Aleteia

Boisz się, jak będzie wyglądało twoje życie po koronawirusie? Posłuchaj rad tego zakonnika

KORONAWIRUS
Zigres | Shutterstock
Udostępnij

Niepewność i nieprzewidywalność stały się nieodłącznym elementem codzienności wielu ludzi. Od niedawna prawie nikogo nie opusza troska o przyszły los. Jak mamy dalej żyć, odłożywszy na bok nasze lęki?

Lęk to bardzo szeroki termin, w którym mieszczą się różne pojęcia. Jako naturalna i fizjologiczna reakcja czasami okazuje się bardzo przydatny. W pierwszej kolejności jeśli chodzi o instynkt samozachowawczy, który dzielimy ze zwierzętami. To on ratuje nam życie, zmuszając do ucieczki przed niebezpieczeństwem.

Działa również stymulująco, wtedy gdy mamy pozostać czujni. Może jednak nas paraliżować i popychać do nierozsądnych posunięć. Na głębszej płaszczyźnie lęk wywołuje niepewność, przede wszystkim co do przyszłości i wszystkiego, co wymyka nam się spod kontroli. Niemniej jednak, możliwe jest przezwyciężenie go, a ojciec Alain Quilici, przeor klasztoru dominikanów w Tuluzie, podpowiada nam, jak to zrobić.

Florence Brière-Loth: Jak walczyć z lękiem o przyszłość?

Alain Quilici: Boimy się tego, czego nie znamy, czyli również przyszłości. Po odrzuceniu choroby i śmierci, zgodnego z naszym instynktem, pozostaje lęk egzystencjalny. Grozi nam pokusa, żeby okiełznać te lęki za pomocą zabezpieczeń (na poczet emerytury, na wypadek pożaru, kradzieży czy choroby) i mnożyć te polisy na wszelkie nasze lęki pod pretekstem realizmu. Ale zawsze pozostajemy w jakimś obszarze nieubezpieczeni: żadna z tych gwarancji nigdy nie zapewni nam 100% bezpieczeństwa.

Jedynym sposobem na lęk jest żyć tu i teraz, koncentrując się na zadaniach, które dziś mamy do wykonania. Święty Alojzy Gonzaga zapytany podczas gry w piłkę o to, co by zrobił, gdyby musiał zaraz umrzeć, miał odpowiedzieć: „Grałbym dalej”. Oto postawa, do jakiej zaprasza nas Chrystus w Ewangelii: „Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, […], przypatrzcie się ptakom w powietrzu, nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi” (Mt 6, 25-26).

Od czego chce nas uwolnić Chrystus, kiedy mówi: „Nie lękajcie się!”?

Od wszystkich naszych ludzkich lęków, tych najbardziej naturalnych. Chrystus zna nas dogłębnie. W Ewangelii często słyszymy wezwanie do zachowania pokoju serca. Apostołowie w łodzi podczas burzy mieli słuszne powody do strachu. Wszystkie te lęki są zasadne. Jezus nie robi nam żadnych wyrzutów. Przeciwnie, pragnie nas uspokoić. Jak matka, która mówi swojemu dziecku: „Nie bój się, jestem przy tobie”.

Działanie Boga, które objawia się w Chrystusie, polega na zaprowadzaniu pokoju. Zachęcając ludzi do wyzbycia się lęku, Bóg ukazuje się jako pan wydarzeń, które nam zagrażają. Jest od nich potężniejszy. Nie chodzi o ludzkie zaproszenie do panowania nad sobą siłą woli, ale o krok w kierunku zaufania Mu. To pole walki dla wierzących.

Lekarstwem na strach jest powierzenie się Bogu. Święty Jan Paweł II wykorzystał słowa „Nie lękajcie się” w innym kontekście, mówiąc o lękach naszych społeczeństw: „Nie lękajcie się innych, nie lękajcie się być sobą. Bądźcie wolni!”.

Czy ta prośba Chrystusa jest realistyczna? Czy naprawdę możemy cieszyć się wewnętrznym pokojem?

Chrystus nie eliminuje głębokiego lęku ani śmierci, ale przemienia je. On zwyciężył śmierć, czyniąc z niej bramę do życia wiecznego. Męczennik na pewno odczuwa lęk, ale pokłada ufność w Bogu. Święty Thomas More w pisanych z więzienia listach do córki często mówi o swoim strachu przed śmiercią, ale wstępując na szafot, znalazł w sobie siłę, by z humorem zwrócić się do kata: „Proszę cię, pomóż mi wejść, ze schodzeniem już sam sobie poradzę”.

Święty nie stoi ponad strachem?

Sam Jezus bał się w trakcie agonii. Święci i męczennicy ufają temu, czego naucza Pan: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało…” (Mt 10,28). Ewangelia jest jedną wielką księgą pocieszenia. Widać to w przypowieściach. Owszem, Bóg jest wymagający, ale jednocześnie przynosi pocieszenie.

Jaki lęk jest zasadny?

Zdrady Boga, grzechu, niewierności wobec własnych zobowiązań, oto czego powinniśmy się bać. Trzymajmy się tego, co święty Ludwik już na łożu śmierci polecił swemu synowi: „Wystrzegaj się wszelkiego grzechu śmiertelnego”, tego, który popełniamy, wiedząc, że definitywnie odcina nas od Boga, jeżeli Go za niego nie przeprosimy. „Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle”, czytamy u św. Mateusza.

Lęk przed Kusicielem jest zbawienny, gdyż sprawia, że trwamy w czujności. Musimy czuwać, aby nie ulec pokusie. Największe zagrożenie płynie ze strony pychy. Pamiętajmy, by rozróżniać próbę od pokusy: diabeł chce nas wciągnąć w zło, i tym samym spowodować nasz upadek, tymczasem Bóg dopuszcza jakąś próbę, abyśmy mogli wzrastać. Jak egzaminy, które uczeń musi zdać, by przejść do następnej klasy!

W walce z duchowym przeciwnikiem trzeba używać duchowej broni: robić znak krzyża, kiedy zmaganie nasila się, powierzać się pod opiekę Maryi, odmawiać różaniec, podjąć jakieś wyrzeczenie, czyli stanąć po właściwej stronie w pojedynku, który musimy prowadzić.

Florence Brière-Loth