej córka, która po wielu latach zbiera się na odwagę, żeby wyjść z cienia matki i opowiedzieć, jak było jej trudno. W przypadku piłkarza oskarżanego o gwałt dostaje się ofierze, która – jeszcze przed wyrokiem sądu – zostaje przez opinię publiczną uznana za fałszywą. W historii radnego bijącego żonę (jest już wyrok – sąd potwierdził oskarżenia) ze szkalowaniem mierzyła się głównie jego żona. Nie wspomnę już nawet o księżach skazanych za pedofilię, których – mimo wyroku – latami bronili parafianie.

Jednak oprócz tych jednostkowych krzywd, zjawisko idealizowania osób znanych przynosi też poważne szkody społeczne. Sprawia, że ludzie, którzy są przez kogoś ranieni (w mniej lub bardziej jawny sposób) boją się do tego przyznać, bo świat zdaje się nie mieć prawa ich zrozumieć. A – wierzcie lub nie – taki lęk istnieje u wszystkich krzywdzonych i często jest potęgowany przez oprawców, nawet kiedy w tle nie dzieje się coś podobnego, nakręconego medialnie.

Dlatego za każdym razem, kiedy zostawiasz komentarz, w którym odbierasz prawo do głosu osobie, która definiuje się jako ofiara, pamiętaj o co najmniej dwóch rzeczach:

  • O tym, że jeśli rzeczywiście jest ofiarą (nie musi nią być, ale tego nigdy nie wiesz) dodajesz jej kolejną cegłę do trudu, który prawdopodobnie od lat w sobie nosi. Do lęku przed przyznaniem się sobie i światu, że ktoś – czasem ktoś bardzo bliski – zadał jej ból. Wpędzasz ją w jeszcze większe poczucie osamotnienia, pokazując jej, że u innych nie znajdzie zrozumienia.
  • Wprawiasz w identyczne wrażenia inne, nieznane osoby w podobnej sytuacji.

Czy Danuta Szaflarska była złą matką? Nie wiem – i mnie to nie obchodzi. Chciałabym żyć jednak ze spokojem, że każdy, kto choćby był krzywdzony przez cesarza Japonii lub słynną brazylijską piosenkarkę, mógł swobodnie o tym opowiedzieć i otrzymać pomoc.

Bez lęku, że wiara w jego cierpienie będzie niczym w porównaniu z tym, w co ludzie zwyczajnie wolą wierzyć.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail