Aleteia

Plotki, obmowa, oszczerstwa – przeczytaj psalm, który pomoże ci zapanować nad językiem

PLOTKA
ANdrey_Popov | Shutterstock
Udostępnij

„Życie i śmierć są w mocy języka” (Prz 18, 21). Czasem lekkomyślnie wypowiedziane i zaraz potem zapomniane, nasze słowa ulatują, nim zastanowimy się nad ich konsekwencjami. Choć czasem niełatwo jest trzymać język za zębami, istnieje wiele rozwiązań, w tym na pierwszym miejscu – modlitwa, by nauczyć się panować nad swoim językiem.

Wszyscy przecież zostaliśmy naznaczeni, w dobrym i złym sensie, słowami, którymi się do nas zwracano: słowami zachęty lub wyrzutami, słowami miłości lub gniewu, komplementami lub słowami obmowy. Całe lata później wciąż pamiętamy pewne słowa, które miały na nas znaczący wpływ… podczas, gdy w pamięci tych, którzy je wypowiedzieli, nie zachowały się wspomnienia na ten temat. Czasem wystarczy jakaś jedna życzliwa uwaga, byśmy inaczej spojrzeli na kogoś bliskiego. I odwrotnie, wystarczą dwa lub trzy zdania, wbite zręcznie niczym szpila, by zniszczyć reputację.

„Wszyscy bowiem często upadamy. Jeśli kto nie grzeszy mową, jest mężem doskonałym, zdolnym utrzymać w ryzach także całe ciało. Jeżeli przeto zakładamy koniom wędzidła do pysków, by nam były posłuszne, to kierujemy całym ich ciałem. Oto nawet okrętom, choć tak są potężne i tak silnymi wichrami miotane, niepozorny ster nadaje taki kierunek, jak odpowiada woli sternika. Tak samo język, mimo że jest małym członkiem, ma powód do wielkich przechwałek. Oto mały ogień, a jak wielki las podpala” (Jk 3, 2-5).

 

Nie można cofnąć raz wypowiedzianego słowa

Jak w przypadku każdego daru Bożego, możemy posługiwać się naszym językiem, przyczyniając się ku dobremu lub ku złemu! Jednak niech to co złe nie sprawia, że zapomnimy o tym co dobre. Niech strach przed stworzeniem „przepaści ze słów” nie pogrąża nas w milczeniu. Choć nasze słowa mogą krzywdzić, mogą też błogosławić, pocieszać, zachęcać, wyrażać radość. To do nas należy kierowanie tym „niepozornym sterem”, jakim jest nasz język. By tak się stało, unikajmy słów wypowiedzianych bez refleksji lub w chwili gniewu.

Raz wypowiedzianego słowa nie można już cofnąć. Choć oczywiście możemy później prosić o wybaczenie i starać się naprawić wyrządzone krzywdy, czy nie lepiej byłoby jednak w porę zamilknąć? Gdy czujemy, że aż się w nas gotuje z oburzenia, gdy odczuwamy złość i rozgoryczenie, lub gdy poniosło nas pragnienie zabłyśnięcia kolejnymi „zabójczymi” żartami, lepiej nic nie mówić niż powiedzieć za dużo.

 

„Postaw, Panie, straż moim ustom…”

Papież Jan XXIII, charakteryzujący się wielką bystrością umysłu, wolał powstrzymać się od opowiedzenia dowcipów, które przychodziły mu na myśl, niż ryzykować zranienie kogoś… Nawet za cenę bycia uznanym za mniej zabawnego, niż był w rzeczywistości.

„Postaw, Panie, straż moim ustom i wartę przy bramie warg moich” (Ps 141, 3) – w samym środku naszych najbardziej nawet ożywionych rozmów, najbardziej beztroskich pogawędek i najbardziej pasjonujących dyskusji, może się wznieść z naszych serc ta modlitwa. Ułamki sekund wystarczą, by zamilknąć i zwrócić się do naszego wewnętrznego Gościa, by nasze serce dostroić do Jego serca i nasze słowa do Jego słów. Ta uwaga skierowana ku Bogu, te miniaturowe wysepki ciszy w potoku słów, sprawiają, że sprawy nie wymykają się spod kontroli, pomagają wziąć ster w swoje ręce, czy może raczej – powierzyć go Duchowi Świętemu. Wszystko po to, by nie pozwolić, aby to ten „niepozorny ster” kierował sam całym statkiem.

 

Właściwe użycie języka nie mierzy się liczbą wypowiedzianych słów

Niektórzy są gadułami, inni są małomówni. Zarówno jedni, jak i drudzy potrzebują zrozumieć, w jaki sposób posługiwać się tym Bożym darem, jakim jest słowo. Jak to zrobić? Na początek być może przyglądając się z bliska temu, co piękne i dobre w samym sobie. Powściągliwy temperament często idzie w parze z uwagą i umiejętnością słuchania, które mogą wydawać się niepozorne, ale nie mniej przez to cenne. Jednak bycie wygadanym niekoniecznie jest wadą. To raczej talent do wykorzystania, który może posłużyć innym. Trudnością gawędziarza będzie nauka słuchania, ważenia słów i wyrażania się w prawdzie, nie zasłaniając się potokiem słów. Jeśli chodzi o „milczków”, oni z kolei potrzebują zrozumieć, że otwarcie ust jest jednym ze sposobów na otwarcie serca, a także, że inni potrzebują ich słów, nawet tych niezręcznych.

Jaki by nie był nasz temperament, właściwe użycie języka nie mierzy się ilością słów, ale miłością, o której mają świadczyć. Zawsze mówimy jedynie z obfitości serca.

Christine Ponsard