Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Pochówek dziecka utraconego – dlaczego o nim milczymy?

Udostępnij

Kiedy ze łzami w oczach zapytałam pielęgniarkę, dlaczego nikt nas od razu nie poinformował o prawie do pochówku, odpowiedź brzmiała: „Wie pani, teraz ktoś częściej byłby oburzony, że my coś sugerujemy, niż wdzięczny za takie sugestie”.

Smutne statystyki

Trudno dokładnie podać liczbę ciąż, które kończą się przedwcześnie (choćby ze względu na to, że czasami dzieje się to jeszcze zanim kobieta zorientuje się, że jest w stanie błogosławionym). Jak podaje się w specjalistycznej literaturze, jest to granica mniej więcej 10-20% wszystkich poczęć.

Nawet jeśli przyjmiemy ten minimalny próg, oznacza to, że aż 10 na 100 ciąż kończy się poronieniem. Kiedy pomyślimy, że w zeszłym roku w Polsce urodziło się ponad 380 tys. dzieci, dość łatwo można oszacować, ile tysięcy zmarło przedwcześnie. To jest ogromna liczba! I choć statystyki to dla nas same cyferki, każda z nich to pojedyncze ludzkie życie.

 

Szpital szpitalowi nierówny?

Jak podaje portal poronienie.pl, zbierający szczegółowe informacje o prawach rodziców po poronieniu, w szpitalach w różny sposób (nie) informuje się o tym, że mogą pochować utracone dziecko. Są szpitale, które:

– informują rodziców o prawie do pogrzebu, robiąc to z pełnym szacunkiem dla zaistniałej tragedii.

– poza podaniem suchej informacji w formie zrzeknięcia się praw do pochówku, nie informują o niczym więcej.

– wystawiają dokumenty dopiero po pytaniu rodziców o pochówek.

– wystawiły dokumenty po tym, jak rodzice, znalazłszy informacje na stronach naszego serwisu o przysługujących im prawach, poszli z wydrukami ze strony do administracji, uzyskując to, do czego mieli prawo.

– nie informują i nie wystawiają żadnych dokumentów, oskarżając rodziców o naginanie prawa (…).

 

Nasze doświadczenia: zero informacji i brak wiedzy szpitala

My w naszej drodze po poronieniu początkowo kompletnie nieuświadomieni w tym przykrym temacie, nie zostaliśmy w szpitalu zupełnie poinformowani o naszych prawach. Wróciliśmy tam jednak i dzięki interwencji mojego męża (i informacjom odnalezionym na stronie dominikanów*) w trudach i znojach udało nam się uzyskać potrzebne dokumenty.

Kiedy ze łzami w oczach zapytałam pielęgniarkę zajmującą się tymi sprawami, dlaczego nikt nas od razu nie poinformował o prawie do pochówku, odpowiedź brzmiała mniej więcej tak: „Wie pani, teraz ktoś częściej byłby oburzony, że my coś sugerujemy, niż wdzięczny za takie sugestie”.

Nasi przyjaciele byli w podobnej sytuacji. Zaznajomieni już z naszym przypadkiem, zapytali od razu o procedury. Młoda lekarka, choć bardzo miła, przyznała, że zupełnie nie ma o nich pojęcia, ale się dowie. Jakiś czas po nich otrzymaliśmy telefon od innych znajomych, którzy także stracili ciążę i pytali nas, jak przebić się przez czynności prawne.

 

Wiedza może boleć – więc lepiej nie mówić?

Skoro z jednej strony w szpitalu nie informuje się rodziców o ich prawach, bo „nie wypada”, a z drugiej strony pracownicy okazują się niedoinformowani, skąd młodzi ludzie mają wiedzieć, jak odnaleźć się w tak trudnej sytuacji?

Moja mama, która straciła ciążę jakieś 30 lat temu (był to już 20. tydzień), wspominała ze smutkiem, że wtedy w ogóle nie było możliwości pochowania tak małego dziecka. Choć prawo dzisiaj jest już w tej kwestii inne, to pod względem informowania rodziców o nim wciąż niewiele się zmieniło – większość szpitali milczy.

Ponadto, kiedy tracimy dziecko, nasze emocje są tak silne, że czasami przesłaniają racjonalne myślenie. Bywa, że trudno wtedy myśleć o przykrych procedurach. Jeśli nie możemy liczyć na pracowników szpitali, warto szukać tej wiedzy gdzieś indziej. Najlepiej dużo wcześniej. Pytanie tylko: gdzie?

 

Świadomość praw do podstawa

Każdy rodzic powinien być w szpitalu w delikatny sposób poinformowany o możliwościach tego, co stanie się z ciałkiem ich dziecka – choćby przez wręczenie broszury ze spisanymi tam prawami. Moim zdaniem wiedza ta propagowana powinna być również przez Kościół, choćby na przedślubnych spotkaniach w poradni małżeńskiej. Wiele par przed doświadczeniem straty dziecka nie ma żadnej wiedzy na ten temat.

Utrata ciąży jest naprawdę częstym zjawiskiem – stąd silna potrzeba dzielenia się wiedzą o prawie do pochówku oraz uwrażliwiania i edukowania personelu medycznego w tym zakresie. Wówczas o wiele więcej rodziców miałoby możliwość godnego pożegnania swojego dziecka.

Warto jeszcze na koniec podkreślić, że ostateczna decyzja o tym, co stanie się z ciałkiem dziecka, leży w rękach rodziców. Nikt nikogo nie potępia za wolę, aby procedurą zajął się sam szpital. Poronienia zdarzają się na różnym etapie ciąży, przebiegają inaczej, a rodzice są w różnych sytuacjach. Mimo wszystko warto mieć świadomość swoich praw w tak ważnej sprawie.

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail