Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

Św. Jacek i najstarsza na świecie chorągiew kanonizacyjna. Odnaleziona oraz odnowiona

Fot. Fabian Stanisz OP
Chorągiew kanonizacyjna św. Jacka Odrowąża (XVI w.)
Udostępnij

To prawdziwy cud, że chorągiew z XVI wieku nie spłonęła w licznych pożarach. A potem, gdy zaginęła, niespodziewanie odnaleziono ją pod łóżkiem pewnego zmarłego dominikanina… Pięknie odnowioną można dziś obejrzeć w Krakowie.

Chorągiew ta obrosła legendą. Nic dziwnego – podobnie jak przedstawiony na niej święty okazała się odporna na działania żywiołów, a nawet ducha zaniedbania kultu świętych, nękającego stale braci kaznodziejów.

Co prawda nadwyrężyła ją przez wieki żarliwa pobożność wiernych, jednak dzięki znacznemu finansowemu wsparciu Urzędu Miasta Krakowa oraz wiedzy i rewelacyjnym umiejętnościom zespołu konserwującego tkaniny z Muzeum XX. Czartoryskich została odnowiona i zabezpieczona. Możemy ją podziwiać do końca września 2019 r. w atrium krakowskiego klasztoru oo. dominikanów.

Fot. Fabian Stanisz OP
Chorągiew kanonizacyjna św. Jacka Odrowąża (XVI w.)

 

Grunt to dobra promocja

O istnieniu tej tkaniny wiemy z fresku Frederico Zuccaro w kaplicy św. Jacka w Bazylice Santa Sabina. Namalowany zaledwie kilka lat po kanonizacji jest odpowiednikiem współczesnego fotoreportażu z uroczystości, malowanym z troską o oddanie maksymalnej liczby detali wydarzenia. Jednym z nich jest purpurowa tkanina, na której widać zarys klęczącej postaci kanonizowanego.

Przedstawienie to stało się potem podstawą do wszelkiego rodzaju grafik i obrazów św. Jacka, dzięki którym szerzono jego kult. A czyniono to bardzo skutecznie, gdyż współzałożyciela polskiej prowincji kanonizowano w 1594 r., a już na początku XVII w. jego kult rozszerzył się nie tylko na Europę, ale także na Amerykę Południową i te tereny, gdzie tylko dotarli europejscy misjonarze.

 

Niezniszczalna

Po formalnym wyniesieniu Polaka na ołtarze chorągiew tą przeniesiono do dominikańskiej bazyliki na Awentynie, skąd polska delegacja przywiozła ją do Rzeczpospolitej. Tu wwieziona została w pełnej przepychu procesji do Krakowa i umieszczono ją w kościele oo. dominikanów.

Wisiała, wraz ze swoją kopią, w kaplicy św. Jacka i raz do roku, w jego uroczystość, była opuszczana w dół, tak by mogli dotknąć jej wierni. Ci, korzystając z okazji, wyciągali z niej nici oraz obrywali złocenia, traktując je jako relikwie. Jak można się domyślić, kilkaset lat takiego traktowania nie miało zbyt dobrego wpływu na proporzec.

Na grafikach z XIX w. widać, że dominikanie przenieśli go do prezbiterium i powiesili tam, gdzie nawa główna przechodzi w chór zakonny. Tu trzeba dodać, że przez te wszystkie stulecia chorągiew była wciąż narażona na wilgoć, zmiany temperatury, najazdy (jak potop szwedzki) i pożary. W tym ten ostatni, z 1850 r., który niemal doszczętnie zniszczył kościół i klasztor.

Opisujący to wydarzenie, ówcześni autorzy traktują jej ocalenie oraz to, że miała uratować też przed wypaleniem wnętrze kaplicy Odrowąża, za cud.

Faktem jest, że wykonano ją z wysokiej klasy jedwabnego (a więc małopalnego) adamaszku. Jednak podziw budzi też wytrzymałość warstwy malarskiej oraz złoceń. Nie negując wysokiej klasy artystycznej przedstawienia i ornamentów.

 

Co miał pod łóżkiem o. Studziński?

Po pożarze chorągiew najprawdopodobniej nie wróciła do kościoła. Ostatnia wiadomość o jej istnieniu pochodziła z lat siedemdziesiątych XX w., potem słuch o proporcu zaginął.

Kiedy na początku XXI w. zmarł o. Adam Studziński OP, pod jego łóżkiem znaleziono jakieś dwa drzewce zabezpieczone pokrowcami. Początkowo zajmujący się spuścizną dominikanina konserwatorzy nie interesowali się nimi zbytnio, uznając je za jakieś artefakty z wojennego etapu jego życia.

Odkryto, czym one naprawdę są, przez przypadek, kiedy prof. Walczak z UJ zaczął szukać tytułowej chorągwi. Było to odkrycie na miarę światową ze względu na jej unikatowość. Równocześnie jednak stwierdzono, że jest ona znacznie zniszczona.

Renowację zaczęto w 2017 r. Wymagała ona olbrzymiej wiedzy i precyzji, nie mówiąc o morzu cierpliwości. Pojawił się też problem, jak eksponować tak delikatny obiekt, w dodatku malowany z obu stron i o tak dużych rozmiarach.

W tym celu opracowano nowatorską metodę, budując specjalną kasetę, ważącą prawie 400 kg. Efekt tych starań zespołu koordynowanego przez Marcina Cibę budzi szczery podziw, warto więc zajrzeć do krakowskiego klasztoru i zobaczyć to wszystko na własne oczy.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail