Aleteia.pl - pozytywna strona Internetu w Twojej skrzynce e-mail

Nie możesz nas wesprzeć finansowo?

Możesz to zrobić na 5 innych sposobów:

  1. Módl się za nasz zespół i powodzenie naszej misji
  2. Opowiedz o Aletei w swojej parafii
  3. Udostępniaj nasze treści rodzinie i przyjaciołom
  4. Wyłącz AdBlocka, kiedy do nas zaglądasz
  5. Zapisz się do naszego newslettera i czytaj go codziennie

Dziękujemy!
Zespół Aletei

 

Aleteia

Czego trzy kurczęta nauczyły mnie o odpuszczaniu

Shutterstock
Udostępnij

Kwarantanna dała nam wszystkim kilka zaskakujących lekcji o naszej potrzebie kontroli.

Jakiś czas temu, będąc na targu, kupiłam spontanicznie trzy małe kurczaczki dla mojego męża. Od dawna marzył o posiadaniu kurczaków, ale ja nie byłam pewna, czy na pewno to drób ma być naszym pierwszym zwierzątkiem domowym…

Mąż sprawdził przepisy w naszym mieście i upewnił się, że moglibyśmy trzymać kurczaki w ogrodzie, ale ja byłam niechętna do zajmowania się kimkolwiek więcej poza naszym synem. Wiozłam więc ćwierkające nerwowo w przenośnej skrzynce pisklęta do domu i zastanawiałam się, co mnie napadło. Ale, ale – w końcu mamy pandemię – czy będzie lepszy czas na próbę hodowli kurcząt?

 

Nauczyłam się kilku rzeczy już w pierwszym dniu posiadania kurczaków…

Po pierwsze, kurczęta nie są w stanie utrzymać stałej temperatury ciała przez kilka tygodni po wykluciu, dlatego potrzebują lampy grzewczej, która utrzyma je w cieple. (Uwaga do przyszłych właścicieli kurczaków: jeśli zobaczycie, że siedzą skulone obok siebie w swoim nowym domku, znaczy to, że trzęsą się z zimna. Zorganizuj im lampę migiem!).

Po drugie, muszą być nauczone, jak pić i jeść poprzez doprowadzenie ich do wody i jedzenia. Trzeba wręcz popchnąć ich główki w kierunku wody, żeby wiedziały, że to woda, i że dobrze jest pić.

Po trzecie, usunięcie zaschniętych odchodów przyklejonych do zadka pisklaka jest tym trudniejsze, im dłużej z tym czekasz. Zaciśnij zęby i zrób to natychmiast, żeby kurczaczkowi nic nie zaszkodziło.

Gdy minął tydzień, a one wciąż były żywe (pomimo moich nocnych koszmarów o różnych scenariuszach, w których znajdowałam je rano martwe… czy to typowe dla świeżo upieczonych właścicieli zwierzaków?), odkryłam nowe wyzwanie: to mali odkrywcy.

Okazało się to, gdy raz zeszłam do nich, żeby sprawdzić, czy wszystko w porządku, i przyłapałam je na dreptaniu wokół swojej skrzynki: badały świat i załatwiały się na wszystko bez pardonu. To przymusiło mnie do skonstruowania na poczekaniu prowizorycznego sufitu dla ich domku z kratą z taśmy klejącej.

Ale potem pomyślałam – a co jeśli podskoczą, żeby spróbować się wydostać, i utkną w taśmie? Wzmocniłam więc kratę drugą warstwą taśmy, żeby zakryć klejącą stronę. Dopiero wtedy, po wykonaniu całej tej pracy, wygooglowałam: „co zrobić, żeby pisklaki nie uciekały”. Inni właściciele kurcząt sugerowali przykrycie skrzynki kocem lub starą zasłonką… Rozwiązanie tysiąc razy łatwiejsze niż całe moje zaangażowanie w majsterkowanie przy kracie. Dlaczego nie zwróciłam się do społecznościowych ekspertów wcześniej?!

 

Kwarantannowe kurczaki

Teraz, kiedy są wciąż żywe od kilku tygodni i zdecydowanie weszły w wiek nastoletni z całym buntem, brudnymi włosami i patykowatością, które się z tym wiążą, zastanawiałam się, czego nauczyły mnie te trzy kwarantannowe kurczaki. Opiekowanie się kimś, kto na początku jest tak kruchy i bezbronny, dało mi nową perspektywę na czasy COVID-19.

Podobnie jak kurczaki – jeśli nie próbuję stworzyć jakiejś wspólnoty (łącząc się w wirtualną grupkę lub na dystans minimum dwóch metrów) z ludźmi, przestaję się rozwijać.

Czasem to Bóg musi skierować moją głowę w kierunku lekcji, których mam nauczyć się w życiu, dokładnie tak, jak uczyłam kurczęta pić, i mówi: „Zobacz! To jest to, co próbuję ci powiedzieć! Rozumiesz?”, zanim rzeczywiście na to wpadnę.

Nauczyłam się też, że zwalczenie nawyku, który przynosi frustrację i bałagan w moim życiu (tak jak zaschnięte kurze odchody) jest o wiele łatwiejsze, jeśli wezmę się za to szybciej.

I w końcu, w chwilach kiedy wydaje się, że życie wymyka się spod kontroli i nikt nie wie, co przyniesie jutro (jeszcze więcej strat pracy? Więcej chorych? Kolejne opóźnienia w otwieraniu przedsiębiorstw w mieście?), odpuszczanie w ciągłym zamartwianiu o przyszłość jest kluczowe.

Nie miałam pojęcia, co robię, kiedy wzięłam pod opiekę te małe kurczaczki. Ale trochę nauki i wysiłku wystarczyło, żeby się dobrze rozwijały. One nie wybrały sobie domu u początkującej właścicielki kurcząt, ale to wciąż się udaje. Może nie ja wybrałam sobie niektóre okoliczności, w których znajduję się w tym dziwnym czasie izolacji, ale wciąż tu jestem, ucząc się dobrze rozwijać.