Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Katolicki portal bez polityki. Wesprzyj nas!

Aleteia

„Ikar. Legenda Mietka Kosza” – poruszający film o niewidomym geniuszu fortepianu

IKAR, MIETEK KOSZ
Materiały z filmu udostępnione przez dystrybutora - Next Film
Udostępnij

Do kin wchodzi inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia niewidomego geniusza fortepianu Mieczysława Kosza – „Ikar. Legenda Mietka Kosza” w reżyserii Macieja Pieprzycy. W roli głównej niesamowity Dawid Ogrodnik. Warto obejrzeć. I usłyszeć.

Kliknij tutaj, by przejrzeć galerię

Najpierw zalega cisza. Przedłużająca się w nieskończoność, dzwoniąca w uszach, przerywana szeptami znużonej publiczności – bo kimże on jest? Nikomu nieznany pianista – Mieczysław Kosz. Kiedy wreszcie zbiera się w sobie i uderza pierwsze akordy, elektryzuje i na długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Mieczysław Kosz – niewidomy geniusz fortepianu.

 

Niezwykła opowieść o Mieczysławie Koszu

„Historia Mietka Kosza zasługuje na opowiedzenie. Mały, ociemniały chłopczyk z zamojskiej wsi, wbrew wszystkiemu – chorobie, niezrozumieniu, a wreszcie odrzuceniu – uparcie dąży do realizacji swoich marzeń: chce zostać wielkim muzykiem i znaleźć prawdziwą miłość. I to jest w naszym filmie najważniejsze” – mówią producentki filmu „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, Renata Czarnkowska-Listoś i Maria Gołoś.

Mietek (Dawid Ogrodnik) jako dziecko traci wzrok. Jego matka (Jowita Budnik), oddaje go pod opiekę sióstr zakonnych w Laskach. W ośrodku dla niewidomych chłopiec odkrywa, że muzyka może stać się sposobem, dzięki któremu może na nowo widzieć i opowiadać świat. Zostaje pianistą klasycznym, jednak dopiero kiedy odkryje jazz, postawi sobie cel: zostać najlepszym pianistą jazzowym w Polsce. Odnosi coraz większe sukcesy, nie tylko w kraju, ale i na świecie. Niespodziewanie w jego życiu pojawia się charyzmatyczna wokalistka Zuza (Justyna Wasilewska). To spotkanie zmieni jego życie.

„Kiedy poznałem życiorys i twórczość Kosza, nie mogłem uwierzyć, że w naszym kraju został on prawie całkowicie zapomniany. Mimo że wzbraniałem się przed tym, by po filmie „Chce się żyć” reżyserować kolejny obraz o niepełnosprawnym bohaterze, zdecydowałem się na tę idącą pod prąd biografię (…). Mietek Kosz był normalnym facetem, ze swoimi zaletami i wadami. Muzycy go podziwiali, ale się go bali” – mówił reżyser Maciej Pieprzyca.

 

„Życie Mietka Kosza było wielką improwizacją”

W jednym z wywiadów Mietek Kosz powiedział: „Ja naprawdę lubię muzykę, ale najbardziej cenię taką, która przygnębia, wpycha mnie w siebie, sprawia, że czuję, że życie jest dramatyczną przygodą do samego końca” – cytował muzyka reżyser. „Życie Mietka Kosza było – jak jego gra – wielką improwizacją, mieszanką goryczy i smutku, radości i humoru, miłości i pasji” – dodaje Pieprzyca.

Właśnie – muzyka. Nie dość powiedzieć, że odtwórca tytułowej roli przez długie tygodnie ćwiczył gamy i pasaże, to wykonał je na tyle fascynująco, że publiczność nie mogła wyjść z podziwu. W tym filmie nie było muzycznego dublera, a wszystkie skomplikowane utwory w aranżacjach Leszka Możdżera aktor wykonywał sam.

Początek tej współpracy wiązał się dla mnie z frustracją: to, co chciałem osiągnąć, było bardzo odległe, początkowo nie wiedziałem też, jakich środków użyć, aby być w tej roli możliwie najbardziej wiarygodny. Pracę nad nią zacząłem od lekcji pianina u poleconego przez Leszka Możdżera nauczyciela, ale bardzo szybko zrozumiałem, że nie jest to dobry kierunek – mimo że skończyłem szkołę muzyczną drugiego stopnia, nie byłem w stanie w trzy miesiące osiągnąć poziomu, który pozwoliłby mi zagrać te utwory samodzielnie, wymagałoby to lat ćwiczeń. Wtedy zadzwoniłem do Leszka Możdżera i poprosiłem, żeby wysłał mi swoje interpretacje tych utworów i nagrania siebie, kiedy gra – z różnych kamer, z różnych ujęć, tak abym mógł oddać wiarygodnie jego grę. Starałem się go naśladować.

Do tej roli musiałem też dużo schudnąć. Sporo czasu poświęcałem na intensywne treningi w siłowni. Podczas nich nieustannie słuchałem utworów, które przygotowywałem do filmu. Potem doszedł jeszcze temat samych ruchów przy fortepianie. Niestety, w przypadku Kosza dysponowaliśmy tylko jednym krótkim nagraniem z koncertu, na którym pianista był dosyć statyczny. Kolejnym etapem były więc próby dopasowania tego ruchu do muzyki. Początkowo zupełnie mi się to nie udawało. Był to dla mnie moment załamania. Zacząłem szukać odpowiedzi w muzyce. Jeszcze intensywniej wsłuchiwałem się w utwory, szukałem również inspiracji w interpretacjach Keitha Jarretta i wtedy udało mi się w końcu – mam nadzieję – oddać ducha muzyki Mieczysława Kosza – mówi Ogrodnik.

 

Leszczek Możdżer: Kosz był swoistą kometą, która rozbłysnęła jasnym, krótkim światłem i od razu znikła

Partnerująca Ogrodnikowi Justyna Wasilewska podkreśla z kolei: „Nigdy wcześniej nie słyszałam o Mietku Koszu. Jego historię i twórczość poznałam przy okazji pierwszej lektury scenariusza. Wcielam się w rolę Zuzy. Postać ta wzorowana jest na Mariannie Wróblewskiej, wokalistce jazzowej, która na przełomie lat 60. i 70. koncertowała, nagrywała i przyjaźniła się z Mieczysławem Koszem. Była również jego romantyczną fascynacją. Zuza i Mietek wzajemnie się inspirowali: on uczył ją pewności siebie i wolności na scenie, ona była jego muzą i niespełnioną miłością. Myślę, że Marianna była (i pewnie wciąż jest) kolorowym ptakiem z ambicjami, urzekły ją talent i muzyka Mietka. Była osobą niejednoznaczną: z jednej strony nieśmiałą, co objawiało się delikatnym jąkaniem w sytuacjach stresowych, a z drugiej – pełną życia i ambitną. To wszystko starałam się przelać na ekran” – mówi Wasilewska.

Gdy zaczynałem swoją przygodę z jazzem, ludzie będący w temacie zwracali mi uwagę na Kosza. Dosyć szybko usłyszałem to nazwisko. Kiedyś wreszcie udało mi się upolować jego płytę w jakimś antykwariacie. Wokół Kosza panowała atmosfera wtajemniczenia, koniecznie trzeba było cokolwiek o nim wiedzieć. Z tego, co zdążyłem się zorientować, była to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto zabierał się do grania jazzu solo na fortepianie. Spędziłem wiele godzin na słuchaniu jego muzyki i dziwiłem się, że jest jej tak niewiele. Dopiero podczas przygotowań do filmu „Ikar” zrozumiałem, że Kosz był swoistą kometą, która rozbłysnęła jasnym, krótkim światłem i od razu znikła. W latach 90. nie było w obiegu praktycznie żadnych informacji na jego temat – podkreślał Leszek Możdżer, odpowiedzialny za aranżacje muzyczne utworów Kosza.

Film, jako jedni z pierwszych, obejrzeli widzowie 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Niewątpliwie podobał się publiczności, skoro nagrodzono go nie tylko Srebrnymi Lwami, nagrodą Festiwalu i wieloma nagrodami indywidualnymi, ale też Złotym Klakierem dla najdłużej oklaskiwanego filmu. Owacje publiczności trwały aż 9 minut! Film w kinach od 18 października. Warto go obejrzeć… i usłyszeć.

Czytaj także: Powstaje film o ks. Kaczkowskim. Zagra go znany aktor

Czytaj także: Brad Pitt deklaruje się jako chrześcijanin. „Ateista? Raczej buntowałem się”

Czytaj także: Z poprawczaka na plebanię. Historia z filmu „Boże Ciało” wydarzyła się naprawdę

Newsletter
Aleteia codziennie w Twojej skrzynce e-mail